środa, 19 lipca 2017

#10 A ty kogo tu widzisz?

Jackson

             Z niedowierzaniem spojrzałem po raz kolejny na ekran laptopa. W dalszym ciągu wyświetlały się na nim wiadomości, jakie dostałem dzisiaj od Lorraine. Byłem pewny, że po interwencji Craiga, dziewczyna odpuści. Nic z tego. Ale po kolei…
            Z samego rana obudził mnie telefon od Ashtona. Chłopak wybierał się z Calumem na kilkudniową wycieczkę do Long Beach. Planowali ją już wcześniej, a dokładniej pod koniec trasy koncertowej. Oczywiście z początku nie brali pod uwagę Hemmingsa. Teraz jednak, kiedy ich relacja  a raczej nasza  uległa znacznej poprawie, ja także dostałem zaproszenie, by wybrać się tam razem z nimi. Uznałem jednak, że wykorzystam ten moment do spędzenia większego czasu z Michaelem, który zostawał w Los Angeles. Grzecznie odmówiłem, życząc im dobrej zabawy.
              Wracając jednak do porannego telefonu Irwina. Zanim wyruszył z Hoodem do Long Beach, chłopak wszedł na Twittera, by zamieścić krótki wpis. Wtedy też zauważył mały wysyp zdjęć Luke'a. A dokładniej stare fotki z imprez  sądząc po ubraniu blondyna, były to dwie, mocno zakrapiane imprezy (były też na dodatkowym wspomaganiu, o czym dowiedziałem się później). Towarzyszyła mu ta sama grupka półnagich dziewczyn, a także oczywiście Lorraine. Gdy tylko o tym usłyszałem, zaraz odpaliłem komputer, by mieć dokładny i dobry wgląd na to, co hula po sieci. Perkusista od razu polecił mi, bym skontaktował się z menadżerem. I tak też zrobiłem.
               Pierwsze zdjęcia pokazywały napitego, ledwo trzymającego się na nogach chłopaka. Luke wyglądał, jakby balował co najmniej przez tydzień – i w tym czasie zapomniał, co to znaczy sen czy choćby prysznic. Jego włosy przypominały grube strąki, klejące się do spoconego czoła. Brudna koszula  musiał się oblać jakimś kolorowym drinkiem  była częściowo i niedbale wsunięta do środka spodni.
              Kolejne zdjęcia, już z całkiem innej imprezy, były jeszcze gorsze. Chłopak miał bladą, pozbawioną wyrazu twarz. Przypominała mi ona maskę. Jakby jego mięśnie nie były zdolne do wyrażania jakiejkolwiek emocji. Przekrwione, zamglone oczy ledwo skupiały się na aparacie. Wyglądał, jakby miał się zaraz przewrócić lub całkowicie rozsypać. Albo jedno i drugie. Dopiero ostatnia fotografia prezentowała całkowite załamanie Hemmingsa. Wyrażała też najwięcej uczuć. Smutek, niezadowolenie, a być może także i żal. Błękitne tęczówki były jeszcze bardziej czerwone, a do tego załzawione. Pierwszą myślą było to, że chłopak zaraz się rozpłacze. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że trafiłem idealnie w sedno.
               Łącznie z wrzuconymi do sieci zdjęciami, doszła do mnie prywatna wiadomość od byłej Hemmingsa. Lorraine dorzuciła mi fotkę, na którym Luke pozuje z białą tabletką na języku. Do tego były trzy filmiki. Pierwszy, gdzie zataczając się, próbuje dojść do stolika. Drugi, gdy już przy nim siedzi, wciągając coś do nosa. Trzeci zawierał krótką wymianę zdań między nim a Lorraine. To właśnie na tym ostatnim filmiku Luke w kącie zanosi się łzami, co chwilę powtarzając, że ma już dość. Dziewczyna zaś kazała mu się ogarnąć i wziąć w garść. Czego miał dość? Tego dokładnie nie wiedziałem. Czy zdawał sobie sprawę z tego, co w ogóle dzieje się wokół niego? Bardzo w to wątpiłem.
               Wiadomość nie zawierała jednak samych materiałów. Lorraine dodała coś jeszcze, chyba nie będąc do końca świadomą tego, co zaczyna. Mianowicie napisała, że mam przestać robić z niej żarty w internecie  jakbym śmiał, ona sama robi z siebie żarty, więc nie jestem jej do niczego potrzebny  bo inaczej te filmiki zostaną upublicznione. Szybko skontaktowałem się z prawdziwym Hemmingsem, a także podesłałem całość do Craiga. Mężczyzna krótko i delikatnie mówiąc, bardzo mocno się wkurzył. Oznajmił, że ma dość zagrywek panny Venstone i jej numerów. Uznał, że jest to czas, by skontaktować się z prawnikiem, a także po raz kolejny porozmawiać z menadżerem dziewczyny, aby uciąć szantaże i wszystko to, co ostatnio się działo. Liczyłem na to, że to poskutkuje i Lorraine w końcu na dobre się odczepi. Ja zaś miałem milczeć i nie wypowiadać się na temat zdjęć, które trafiły do sieci. Nie było mi to do końca na rękę, ale uznałem, że może w tym wypadku warto zamknąć dziób, by nie pogarszać sytuacji.
                Westchnąłem pod nosem, odrywając wzrok od wiadomości. Zacisnąłem usta, opierając się o oparcie sofy. Przymknąłem na chwilę powieki, czując się w pewien sposób źle. Mimo tego, że przecież nie byłem osobą ze zdjęć, to jednak nie czułem się z tym dobrze. Było mi cholernie szkoda Luke'a. Jakby nie patrzeć, był dupkiem  w stosunku do fanów, a przede wszystkim do swoich przyjaciół. Jednak nikt chyba tak naprawdę nie widział tego, że i on przez to, co się działo, jest też doszczętnie zniszczony. Mógł zgrywać obojętnego na wszystko kretyna. A może to zobojętnienie przyszło później? Kiedy wszystko kompletnie się posypało?
                 Drgnąłem, słysząc lekką wibrację. Po chwili pojawił się znajomy dźwięk, a urządzenie na stole zaczęło jeszcze mocniej podskakiwać. Wstrzymałem powietrze, otwierając oczy. Wysunąłem się do przodu, łapiąc za komórkę. Z początku myślałem, że to Craig, który będzie miał dla mnie jakieś nowe i dobre wieści  na przykład takie, że Lorraine wybiera się w podróż na księżyc, mając bilet w jedną stronę. Zdziwiłem się trochę, widząc zupełnie inne imię, które pojawiło się na ekranie.
 Tak?
 Wszystko w porządku?  zapytał Michael, a ja mimo wszystko uśmiechnąłem się lekko.
               Wciąż powtarzałem sobie w głowie, że nie jestem Lukiem, więc nie powinienem tego tak mocno przeżywać, ale… Mój mózg i serducho robiło swoje. Po osobistym poznaniu Hemmingsa, a także jego historii, zacząłem mu mocno współczuć. Może też w jakiś sposób próbowałem go, w niektórych momentach usprawiedliwiać? W jakiś sposób w to wsiąknąłem i dlatego mój głos nie brzmiał nad wyraz entuzjastycznie. Choć próbowałem udawać, że jest okej.
 W porządku  odparłem, wracając do poprzedniej pozycji.  Co robisz?
– W sumie nic. Niedawno skończyłem grać.
 Na pewno nie chciałeś jechać z Cashtonem?
– Gadasz, jak męska fanka.
 Czep się, Clifford  mruknąłem, chcąc wyjść na niezadowolonego, choć i tak nadal uśmiechałem się pod nosem. Chłopak zaśmiał się, co sprawiło, że poczułem się odrobinę lepiej.
 Nie pojechałem, bo… Wiesz dobrze czemu. Nadal jakoś nie jestem imprezowym gościem. Nadal publiczne wyjścia sprawiają, że… Nie chcę znów… Zresztą nie ważne. Chodzi mi o ciebie.
 Co zrobiłem?
 Ja… Widziałem te zdjęcia i…
 Nie przejmuj się nimi, Mikey. To nic takiego.
 Ale… Mówiłeś Craigowi, prawda?
 Tak, więc można uznać, że sprawa jest jakoś załatwiona. A przynajmniej taką mam nadzieję.
 Luke?
 Tak?
 Na pewno wszystko okej? Nie brzmisz… Nie brzmisz jakoś tak…
 Jest okej, Mikey. Nic mi nie będzie.
 Och… Okej, tylko chciałem się upewnić i… To w porządku.
 Do zobaczenia wkrótce.
 Tak… Do zobaczenia wkrótce  powiedział, a potem rozłączył się.
               Była to jedna z mniej komfortowych i nieco sztywnych rozmów, jakie z nim odbyłem. Prawda była taka, że naprawdę nie chciałem, by chłopak myślał o tych fotkach. Miał dość swoich zmartwień. Zresztą Hemmings sam go olewał przez dużą część czasu. Clifford jednak potrafił być lepszym przyjacielem. Chciał wiedzieć, jak się czuję. Chciał mieć pewność, że to za mocno na mnie nie wpłynęło. Cholera, Luke idioto, jak mogłeś ich mieć w głębokim poważaniu? Była to ta część wielkiego dramatu, której zupełnie nie rozumiałem. Mój mózg nie potrafił tego pojąć. Nie wyobrażałem sobie, by wypiąć się na bliskie osoby, które potrzebowały mojej pomocy.


Luke

               Zacisnąłem usta, ponownie przeglądając to, co przesłała Lorraine. Filmiki odtwarzały się cicho raz za razem, pokazując poziom mojej osobistej porażki. Wiedziałem, że zerwanie z dziewczyną będzie niosło ze sobą jakieś konsekwencje. Nie sądziłem jednak, że będzie ona próbowała się posunąć do tego, by zdeptać moją i tak już schrzanioną reputację  którą Jackson powoli zaczął naprawiać. Chłopak streścił mi dokładnie całą rozmowę z menadżerem. Teraz razem z nim czekałem na informację w tej sprawie. Miałem nadzieję, że Craig sprawi, że Lorraine raz na zawsze odczepi się ode mnie i od reszty zespołu. To, co się działo, pokazywało mi też, jak wielkim kretynem byłem w ogóle dopuszczając ją tak blisko siebie. Poznałem jej charakter, a mimo to wszedłem w głupi układ.
 Luke…
                Odruchowo podskoczyłem, słysząc głos za plecami. Uderzyłem ręką w kubek, przesuwając go. Na szczęście nic się nie wylało ani tym bardziej nie zbiło. Przez to wszystko zupełnie zapomniałem, że nie jestem w domu sam.
 Przepraszam, nie chciałam cię wystraszyć.
               Tara podeszła bliżej. Moje mięśnie napięły się, kiedy poczułem jej dłonie na ramionach. Dodatkowo zrobiło mi się gorąco. 
 Ale jesteś spięty. Coś się stało?
               Bez słowa pokiwałem głową. Uznałem, że nie ma sensu jej okłamywać. Zdjęcia hulały po sieci, więc miała do nich łatwy dostęp. Co do filmików, Jackson mógłby jej wszystko opowiedzieć, więc i tak by wiedziała. Postanowiłem zagrać w otwarte karty. Odpaliłem filmiki.
               Tara przesunęła się w bok, zabierając ręce z moich ramion. Nadal jednak stała blisko. Piwne tęczówki skupiały się na ekranie laptopa. Miałem wrażenie, że nawet na chwilę nie oderwała od niego wzroku. Następnie pokazałem jej zdjęcia, które umieściła Lorraine. Wtedy dopiero otworzyłem usta i zacząłem wszystko jej opowiadać. Tak by nabrała pełniejszego obrazu.
 To szantaż  skwitowała, krzywiąc się.  To cholernie nie w porządku.
 Mam nadzieję, że Craig coś z tym zrobi.
 A to… Pamiętasz coś z tych imprez?
 Niewiele. Początki i owszem, ale potem… Jedna wielka czarna plama. Byłem tak cholernie głupi.
 Często tak to wszystko się kończyło?
 Nie jestem alkoholikiem.
 Przecież tego nie powiedziałam.
 Często – mruknąłem, czując się jeszcze gorzej.  Chyba alkohol i imprezy stały się odskocznią od rzeczywistości.
– A to co brałeś?
– Nie jestem cholernym ćpunem!  warknąłem, a dziewczyna nerwowo drgnęła.  Przepraszam.  Widziałem, że zamierza zrobić krok w tył, więc szybko złapałem ją za rękę. Na całe szczęście nie wyrwała dłoni. Teraz czułem się, jak kompletny palant.  Przepraszam.
 Nie masz za co i…
 Nie powinienem podnosić na ciebie głosu. Nic nie zrobiłaś, a ja… Jakbym się na tobie wyżywał.
 Luke, jest w porządku  odparła, obdarzając mnie delikatnym uśmiechem.  Ta cała sytuacja tak na ciebie wpływa.
 To też nie jest powodem, bym się na ciebie wydzierał. Zresztą  wzruszyłem ramionami  jakie inne zachowanie może prezentować taka osoba  pociągnąłem, wskazując na filmiki.  Totalnie skończona i na dnie.
 Wcale nie.
– Nie? – Uniosłem brwi, zerkając na nią.  A ty kogo tu widzisz?
– Osobę zagubioną, smutną, w pewien sposób złamaną  powiedziała cicho.
                   Zacisnąłem ponownie usta. Odwróciłem się w stronę komputera, starając się patrzeć na wszystko inne, tylko nie na nią. Jej słowa mnie poruszyły. Jakby bardziej zobrazowały mój wcześniejszy opłakany stan, w jakim się znajdowałem. Powoli jednak wszystko się zmieniało. Spoglądając na te zdjęcia, nigdy już nie chciałem być kimś takim. Przegranym. Złamanym. Chciałem na nowo się podnieść.
                 Gdy tylko przymknąłem powieki, starając się uspokoić, poczułem jak Tara przybliża się do mnie jeszcze bardziej. Puściła moją dłoń, a potem objęła mnie. I chyba tego najbardziej potrzebowałem. Westchnąłem ciężko pod nosem, wtulając się w nią, jak mały dzieciak. W tym wypadku jednak byłem osobą, która chciwie pragnęła psychicznego wsparcia. A to od niej dostawałem. Przejechała palcami po moich włosach, co było dodatkowym kojącym uczuciem.
 Będzie dobrze, Luke. Pomału to wszystko ponaprawiasz. Ale najpierw musisz zacząć od siebie.  Puściłem ją, by móc na nią ponownie spojrzeć. – Twoja zamiana z Jacksonem jest cholernie ekstremalna i nawet głupia, ale z drugiej strony, chyba naprawdę potrzebujesz odrobiny spokoju, ciszy i życia w cieniu.
 Tak, to prawda.
 Może zostaniesz dzisiaj w domu? Powiem w bibliotece, że źle się czujesz.
– Nie  rzuciłem, kręcąc głową. Od razu podniosłem się z krzesła.  Nie zamierzam wymigiwać się od roboty. Jestem Jacksonem, tak? A on właśnie musi iść do pracy.
 Możesz zostać.
 Nie. Zresztą po pracy zabieram cię na obiad.
 Możemy to przełożyć.
 Nie chcę tego przekładać  odparłem z pewnością w głosie.  Chyba że ty nie chcesz iść.
 Oczywiście, że chcę.
 Więc plany nam się nie zmieniły  rzuciłem i uśmiechnąłem się. Dziewczyna szybko odpowiedziała tym samym.


Jackson

                  Przekręciłem oczami, odsuwając od siebie komputer. Miałem wrażenie, że dzisiaj spędziłem przed ekranem większość ranka i popołudnia. I wcale się chyba za dużo nie pomyliłem. Jakbym miał mało problemów, niedługo po zdjęciach, które wypłynęły od Lorraine, w sieci pojawiły się także fotografie zrobione przez wścibskich paparazzi, którzy wczoraj osaczyli bramę, za którym mieścił się budynek, w którym mieszkałem. Dodali do tego także filmik, na którym widać moją ucieczkę w stronę taksówki, która miała uratować mnie z opresji. Bosko.
                   Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie byłem tym wszystkim po prostu zmęczony. W tym momencie piękne i idealne życie Hemmingsa, zmieniło się. Pokazało inną perspektywę. Drugą stronę tego, o której wielu z nas zapominało. Osoby sławne niekiedy miały naprawdę przerąbane. Walczyły o trochę prywatności, nawet w takich momentach, jak zwykłe wyjście z domu, a i tak znajdowali się ludzie, którzy byli gotowi wepchnąć im aparat pod nos i błysnąć oślepiającym fleszem po oczach. Pod tym względem cholernie mu współczułem. Jemu i reszcie. Nie dziwiłem się też temu, że niektórzy reagowali na fotoreporterów agresją. Paparazzi często mocno przeginali, przekraczając niewidzialną granicę dobrego smaku i zachowania.
                  Pacnąłem na kanapę, zakrywając głowę poduszką, jakby to miało mnie odciąć od całego świata. Próbowałem wyrzucić z myśli obrazy, które dzisiaj oglądałem na ekranie komputera. Te felerne zdjęcia, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Lorraine po raz kolejny zagrała nieczysto. Po raz kolejny pokazała, jaką suką potrafi być.
                 Nie wiem, ile dokładnie leżałem w tej pozycji, ale w końcu poczułem, jak zdrętwiało mi ciało. Kiedy tylko chciałem się podnieść, usłyszałem dzwonek do drzwi. Uniosłem z zaskoczeniem brwi. Z nikim się dzisiaj nie umawiałem. Wstałem z kanapy, próbując zapanować nad kończynami, po których zaczęły przebiegać nieprzyjemne mrowienia. Poczłapałem w kierunku drzwi, modląc się w duchu, by niespodzianką nie okazała się być Lorraine. Po tym, co zrobiła, nie wiem czy umiałbym się przy niej pohamować. Nie byłem jednak damskim bokserem, więc z pewnością bym jej nie uderzył, ale… Ta dziewczyna wyzwalała we mnie wszystko to, co najgorsze. Mogę się założyć, że soczyste wyzwiska poleciałby w jedną, jak i w drugą stronę.
                 Otworzyłem w końcu drzwi, a potem uśmiechnąłem się, cisząc się, że na progu nie stoi blondynka. Był za to bardzo przystojny, młody chłopak z czerwonymi włosami, które jak zawsze sterczały mu we wszystkie możliwe strony. Odetchnąłem z ulgą, wiedząc, że nie będę musiał konfrontować się z Lorraine.
 Cześć.
 Wchodź, Mikey  rzuciłem, odsuwając się od drzwi. Potem zamknąłem je za nim.  Nie byliśmy chyba na dzisiaj umówieni?
 Nie przeszkadzam?
 Głupie pytanie. Jasne, że nie.
 Pomyślałem, że skoro Calum i Ashton…
 Cashton  poprawiłem go, a on przekręcił oczami. Spojrzał na mnie z politowaniem, więc wyszczerzyłem się do niego, bujając się jednocześnie na stopach.
 Czasami mam wrażenie, że cię podmienili albo że bardzo mocno przywaliłeś się w ten swój tleniony łeb.
 Moje blond włosy są naturalne w porównaniu do ciebie, Gordonie-farbowany.
 Nazwij mnie tak jeszcze raz…
 Tak, tak  rzuciłem, machając na niego ręką. Clifford prychnął pod nosem.  Kontynuuj to, co chciałeś powiedzieć po Cashtonie.
 Skoro oni wyjechali, pomyślałem, że możemy razem posiedzieć. Z początku pomyślałem o kinie i jakimś żarciu, ale… Kino i żarcie może przyjść do nas.  Potrząsnął reklamówką, którą miał w dłoni.  Tu mam trochę filmów w tym wszystkie części Kac Vegas. Co ty na to? Zamówimy też pizzę.
 Jestem jak najbardziej za. 
                   Odwróciłem się, podchodząc do sofy. Klapnąłem na nią po raz kolejny tego dnia. Po chwili Michael usiadł obok. Przysunąłem do siebie komputer, który przełączył się na tryb czuwania. Uruchomiłem go ponownie, a przed oczami znów stanęły mi filmiki od Lorraine. Chciałem je wyłączyć, ale chłopak złapał za moją rękę, odsuwając ją od urządzenia. Wziął laptop na kolana, a potem zaczął przeglądać to, co wysłała dziewczyna.
                  Przez cały ten czas bacznie go obserwowałem. Widziałem, jak zaciska usta, jak od czasu do czasu mruży oczy. Nie trwało to zbyt długo, bo filmy nie przekraczały jednej minuty. Odstawił laptopa na stół, a następnie odwrócił się. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu.
 Czemu nie powiedziałeś, że wysłała ci coś takiego?  zapytał cicho. A to jedno zdanie skutecznie mnie zaskoczyło.  Czemu nie powiedziałeś, że jest tak źle?
 Nie jest. Craig…
 Tak, załatwi to, to pewne. Czemu wcześniej nic nie mówiłeś?
– Wcześniej?
 Wtedy kiedy wszystko zaczęło się komplikować? Wtedy kiedy stało się to?  odparł, wskazując palcem na ekran.
 Daj spokój, Michael  rzuciłem, kręcąc głową.  Wtedy już nie było między nami za fajnie. Nie byłem wobec was w porządku. Po co miałem zawracać wam tym głowę.
 Może dlatego, że martwiliśmy się o ciebie?
 Co?
– Mimo tego, co robiłeś, jaki w stosunku nas byłeś, nadal się o ciebie martwiliśmy. Potem… Potem jak było już dużo gorzej, przestaliśmy zawracać sobie tobą głowę. W sumie postąpiliśmy tak samo, jak ty.
 Tak nigdy nie powinno być.
 Naprawiamy to. Razem.  Wziął głębszy wdech, a potem oparł się o oparcie kanapy.  Zawiodłeś mnie i chłopaków tak wiele razy, że odpuściliśmy. Uznaliśmy, że nie ma sensu dalej walczyć, skoro i tak byliśmy na przegranej pozycji.
 Przepraszam, Mikey.
 Już przeprosiłeś.
 Pod tym względem nigdy sobie tego nie wybaczę.
 Luke?
 Tak?
 Czy teraz jest z tobą wszystko w porządku?
 Tak, jest okej.
 Mówisz prawdę?
 Wkurzyłem się, gdy to zobaczyłem. Byłem wściekły i… Cholernie rozgoryczony, ale to wszystko jest też po części moją winą, bo byłem kretynem. Mogłem reagować wcześniej. Dałem się wciągnąć…
 Dałeś się zmanipulować.  Uniosłem brwi, robiąc przy tym większe oczy. – Myślę, że to właśnie to. Najpierw wkręciłeś się w znajomość z tą suką, a potem ona to wykorzystała. Wykorzystał to też Craig i jej menadżer.
 Byłem i jestem idiotą.
 Będzie dobrze  rzucił, klepiąc mnie po plecach.
 Do czego to doszło, że ty pomagasz psychicznie mi.
 Od tego ma się przyjaciół.
 Boże, Mikey, tak cholernie cię przepraszam  odparłem, a potem odwróciłem się.
                  Niewiele myśląc, objąłem go, niemalże uwieszając się na jego szyi. Chłopak zaśmiał się, ale odwzajemnił ten gest. Ponownie poklepał mnie po plecach, a to sprawiło, że zdecydowanie moje Hemmingsowe ja poczuło się lepiej.
                Oderwałem się od chłopaka, wracając na wcześniejsze miejsce. Clifford rozsiadł się wygodniej na kanapie, w dalszym ciągu nie spuszczając ze mnie wzroku. Wstrzymałem powietrze w płucach, a potem cicho wypuściłem je z ust.
 Mogę cię o coś zapytać?
– Pytaj  odpowiedział, dodatkowo kiwając głową.
 Wtedy… Wtedy kiedy byłem tym wrednym nieczułym dupkiem, jak… Co dokładnie się z tobą działo?
                 Zagryzł wargę, przenosząc zielone oczy na biały sufit. Przez chwilę milczał. Skarciłem się w myślach za to, że w ogóle zacząłem ten temat. Mogłem zamknąć jadaczkę i nie poruszać tej kwestii, która jakby nie patrzeć, była dla niego ciężka i trudna. Wiedziałem przecież bardzo dobrze, że nadal z tym walczy. Nadal się zbiera po tym, co działo się w trasie.
 To wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Nie stało się to nagle. To było stopniowe, powolne. Na początku myślałem, że jestem po prostu tym bardzo zmęczony. Plus, że dochodził do tego zły humor. Ale to działo się coraz częściej i częściej. W końcu zacząłem się separować od wyjść. Bardzo dobrze wiesz, że żyliśmy pod stałą presją, a ja tego nie uniosłem psychicznie. Zaczynałem mieć problemy ze snem. Potem bezsenność stała się częścią tego wszystkiego. Bałem się opinii ludzi, tego, że nie dam rady i wszystkich zawiodę. Lęk był niemalże cały czas ze mną. Miałem też ataki paniki. Nie chciałem wychodzić z łóżka. Chciałem zniknąć. Nie umiałem sobie z tym poradzić. A kiedy poprosiłem o pomoc, bo było to dla mnie cholernie uciążliwe, praktycznie jej nie otrzymałem. Paczka prochów na polepszenie samopoczucia nie była tym, na co liczyłem.
 A teraz? Jak jest teraz?
 Lepiej. Nieco lepiej. Chociaż nieraz nadal mam gorsze dni. Czasami też w swoich czterech ścianach czuję się samotny, ale…. To nie jest najważniejsze. Najgorzej jednak było wtedy… Ja… Chciałem nawet opuścić zespół. Byłem gotów to zrobić.
 Co?
 Nie wierzyłem w siebie. Nie wierzyłem w to, że w ogóle dam radę to jeszcze pociągnąć. Nic nie mówiłem chłopakom. Nie chciałem ich martwić. Zresztą i tak zrobili dla mnie najwięcej. Byli obok, kiedy najbardziej tego potrzebowałem.
                Zacisnąłem usta, odwracając głowę. Przypomniałem sobie wcześniejsze filmiki i zdjęcia z koncertów czy ze spotkań z mediami. Michael zawsze był na nich blady, mogę się pokusić o stwierdzenie, że sztucznie się uśmiechał. Wszyscy tłumaczyli to zmęczeniem. Teraz jednak wiedziałem, że miało to drugie dno. Poważne drugie dno. I w takim momencie zignorował go jeden z jego przyjaciół, którego też potrzebował. Ashton i Calum nie nawalili.
 Ale nie ma co rozpamiętywać tego, co było  pociągnął, wzruszając ramionami.  W końcu jesteś znowu z nami.
 I nie zamierzam tego ponownie spieprzyć  zapewniłem, mając nadzieję, że Michael mi uwierzy. A cholernie chciałem, by tak właśnie było.


Luke

                 Miałem wrażenie, że ledwo pojawiliśmy się w bibliotece, a już musieliśmy z niej wychodzić. Było to spowodowane tym, że zaczynaliśmy punkt dwunasta, a kończyliśmy cztery godziny później. Pan Grottger uznał, że skróci nam czas pracy za to, że przychodziliśmy w wolne niedziele. Oprócz tego był to okres zmniejszonej liczby klientów. Znacznie więcej było ich, gdy rozpoczęta była nauka w pobliskiej szkole. A biblioteka była z nią połączona. Tak samo, jak z dużym liceum w sąsiednim mieście.
                Skrócony czas pracy był mi na rękę. W końcu planowałem wspólny obiad z Tarą. Przy Shawnie jednak milczałem na ten temat. Mimo tego, że naprawdę go lubiłem, to chciałem zjeść ten posiłek tylko z nią. I to się udało. Ani ja, ani ona nie napomknęliśmy o wspólnym wyjściu, więc po czternastej nasza trójka rozjechała się w swoje strony. Chłopak udał się do domu, my zaś do centrum Arlen Town.
                Zupełnie nie wiedziałem, gdzie serwują jakie jedzenie. Postanowiłem więc iść za zmysłem oczu, wybierając niewielką, małą restaurację, która mieściła się niedaleko urzędu miejskiego. Całe pomieszczenie wyłożone było ciemnym drewnem, a duże okna wpuszczały do środka jasne promienie słońca. Stoliki z białymi obrusami stały w dość sporych odległościach, dzięki czemu goście nie siedzieli sobie na plecach. My zajęliśmy miejsce w kącie lokalu, tuż przy wiszącym wielkim obrazie, który prezentował las, jezioro, mały pomost i przyczepioną do niej osamotnioną łódkę. W tle cicho pobrzmiewała muzyka klasyczna. Obsługa była naprawdę miła i przyjazna.
                Kolejny raz tego dnia czas szybko mi zleciał. A może było to spowodowane tym, że klientów w restauracji było niewielu, więc zamówione dania dostaliśmy naprawdę prędko. Oboje postawiliśmy na ryby, pieczone ziemniaki i surówki. Całość ułożona została na białych, podłużnych talerzach. Zaproponowałem dziewczynie deser, ale ona miała zupełnie inny plan. Plan, który później o wiele bardziej mi się spodobał, niż zwykłe siedzenie w restauracji.
 Pokazać ci moje ulubione miejsce?
                Zgodziłem się od razu. Nadal Arlen Town było dla mnie nowym miejscem. Moja wiedza była daleka od tej, którą miała ona. W końcu mieszkała tu od małego. Nie mniej jednak byłem zdziwiony, gdy Tara kazała się zawieść do domu. Nawet byłem tym faktem mocno rozczarowany. Liczyłem, że to nasze wyjście będzie znacznie dłuższe. Humor od razu mi się polepszył, gdy dziewczyna poprosiła mnie o to, bym poczekał przy bramie. Sama weszła do domu, pokręciła się po nim przez parę minut, a potem znów była na zewnątrz. Zamknęła drzwi wejściowe, a następnie bramkę, przez którą przeszliśmy. Wcisnęła mi w dłonie czekoladowego rożka – w ramach deseru.
 Dokąd idziemy?
 Zaraz zobaczysz  odparła, powoli jedząc loda.
                  Przez chwilę szliśmy w milczeniu, zajadając się rożkami. Dopiero wtedy zorientowałem się, w którą stronę się idziemy. Nasz spacer zmierzał w kierunku lasu, który znajdował się na końcu niewielkiego skupiska większych domów i domków. Jak tylko skończył się chodnik, weszliśmy na piaskową ścieżkę, która potem zmieniała się w leśną dróżkę.
– Mam nadzieję, że nie zmierzasz mnie tu zamordować  powiedziałem ze śmiechem, gryząc ostatni kawałek wafelka. Przełknąłem wszystko, zerkając na roześmianą dziewczynę. Pokręciła głową. – Chyba że tak działam ci na nerwy, że postanowiłaś mnie tu zgubić.
 Bardziej skorzystałabym, gdybym porwała cię i zażądała okupu.
 Dobry plan. Przemyślany. Chcesz mnie porwać dla okupu?  zapytałem, sam śmiejąc się pod nosem.
 Może innym razem.
 Czyli wyszłaś ze mną nie po raz ostatni. To dobrze. Czyli nie masz mnie dość.
 Nie, nie mam  odparła, a potem dla zgrywy lekko mnie popchnęła. 
            Zakołysałem się, prawie wpadając na pobliskie drzewo. To sprawiło, że Tara znów parsknęła cichym śmiechem.
             Im bardziej zagłębialiśmy się w las, tym gęściej rosły drzewa. A przynajmniej ich korony były mocniej rozrośnięte niż wcześniej. Z początku promienie słońca łatwiej przedostawały się do ziemi. Teraz tylko gdzieniegdzie udawało im się przecisnąć przez rozłożyste, zielone liście. To było tak, jakbyśmy odcinali się od świata, zostawiając go za plecami. Towarzyszył nam cichy szelest liści. Od czasu do czas trzask suchych gałęzi, które łatwo pękały pod naszymi stopami. Byłem też pewny, że parę razy usłyszałem z daleka śpiew ptaków.
 Nie chcę marudzić czy coś, ale daleko jeszcze?
 Kawałek. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
 Przychodzisz tu sama?
 Czasami. Jackson też lubi tu zaglądać.
 Sama? A mordercy, gwałciciele i cała reszta?
 Duchy?
 Są tu duchy? Nie żebym wierzył w takie rzeczy, ale… Są tu duchy?  Ponownie się zaśmiała.  Wkręcasz mnie?
 Kiedyś zamordowali tu pewną starszą kobietę…
 Nie wierzę ci.
 Kurcze, a miałam taką ciekawą historię do opowiedzenia  rzuciła z udawanym zawodem.  Musiałeś mi zepsuć zabawę?
 Zmyślona historia?
 Tak, ale… To by było naprawdę dobre. Nie umiesz się bawić  mruknęła i tym razem to ja wybuchłem śmiechem, na widok jej niezadowolonej miny. Po chwili jednak uśmiechnęła się. Ale prawda jest taka, że Arlen Town to tak nudne miasto, że nie ma tu żadnej opowiastki z dreszczykiem.
 Czyli nie boisz się chodzić po lesie sama.
 Jestem do tego przyzwyczajona.  Spojrzała gdzieś przed siebie. Podniosła rękę, wskazując kierunek.  To tam, zaraz za tymi drzewami. Oby ci się spodobało.
                I tak właśnie było. Jak tylko przedarliśmy się przez gęste drzewa, zobaczyłem dość sporych rozmiarów przepływającą rzekę. Jej nurt był spokojny, choć i tak dało się słyszeć przyjemne i uspakajające szumienie. Tu znów słońce łatwiej dochodziło do ziemi, przez co zrobiło się jaśniej i jakby cieplej. Niedaleko wody leżały dwa, duże, przewrócone pnie, a tuż obok trzy, wielgachne kamienie. Całość wyglądała, jak polana umiejscowiona w środku ciemnego lasu. Było naprawdę pięknie i magicznie zarazem. Idealnie do tworzenia muzyki czy nawet na to, by psychicznie odpocząć od życia i obowiązków. Oaza spokoju.
 Moje ulubione miejsce  powiedziała dziewczyna, podchodząc do pierwszego pnia.
 Jest świetne. Naprawdę mi się podoba  odpowiedziałem, idąc w jej ślady. Usiadłem obok niej.  Można się tu kąpać?
 Pewnie tak, choć nikt po to tu nie przychodzi. Każdy woli pobliskie jezioro, zaraz za granicą Arlen Town.  Założyła nogę na nogę, a potem oparła dłonie o kolano.  Uwielbiam tu przychodzić. Jest cicho, spokojnie. Idealne miejsce do myślenia.
 Twoja prywatna ucieczka.
 Mogę śmiało tak to nazwać  odparła ze śmiechem.  Kiedy trafiłam w to miejsce pierwszy raz, od razu wiedziałam, że będę tu często wracać. I po tylu latach mi się nie znudziło. A byłam małym dzieciakiem.
 Mama puściła cię samą do lasu?
 Byłam u babci. I ona… Raczej nie wiedziała, że zapuściłam się, aż tak daleko. W sumie chyba w ogóle nie wiedziała, że weszłam do lasu.
 Mogłaś się zgubić.
 Zawsze pod tym względem byłam odważnym, bezmyślnym dzieciakiem, szukającym przygód. Na szczęście nigdy nic mi się nie stało.
 Był wtedy z tobą Jackson?
 Nie. Byłam sama. Ale przy najbliższej okazji, przyprowadziłam go tu. I też mu się spodobało.
 Mi też się tu podoba. Bardzo mi się tu podoba  powtórzyłem, spoglądając w jej piwne tęczówki.
                 Dziewczyna posłała mi kolejny promienny uśmiech, który cholernie mi się podobał. Przez chwilę zapatrzyłem się na jej usta, a moje serce odrobinę przyspieszyło. Lekko drgnąłem, gdy oderwała wzrok od moich błękitnych tęczówek, znów skupiając wzrok na leniwie płynącej rzece. Przełknąłem nerwowo ślinę, orientując się, co dokładnie przeszło mi przez myśl. Nie mogłem sobie jednak na to pozwolić. Nie z nią i nie w tym miejscu. Prawda jednak była taka, że w jakiś sposób coraz bardziej zatapiałem się w tę znajomość, a Tara stawała się dla mnie coraz to bliższą osobą. Zdecydowanie byłem nią w jakiś sposób zafascynowany. A może i zauroczony? A może nawet…
                 Zanim zdążyłem przemyśleć swój następny ruch, wyciągnąłem dłoń i objąłem ją delikatnie i dość niepewnie. Rudowłosa zerknęła na mnie, a ja poczułem, jak zapiekły mnie policzki. Mimo wszystko nie zabrałem ręki. A ona mnie nie odepchnęła. Przysunęła się tylko bliżej, pozwalając mi się obejmować. Oparłem policzek o jej włosy, przenosząc wzrok na wodę. Teraz siedziało mi się zdecydowanie bardziej przyjemniej niż jeszcze chwilę temu.


Jackson

                 Na ekranie pojawiły się napisy, które kończyły czwarty puszczony przeze mnie film. Na zewnątrz od jakiegoś czasu było ciemno. Na stoliku stały puste butelki po piwie, opakowania po chipsach i orzeszkach. Brudne talerze i karton po pizzy został wyniesiony do kuchni, jak tylko zjedliśmy ten genialny i szybki posiłek.
                 Po naszej dość emocjonującej rozmowie, sam przyznałem Michaelowi, że czasami czuję się samotny. Choć może to uczucie nieco podkolorowałem  w końcu miałem uchodzić za Hemmingsa. Przecież przez większość czasu i tak byłem zajęty planowaniem misji pojednania i polepszenia relacji między chłopakami. Dodatkowo walczyłem w sieci z Lorraine i kontaktowałem się ze swoim sobowtórem, który ulokowany został w domu mojej najlepszej przyjaciółki. No ręce pełne roboty. Jednak wracając do meritum, wyszło tak, że namówiłem Michaela, by został u mnie na noc. Teraz tkwił w moich  a raczej Luke'a  dresach i koszulce, rozwalony na drugiej części rozłożonej kanapy. Przykryty był kołdrą po samą brodę. Oczy miał zamknięte, a oddech równy i miarowy. Co jakiś czas pochrząkiwał i pochrapywał.
                Wyłączyłem odtwarzacz, a potem cicho wstałem z miejsca. Wsunąłem na nogi klapki. Złapałem za telefon, a następnie przeszedłem do sypialni. Zamknąłem za sobą drzwi, nadal starając się być cicho. Nie chciałem go obudzić. Po pierwsze sen mu się naprawdę przyda, a po drugie chciałem odbyć rozmowę z Irwinem. I Michael miał jej w ogóle nie usłyszeć.
                 Zabarykadowałem się w sypialni, niczym przyczajony szpieg. Szybko odnalazłem odpowiedni kontakt, a potem nacisnąłem zieloną słuchawkę. Ashton odebrał po dwóch sygnałach.
 Możemy porozmawiać?
 Co się stało? Wiesz już coś na temat sprawy z Lorraine?
– Tak, Craig zadzwonił wieczorem. Zastraszył ich pozwem. Jej menadżer się wściekł. Nic o tym nie wiedział. Ponoć Lorraine wykręcała się, że nic nie robiła, ale mamy na to dowody. Mówił, że nad nią zapanuje i już więcej takie rzeczy nie pojawią się w sieci. Craig zagroził, że jeszcze jeden taki numer, a sprawa trafi do sądu. Podciągnął to pod szantaż i nękanie.
 Czyli da ci spokój?
 Na to liczę. Jednak ja nie o tym.
 Błagam, nie mów, że dzieje się jeszcze coś złego.
 W sumie… Michael jest u mnie.
 Co się dzieje?
 Przyszedł mi… Dotrzymać towarzystwa. Jakby pocieszyć po tym, co się stało i… Cholernie się czuję.
 Ty czy on?
 Ja  mruknąłem, siadając na łóżku.  Znaczy, koszmarnie się czułem po rozmowie z nim. Kurwa, byłem bałwanem do kwadratu.
 Gorzej.
 No, gorzej. Ale chodzi mi o to, co powiedział później.
 Mów.
 Kiedy był w dołku, on… Chciał odejść.
 Co?!
– Przyznał się do tego, że chciał odejść z zespołu. Wiem, że ty wiesz i Calum też wie, że on sobie zupełnie nie radził, ale… Poczułem się, jak skończony dupek. Powinienem być z nim, a ja się na niego wypiąłem. Na niego i na was i…
 Luke, czasu nie cofniesz i…
 Powinienem być obok. Jestem… Nawet brakuje mi jakiegoś dosadniejszego określenia na samego siebie.
 Nie wiedziałem, że było, aż tak źle.
 Ale został. Mimo tego dotrwał do końca. Mam nadzieję, że będzie z nim tylko lepiej.
 O to się postaramy.
 Tak.
 Całą trójką.

 Trójką brzmi idealnie. 


***
Rozdział z okrągłą dziesiątką za nami. Jackson aka Luke musiał niestety przy tej akcji siedzieć cicho, ale na szczęście jako wsparcie miał Clifforda. Luke aka Jackson też nie został bez pomocy. Ta zamiana na daną chwilę całkiem nieźle im idzie. Zobaczymy, jak to będzie dalej :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz