wtorek, 6 czerwca 2017

#08 Najpierw ty musisz się podnieść, by wrócić do nich silniejszy

Luke

                Wyszedłem na korytarz, odgarniając z czoła mokre włosy. Niedawno wróciliśmy z pracy, a ja dopiero teraz przestałem czuć zapach środków do czyszczenia. Dzisiaj w bibliotece wzięliśmy się z Shawnem za porządki i od samego rana pucowaliśmy każdy regał, stół czy inny mebel, jaki znalazł się na naszej drodze. Nigdy w życiu nie sprzątałem, aż tyle godzin i to z taką prędkością.
               Zszedłem na dół, licząc na to, że może Tara będzie robiła jakieś jedzenie. Lubiłem jej kuchnię i nie miałbym nic przeciwko, by po raz kolejny podsunęła mi jedno ze swoich dań pod nos. Jak tylko o tym pomyślałem, mój żołądek zaburczał. Byłem naprawdę głodny.
               Zatrzymałem się przy wejściu do kuchni i salonu. Oparłem się o framugę, spoglądając na siedzącą przy stole dziewczynę. Jej piwne tęczówki skupione były na ekranie laptopa. Zauważyłem, jak zmarszczyła nos, a potem wytrzeszczyła oczy, jakby coś mocno ją zaskoczyło. Rozchyliła lekko usta, przysuwając się bliżej urządzenia. Zacząłem się zastanawiać, co takiego czyta lub ogląda. Jej miny sprawiły, że sam zacząłem się uśmiechać. Wyglądało to naprawdę uroczo i zabawnie.
                 Nagle dziewczyna oderwała wzrok od komputera. Nasze spojrzenia szybko się ze sobą spotkały. Już chciałem się odezwać, ale ona była pierwsza. Wyprzedziła mnie, machając dodatkowo ręką, bym koniecznie do niej podszedł.
 Musisz to zobaczyć.
                 Bez pośpiechu zbliżyłem się do stołu. Odruchowo złapałem za wolne krzesło, przystawiając je obok niej. W momencie kiedy usiadłem, Tara odwróciła w moją stronę komputer. Zobaczyłem znaną mi stronę popularnego Twittera, którego sam używałem. Sporadycznie, ale jednak używałem.
 Nie wiedziałem, że masz tu konto.
 Mniejsza z tym. Zobacz to  powiedziała, wskazując mi jedne z wpisów.

@LorraineVenstone Marnowałam tylko z tobą czas. Jesteś nikim. Jesteś dupkiem. Tak samo, jak ten cały zjebany zespół.

 @LorraineVenstone Gówno o nich wiecie. Są zakłamani! A wy jesteście totalnymi idiotkami!

@LorraineVenstone Wiem, że ma inną. Wiem, że mnie zdradzał. Faceci to świnie!

@LorraineVenstone Później nie płacz i nie jęcz mi do słuchawki, że chcesz wrócić! Zobaczysz, co straciłeś!

                Uniosłem jedną brew, patrząc na to z niedowierzaniem. O co jej chodziło? Z kim ją niby zdradziłem? Dopiero po chwili zarysował mi się w mózgu cały obraz potencjalnej sytuacji, jaka mogła mieć miejsce. Mianowicie to, że Jackson zerwał z nią jako ja. Ale czy posunął się do tego, by ona przyłapała go na igraszkach z inną dziewczyną?
 Pokaż to  powiedziałem, jeszcze bardziej przysuwając do siebie komputer.

@kikilolo333 To on marnował z tobą czas! Arrivederci! Nikt nie będzie za tobą płakał!

@pegLAsunny Czy to koniec tego pseudo związku? CHYBA CZAS ROZKRĘCIĆ IMPREZĘ, DZIEWCZYNY! JEST CO ŚWIĘTOWAĆ!

@Luke5SOS Kiedy budzisz się rano i czujesz się wolny :-)

@Luke5SOS Tyle wygrać XD

W odpowiedzi do @Luke5SOS
@alexmemecri You should leave her, Cause it really makes me sick :P

W odpowiedzi do @alexmemecri
@Luke5SOS Just saying, just saying XD

 Chyba Jackson nieźle się zabawił. Lorraine musiała go złapać  odparłem, nie odrywając oczu od ekranu.
 Nie.  Powoli odwróciłem się w stronę Tary.  Rozmawiałam z nim, jak brałeś prysznic.
 To co dokładnie się stało?
 Spotkał się z chłopakami…
 Czyli już normalnie ze sobą rozmawiają?
 Na to wygląda. Ale chodzi…
 Mniejsza z Lorraine  rzuciłem, kręcąc głowa.  On naprawdę to zrobił?
 Luke, ja… Teraz to nawet nie wiem, o co ci chodzi.
 On i chłopaki. Skoro się spotkali, to chyba musi być dobrze, prawda? A na pewno lepiej niż wcześniej.
 Powiedział, że to było całkiem miłe spotkanie. Oglądali coś i wtedy po powrocie…
 Byli tam wszyscy?
 Czy twoja już teraz była dziewczyna cię nie interesuje?
 Nie za bardzo, a powinna?  Tara wytrzeszczyła oczy, a ja parsknąłem śmiechem.  To skomplikowana historia i… Nie ważne.
 Ona twierdzi, że ją zdradziłeś  przypomniała mi, a ja westchnąłem ciężko.  Zrobiłeś to?
 Oczywiście, że nie. Ale może zrobił to Jackson?
 Nie, nie zrobił.
 Skąd wiesz?
 Ty tak na serio?  Zrobiłem niewinną minę, kiedy zrozumiałem, że przecież nie dałem jej w ogóle dokończyć tego, co chciała mi powiedzieć, od razu skupiając się na spotkaniu chłopaków.
 Przepraszam, mów.
 Jackson był z chłopakami  powtórzyła, a ja automatycznie już otworzyłem usta, by jej przerwać. I naprawdę zrobiłem to odruchowo. Tara przekręciła oczami, a potem zapała moje wagi, zaciskając je tak, bym w końcu nie wydał z siebie żadnego dźwięku.  Daj mi do cholery skończyć.
 Wybacz  wydusiłem, gdy lekko mnie popchnęła.  Kontynuuj.
 Kiedy wrócił do domu, przyszła do niego Lorraine, choć wcale się nie umawiali. Zaczęła robić mu wyrzuty, że wcale się z nią nie widuje i że nie chce nigdzie z nią wyjść. Naskoczyła też na zespół i wtedy Jackson z nią zerwał. Ponoć mu na to pozwoliłeś.
 To prawda.
 Wy jesteście pokręceni do kwadratu  skwitowała, jakbyśmy ja i Jackson mieli nie do końca po kolei w głowach. No dobra, może trochę w tym było prawdy, patrząc na tę całą sytuację z zamianą.  Nie zmienia to jednak faktu, że Lorraine zobrazowała to, co się stało po swojemu i… Zrobiła się wielka drama. Oczywiście z jej perspektywy, to ty jesteś tym złym.
 Niech się pieprzy. Dość namieszała.
 Nie wnikam  rzuciła, a potem zerknęła mi przez ramię, by znów skupić się na ekranie.
                  Ja również na niego spojrzałem. Rozchyliłem usta, widząc kolejny tweet Jacksona. A raczej jego odpowiedź do wstawionego przez jedną fankę fanartu, który przestawiał mnie i Michaela. Na obrazku trzymałem Clifforda na barana, a on obejmował moją szyję rękami.

@titntinaloveluekhemmo @Luke5SOS mam nadzieję, że ci się podoba! Muke :*

W odpowiedzi do @titntinaloveluekhemmo
@Luke5SOS Jest cudowny! Muke, bitches!

 Powiedz mi, że on tego nie napisał  jęknąłem z niedowierzaniem. Jego tweet zyskiwał coraz to więcej podań i polubień. Tara zaśmiała się pod nosem.  Czy on tak na serio?
 Zawsze was łączył.
 Co?
 Może mówić, co chce i się zapierać, ale prawda jest taka, że Jackson jest waszym wielkim fanem.
 Jak to możliwe, że nikt go nigdy nie znalazł? Wstawia przecież swoje zdjęcia na Instagrama.
 Na Twitterze jest anonimowy, ale fakt na Instagramie ma swoje zdjęcia.
 Więc? Jak to się stało, że nikt z fanów nie wie o istnieniu mojego sobowtóra?
 Bo każdy myśli, że Jackson wstawia twoje fotki. Kiedyś próbował to wyjaśniać, ale nikt go nie słuchał, więc odpuścił.
                  Znów spojrzałem w ekran laptopa. Nie dziwiłem się wcale, że ludzie nie uwierzyli w istnienie prawdziwego Jacksona. Byliśmy identyczni. Gdybym natknął się na profil ze zdjęciami znanej osoby, a ktoś próbowałby mi wmówić, że to nie on, to też bym nie uwierzył. Szczególnie że nasze podobieństwo było, aż tak bardzo duże. Sam prawie padłem na zawał, gdy go zobaczyłem. 
– O nieźle.
                 Ocknąłem się, gdy usłyszałem ponownie głos Tary. Wyrwany z własnych myśli, potrzebowałem chwili, by wrócić na ziemię. Dopiero kiedy dziewczyna wskazała mi palcem kolejne wpisy, zobaczyłem do czego odnosił się jej krótki komentarz. Przekręciłem oczami, ale mimo wszystko zaśmiałem się pod nosem. To był widoczny postęp, o którym mówił Jackson.

W odpowiedzi do @Luke5SOS
@Michael5SOS Kiedy budzisz się rano, a Hemmings nadal jest brzydki

W odpowiedzi do @Michael5SOS
@Luke5SOS OMG! MICHAEL PIEPRZONA PERFEKCJA CLIFFORD MI ODPISAŁ! ALKDLKWDOWDL  AGHHHHHHHH

W odpowiedzi do @Luke5SOS
@Michael5SOS Jesteś idiotą

W odpowiedzi do @Michael5SOS
@Luke5SOS Awww *-*



Jackson

                 Wiedziałem, że jestem sam sobie winien. Wiedziałem, że całe to zamieszanie i spotęgowanie go, było po części moją zasługą. Po pierwsze: to ja zerwałem z Lorraine. Po drugie: sam rzuciłem jej bezsensowny tekst, o obwieszczeniu tej nowiny światu. Byłem chyba zbyt naiwny sądząc, że dziewczyna faktycznie będzie siedzieć cicho i nic na ten temat nie na pisze na swoim koncie. Nic z tego.
                Jak tylko wszedłem na Twittera, od razu zauważyłem wielką burzę, jaka nastała. Wśród fanów 5 Seconds of Summer wrzało, choć spora  jak i nie większa  część z nich nie kryła zadowolenia z powodu tego, co się stało. Nie dziwiłem się temu. Lorraine i fandom nigdy nie żyli ze sobą w zgodzie. Ona bez ogródek atakowała ich, a oni nie pozostawali bierni. Koło się zamykało. Czasami miałem wrażenie, że dziewczyna sama ich prowokuje, a po osobistym jej poznaniu, tylko się w tym przekonaniu utwierdziłem.
                  Postanowiłem nie zostawać w tyle i też dodać coś od siebie. Postawiłem na niewinne tweety, które mogły, choć wcale nie musiały, tyczyć się byłej już dziewczyny Hemmingsa. Fani jednak szybko to podłapali, a ja znów ściągnąłem na siebie ich uwagę. Kiedy jednak przeczytałem, że Lorraine oskarżyła Luke'a o to, że ma inną i ją zdradził – przez co w jej mniemaniu musieliśmy się pożegnać – zrobiłem coś bonusowo. Mianowicie nagrałem szybkiego snapa  nie mogłem się oprzeć, by nie dodać filtra z psem  na którym bujam się na siedząco, w rytm znanego kawałka Why You Always Lying. To krótkie wideo bardzo szybko rozniosło się po internecie. Wiedziałem, że dolewam oliwy do ognia, ale kłamanie i tym sposobem oczernianie drugiej osoby, było nie na miejscu.
                  Zaraz po tym rozwaliłem się ponownie na kanapie. Przycisnąłem się do poduszki i wlepiłem oczy w ekran telewizora. Puszczali powtórkę jednego z odcinków The Walking Dead, a że naprawdę uwielbiałem ten serial, to chętnie obejrzałem go ponownie. Po końcowych napisach odrobinę mnie przymuliło. Nie mając nic do roboty, postanowiłem uciąć sobie krótką drzemkę. Mogłem legalnie oddać się leniuchowaniu. Bo czemu by nie.
                 Przebudziłem się, słysząc głośne pukanie do drzwi. Jęknąłem pod nosem, przekręcając się na brzuch. Wcisnąłem twarz w poduszkę, błagając osobę na korytarzu, by sobie poszła. Naprawdę nie chciało mi się ruszać czterech liter z tej mega wygodnej kanapy. Jednak pukanie przerodziło się w łomotanie. Ktokolwiek stał za drzwiami, nie popuszczał. A co, jeśli jest to Lorraine? Jak tylko o tym pomyślałem, tym bardziej zawziąłem się i postanowiłem nie wstawać.
                  Wypuściłem z ust wiązankę przekleństw, kiedy odezwała się moja komórka. Niechętnie przesunąłem się w bok, by złapać za wibrujące na stole urządzenie. Głośny dźwięk dzwonka roznosił się po salonie, a ja odruchowo skrzywiłem się. Negatywne nastawienie do jakiekolwiek kontaktu zmieniło mi się, gdy zobaczyłem imię osoby, które wyświetliło się na ekranie.
 Tak?  powiedziałem, od razu przechodząc w miły i przyjazny ton.
 Otwieraj drzwi. Wiem, że jesteś w domu, dupku  mruknął Calum, a ja przekręciłem oczami.
 Moment, już wstaję i…
 Ta… Cokolwiek.  I rozłączył się.
                 Pospiesznie poderwałem się z kanapy, odrzucając na bok telefon. Idąc w stronę drzwi, zacząłem się zastanawiać, co takiego znowu zrobiłem, że Hood zmienił do mnie nastawienie. A może po prostu miał zły dzień i tyle? Poprawiłem włosy i wygniecioną koszulkę, a następnie uśmiechnąłem się, łapiąc za klamkę. Zrobiłem wielkie oczy. Calum nie był sam. Stał razem z Ashtonem i Michaelem. Byli tu. Razem.
 Przepraszam, zasnąłem  powiedziałem, przesuwając się, by mogli wejść do środka.
– Pomyśleliśmy, że… Przyda ci się towarzystwo  odparł Hood i wcale nie brzmiał na wkurzonego. Chyba mój przymulony mózg po prostu wymyślił jakąś teorię, która nijak się miała do rzeczywistości.
 Cieszę się. Ale stało się coś?
 Cały internet szumi  odezwał się Irwin, padając na kanapę.
              Zmarszczył nos, a potem uniósł się. Wsadził rękę pod pośladek, by po chwili wyciągnąć spod niego moją komórkę, której wcześniej nie zauważył. Odłożył ją na stolik, a potem utkwił we mnie brązowe oczy.
 Ach, to… To mało ważne.
 Widzę, że zmieniłeś front  pociągnął Calum, zajmując miejsce na fotelu.  Powiesz nam, co dokładnie się stało?
 To raczej będzie krótka historia  odparłem, obserwując Michaela, który również usiadł na kanapie. Przez moment obserwował swoje dłonie, a dopiero po chwili zerknął na mnie.  Wróciłem wczoraj do domu i nagle pojawiła się Lorraine. Od słowa do słowa i... Cholernie mnie wkurwiła, więc uznałem, że to nie ma sensu i pożegnałem się z nią.
 Skąd ta nagła zmiana decyzji?  zapytał ostrożnie Ash, bacznie mnie obserwując.
              Po jego słowach wiedziałem, że chcą sprawdzić, na jakim etapie jestem i czy faktycznie zakończyłem tę toksyczną znajomość. Oni nigdy jej nie lubili, ona nie lubiła ich, więc nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że rozstanie z Lorraine było im na rękę. Zresztą wcale się temu nie dziwiłem. Sam byłem do niej negatywnie nastawiony. Teraz kiedy załatwiłem tę sprawę, miałem nadzieję, że będę mógł się w końcu od niej stu procentowo uwolnić. Ja i cały zespół.
 Chyba w końcu dobrnąłem do tego punktu, w którym zrozumiałem, że ona i ja to złe połączenie. Otworzyły mi się oczy na pewne sprawy. Szkoda tylko, że doszło to do mnie tak późno.
 I tak jesteś dupkiem  skwitował Calum.
 Nie zdradziłem jej.
 Mam to gdzieś  rzucił Hood, wzruszając ramionami. – Chodzi o całokształt.
– Serio?  odparłem z niedowierzaniem. Chłopak uniósł brwi.  Naprawdę się staram. Chcę to naprawić. Wiem, że przez jeden czy dwa dni, nie odmienię wszystkiego, ale… Takim nastawieniem wcale mi nie pomagasz  dodałem z wyrzutem, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
 Sam jesteś sobie winien  pociągnął, a ja przekręciłem oczami.
 To może powiedz mi wprost, że mam się wypchać i że to wszystko nie ma sensu  powiedziałem, zanim zdążyłem się pohamować.
            Próbowałem też ukryć to, że zrobiło mi się przykro, choć nie byłem prawdziwym Hemmingsem. Ale jego podejście bolało. Calum kilkakrotnie zamrugał, nie odrywając ode mnie wzroku. Ash i Michael spoglądali raz na mnie, raz na niego, jakby nie do końca wiedząc, czy powinni się wtrącić czy może milczeć dalej.
 Jezu, Luke… Wyluzuj. Czepiam się dla zgrywy.
 Czyli nadal mnie kochasz?
 Nie przesadzaj.
 Bądź dla mnie, dupku, chociaż raz miły.
 Teraz ty jesteś dla mnie niemiły.
 Wy macie jednak coś z deklem  skwitował Ash, krzywiąc się.
             Po chwili jednak zaczął się cicho śmiać. Szybko dołączyliśmy do niego, ucinając rozmowę, która częściowo była dość niewygodna. Wróciliśmy jednak na luźne tory konwersacji, skupiając się na przyjemniejszych tematach, jakie mogliśmy i woleliśmy poruszyć, jak choćby muzyka, film czy nasze wspólne wyjście, które mieliśmy w planach.


Luke

               Postanowiliśmy dzisiaj nie siedzieć w domu. Nie znałem Arlen Town, więc chętnie po obiedzie wybrałem się z Tarą na spacer, by zobaczyć to niewielkie, spokojne miasto, w którym teraz musiałem żyć. A było ono tak inne od dużego i hałaśliwego Los Angeles. Było tu też znacznie mniej ludzi, a ja odnosiłem wrażenie, że niemalże każdy się z każdym zna, choć nie było to przecież możliwe.
               Przyglądałem się to mniejszym, to większym budynkom, jakie mijaliśmy. Wsłuchiwałem się w słowa Tary, która opowiadała mi ciekawostki związane z miejscem, w którym od zawsze mieszkała. Lubiłem słuchać tego typu historii, choć w szkole na tym przedmiocie nie szło mi nad wyraz wspaniale. Może kwestią tego było to, że mój mózg nie przyswajał odpowiednio dat, nazw i wydarzeń. Nie zmieniało to jednak faktu, że to o czym mówiła dziewczyna naprawdę mnie zainteresowało. Dodatkowo lubiłem słuchać jej głosu i to, w jaki sposób prowadziła daną historię. Tara też miała w sobie coś, co sprawiało, że naprawdę dobrze czułem się w jej towarzystwie. Nie obserwowała mnie, nie oceniała. Traktowała tak, jakbyśmy znali się od dawna. Jakbym nie był tym Hemmingsem z 5 Seconds of Summer, a zwykłym, nieznanym nikomu Lukiem. To była dobra odskocznia od całego szumu, w jakim ostatnio żyłem. Nikt nie wciskał nosa w moje sprawy. Nikt nie wtykał mi obiektywu aparatu przed twarz. Żaden flesz mnie nie oślepiał. Jakbym znalazł się za niewidzialną ścianą, do której media nie mają dostępu.
                 Siedziałem przy stoliku, który mieścił się w niewielkim ogródku należącym do małej kawiarnio-cukierni. Podniosłem wzrok znad telefonu, skupiając się na dziewczynie, którą wdziałem przez szybę. Tara stała przy ladzie, składając zamówienie. W momencie kiedy wskazywała młodemu chłopakowi zajęte przez nas miejsce, nasze spojrzenia chwilowo znów spotkały się ze sobą. Na jej twarzy zagościł po raz kolejny szeroki uśmiech.
 Czołem, stary!
                 Podskoczyłem na krześle, uderzając kolanami w spód stolika. Mebel zakołysał się, ale na szczęście ustał w miejscu. Odwróciłem się raptownie w stronę niskiego, pulchnego chłopaka, z burzą brązowych loków na głowie. Uśmiechnął się, ukazując białe zęby, odziane w aparat ortodontyczny.
 Cześć  wydusiłem, błagając w myślach o to, by Tara szybko wróciła. Zupełnie nie miałem pojęcia, z kim mam do czynienia.
 Dzisiaj wolne od książek?
 Już po pracy  odpowiedziałem, udając, że go znam.
 Tara tu jest? – Pokiwałem głową.  Jak zwykle nierozłączni.
 Co?  wydusiłem automatycznie, choć powinienem się zamknąć.
 Prawie zawsze jesteście razem. Jak małżeństwo.  Zaśmiałem się nerwowo, pozostawiając to bez komentarza.
 Cześć, Russell.
 Dzięki Bogu  pomyślałem, kiedy rudowłosa wyszła z cukierni.
 Byłam pewna, że nadal jesteś u ciotki w Lakewood  odpowiedziała, siadając obok mnie.
 Wczoraj wróciłem  odparł, kołysząc się na stopach.  Dziś bez Shawna? Może macie randkę?
 Odczep się  rzuciła dziewczyna ze śmiechem.
 Nie żebym coś sugerował, ale…
 Russell, zjeżdżaj, bo zaraz stracę do ciebie cierpliwość.
 Ale i tak mnie lubisz?
 Powiedzmy.
– Lajkuję ci wszystkie fotki na Instagramie.
 Wiem i to mnie przeraża  powiedziała cicho, a ja zacisnąłem usta, by nie parsknąć śmiechem. 
 Miłego dnia, ludzie!
 Cześć, Russell  rzuciła Tara, a potem przekręciła oczami. Spojrzała na mnie.  Nic nie mów.
 To znajomy z?
 Z liceum  odpowiedziała, opierając łokcie o stół.  Chodził z nami do klasy.
 Chyba cię lubi. Chociaż odniosłem wrażenie, że łączy cię też z Jacksonem.
 To Russell, jego nie ogarniesz  skwitowała, wzruszając ramionami.  Wzięłam nam deser lodowy do kawy, pasuje?
 Jeszcze się pytasz.


Jackson

                Kręciłem się po kuchni, na szybko ogarniając bałagan, jaki zrobiłem z chłopakami. Niedługo mieliśmy wchodzić, a ja nie chciałem zostawiać chlewu, który później i tak musiałbym sprzątnąć. Na szczęście nie było tego dużo i wystarczyła prosta metoda, aby uzyskać porządek  mianowicie wszystko szło do śmieci.
               Poprawiłem włosy, które znów ułożyłem w stylu Hemmingsa, unosząc je lekko do góry i zaczesując na bok. Złapałem za kolczyk, który nieco przesunął mi się w bok. Przyzwyczaiłem się do jego noszenia do tego stopnia, że zakładałem go automatycznie niemalże zaraz po porannej toalecie, a ściągałem go tuż przed snem.
               Drgnąłem, słysząc kroki za plecami. Jak gdyby nigdy nic, odwróciłem się w kierunku wchodzącej do kuchni osoby. Przede mną pojawił się Michael. Zmierzyłem go szybko wzrokiem od góry do dołu, nieco dłużej zatrzymując się na jego bladej twarzy, lekkich sińcach pod oczami i sterczących na wszystkie strony, czerwonych włosach. Clifford nie prezentował się nad wyraz rześko. Byłem pewny, że nadal nie czuje się zbyt dobrze psychicznie, choć liczyłem na to, że najgorsze ma już za sobą. Może ta dłuższa przerwa naprawdę mu pomoże?
 Na pewno nie chcesz iść z nami?  zapytałem, dokładnie go obserwując.
 Nie.
 W porządku.
 I tu nie chodzi o ciebie  dodał, opierając się o blat. Zwiesił głowę, wpatrując się w podłogę.  Po prostu nie mam ochoty na wychodzenie w miejsca publiczne.
 Jasne, Mikey, rozumiem.
 Jak mnie nazwałeś?
 Mike, Michael  poprawiłem się, starając się nie wyjść na zakłopotanego idiotę. Był jakiś sposób, w jaki Hemmings się do niego zwracał? O czym nie wiedziałem?
 Nie lubię zdrobnienia Mikey i ty dobrze o tym wiesz  mruknął, kręcąc nosem.
 Ale jakoś nie wkurzasz się, jak ktoś z fanów się tak do ciebie odezwie.
 Bo chcę uchodzić za grzecznego i dobrego człowieka.
 Jasne, Gordon.
 Pieprz się, Hemmings!  warknął, a ja widząc jego zdegustowaną minę, parsknąłem śmiechem. Zauważyłem jednak, że kąciki jego ust lekko podjechały do góry. Uśmiechnął się ukradkiem.
 Może następnym razem pójdziesz z nami?
 Nic nie obiecuję.
 To może, chociaż zadzwonisz, jak będziesz potrzebował kumpla-kretyna obok siebie? Tak w ramach towarzystwa? Czy to możesz mi obiecać?
                 Michael przez chwilę wpatrywał się we mnie w milczeniu. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Cholernie chciałem, by odpowiedział mi na to pytanie. Wciąż zależało mi na tym, by odbudować zaufanie, które Hemmings tak szybko zniszczył. Szczególnie że zawiódł go w momencie, gdy on tak bardzo potrzebował przyjaciela.
 Zadzwonię.
– To mamy umowę, Gordon.
 Nazwij mnie jeszcze raz Gordon, a przypieprzę ci deską do krojenia prosto w twarz.
 Skąd w was tyle agresji, panowie. Najpierw Calum, teraz ty.
 Tak na nas działasz, blond złamasie.
 Ranisz me serce, Clifford. Ma dusza krwawi.
 Nie masz duszy, Lucyfer. A jedyne, co może ci krwawić to mózg, od tej twojej pieprzonej głupoty.
 Kurwa!
 Co?
 Nie mam dość dobrych argumentów, by zaprzeczyć.
 Nie będziesz się bronił?
 Przyjmuję wszystko na swoją seksowną klatę  powiedziałem z uśmiechem. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, a następnie przekręcił oczami.
 Jesteś idiotą.
 Tak, przeczytałem to już na Twitterze  odparłem, wzruszając ramionami.
                   Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie, a potem parsknęliśmy śmiechem. W tym momencie byłem z siebie naprawdę zadowolony. Michael znów się uśmiechał i śmiał, co było ewidentnie widocznym postępem, o który mi chodziło. Clifford nie zasługiwał na to wszystko, co się ostatnio działo. Musiał grać, udając, że jest w porządku. A tak nie było. Ludzie, którzy powinni mu pomoc, mieli to gdzieś. Miał obok siebie tylko Caluma i Ashtona, ale ich grupa była w mniejszości. Tak nie powinno być. Zdrowie powinno być priorytetem. Obojętnie, czy mówimy tu o tym fizycznym czy psychicznym. Gdzie menadżer i reszta ich załogi miała oczy? To samo tyczyło się także i Luke'a. Po tym wszystkim, co słyszałem i widziałem, wyciągnąłem wnioski, które mówiły też jedno  pozwolili się stoczyć także i Hemmingsowi, nie reagując na to, co robi i co się z nim dzieje. Był niemalże tak samo złamany, jak Clifford.
 Luke! Telefon!
                   Ocknąłem się, gdy doszedł do mnie głos Ashtona. Zerknąłem w stronę salonu, gdzie znajdowała się pozostała dwójka moich gości. Wrzuciłem ostatnie śmieci do kosza, a potem razem z Michaelem, przeszedłem do pokoju.
 To Craig  poinformował mnie perkusista, podając wibrującą i nadal dzwoniącą komórkę.
                  Wiedziałem, kim jest ten cały Craig  a dokładniej Craig Paxton. Z informacji, jakie podał mi Luke, był to ich menadżer, który odpowiadał za 5 Seconds of Summer. Prawda była taka, że był on też jednym z licznych pionków dużej firmy, która go zatrudniała. Domyślałem się, że skoro dzwonił w okresie naszego urlopu, to albo coś mu nie pasowało, albo miał dla nas kolejne zadanie, jakie musielibyśmy wykonać. Szybko odebrałem połączenie, przełączając od razu na głośnik. Celowo chciałem, by i reszta usłyszała treść całej rozmowy.
 Tak, słucham?
 Czyś ty zwariował, Hemmings?!
 Nie musisz krzyczeć, Craig, jesteś na głośnomówiącym.
 Co?!
 Jestem z Ashtonem, Calumem i Michaelem. Mów  powiedziałem spokojnym tonem. W środku miałem nadzieję na to, że nie wpakowałem Hemmingsa i reszty chłopaków w jakieś kłopoty.
 Wy… Jesteście razem?
 Jaki zdziwiony. Zbieraj szczękę z podłogi Paxton, 5 Seconds of Summer znów jest jednością!
                  Chłopaki wymienili szybko spojrzenia. Na ich twarzach malowało się zaskoczenie. Czyżby… Czyżby Luke nie rozmawiał z nim nigdy w taki sposób? No, cóż. Nastała mała zmiana. Nie zamierzałem się płaszczyć ani tym bardziej dać się wciągnąć w kolejne gierki. Teraz było czterech na jednego. A przynajmniej na to liczyłem. Chciałem mieć chłopaków po swojej stronie.
 Dobra, mniejsza o to  pociągnął mężczyzna, a jego głos odrobinę zachrypł.  Chcę wiedzieć, co ty i Lorraine odwaliliście.
 Nic. Ludzie się schodzą i rozchodzą, to normalna kolej rzeczy. Nie pasowaliśmy do siebie.
 Zwariowałeś?! Jej menadżer od rana mi truję, że mam to załagodzić! Zaczęła tracić poparcie i…
 Craig?
 Co?
 Mam to… Jakby to grzecznie powiedzieć… W miejscu, gdzie światło nie dochodzi  odarłem dyplomatycznie, a Ashton zakrył usta ręką, by nie parsknąć śmiechem.
 Co? Czyli gdzie?
 W miejscu potocznie zwanej dupą  odezwał się Calum.
 Hemmings, umowa była całkiem inna!
 Craig, posłuchaj. Chodzi o to, że naprawdę miałem dość. Wiem, że Lorraine dawała wam to, czego chcieliście. Byliśmy często na językach, bo… Nie ukrywajmy, ale ona jest dość kontrowersyjną postacią. Jednak przez to wszystkie inne sprawy mi się pokomplikowały. Miałem dość. Nie chcę być uważany za dupka, który jedyne co widzi, to kieliszek z wódą i działkę do wciągnięcia.
 Co?
 Czy ty zaglądasz czasem do internetu czy to już nie należy do twoich obowiązków?
 O kurwa  syknął Irwin, a po jego minie widziałem, że jest zszokowany moimi słowami.
 Nie rozpędzaj się tak, Hemmings.
 Mówię, jak było. Ludzie mnie nie lubili. Fani się ode mnie odsunęli. Uważali mnie za wielką porażkę tego zespołu, ja… Ja naprawdę nie chcę mieć takiej opinii. Nie chcę uchodzić za kogoś, kto ma gdzieś innych. Ja taki nie jestem. To koniec takich zagrywek.
 On ma rację, Craig  odezwał się ponownie Hood.  Zaczęło się robić nieciekawie. Nie takim zespołem byliśmy na początku.
– Więc, co teraz zamierzacie z tym zrobić?  zapytał Paxton.
 Naprawić to  odpowiedziałem z uśmiechem.  Przecież o to chodzi, prawda? By ludzie nas lubili. By chcieli nas słuchać i się z nami spotykać. Ale żeby to zrobić, najpierw musimy naprawić relację między nami, by znów było jak dawniej.
 Nie wiedziałem, Hemmings, że z ciebie taki dyplomata i myśliciel  rzucił mężczyzna, a ja przekręciłem oczami.  Zobaczymy, co będzie dalej. Czyli na daną chwilę Lorraine i ty…
 Nie ma mowy, bym do niej wrócił.
 Dobra, niech ci będzie. To wasz definitywny koniec.
 Cieszmy się i radujmy wszyscy  rzuciłem ze śmiechem.
 Hemmings?
 Co?
 Nie przeginaj.
 Cmoknij mnie w trąbkę  wymamrotałem pod nosem, ale on i tak zdążył się rozłączyć.
 Coś ty odjebał?  powiedział Michael, wpatrując się we mnie, jakbym był jakimś kosmitą.
 Myślę, że dosadniejsze zobrazowanie mu sytuacji jest, jak najbardziej na miejscu  powiedziałem poważnym tonem. Po chwili jednak zaśmiałem się.  Mniejsza z nim. Dość dziwnych ustawek i grania osoby, którą nie jestem. Chcę… Chcę być znowu sobą. Mam gdzieś jego zdanie. Dlaczego to my musimy obrywać po tyłku? Jesteśmy ludźmi jakieś innej kategorii, którzy są pozbawieni normalnych ludzkich praw?  Chłopaki wymienili spojrzenia między sobą.  Niech się pierdoli. Nie zamierzam być już więcej marionetką.
 Luke, punktujesz  powiedział powoli Calum.  Ale…
 Wpieprzyłem nas w kłopoty?  zapytałem, robiąc niewinną minę.
 Nie mam pojęcia, ale jesteśmy zespołem. Jesteśmy znowu razem. Damy radę.
 Zaraz się rozkleję. Hood, ty moja mordo  odparłem, a potem rzuciłem się na chłopaka, obejmując go i niemalże wgniatając w kanapę.
 Kurwa, Hemmings, udusisz mnie!
 No, tak… Nie mogę tego zrobić. Jesteś jedynym basistą, jakiego mamy.
 Czasami jesteś takim kretynem  skwitował, poprawiając koszulkę, kiedy w końcu podniosłem się do pionu.
 Dobra, koniec gadania o złych rzeczach  zarządziłem, uśmiechając się szeroko.  Czas się rozerwać. Idziemy?


Luke

                Od razu odwróciłem głowę, jak tylko dziewczyna usiadła obok. Otarła się lekko o moje ramię, przez co poczułem na plecach przyjemny, szybki dreszcz. Spojrzałem w jej piwne tęczówki, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Tara zamachała telefonem, tuż przed moim nosem.
 Zobacz, co wysłał mi Jackson.
                Złapałem za jej nadgarstek, by odsunąć urządzenie od twarzy. Dzięki temu lepiej widziałem przesłane przez chłopaka zdjęcie. Po przyciemnionym wnętrzu domyśliłem się, że muszą znajdować się w jakimś pubie. W tle majaczyły niewyraźne obrazy, które wisiały na ścianach, a tuż za ich plecami znajdował się stół bilardowy. Jackson stał na środku, obejmując ramionami Ashtona i Caluma. Cała trójka uśmiechała się szeroko, jakby naprawdę dobrze się bawili. Pod fotografią znajdował się krótki podpis: dasz wiarę? Ja i Cashton!
              Zagryzłem wargę, nie odrywając wzroku od ekranu. Ocknąłem się, dopiero w momencie, gdy telefon się wyłączył. Oddałem komórkę dziewczynie, biorąc głębszy wdech. Z jednej strony byłem cholernie zadowolony, że Jacksonowi udało się dotrzeć do chłopaków. Powoli odświeżał i naprawiał relację, jaką zepsułem. Zastępował mnie jako ich przyjaciela, którym ja ostatnio nie potrafiłem być.
 Luke?
              Ponownie odwróciłem się w stronę Tary. Dziewczyna uważnie mnie obserwowała, chcąc po mojej minie i zachowaniu sprawdzić, w jakim stanie i humorze się teraz znajduję. Po raz kolejny posłałem jej uśmiech, a ona poklepała mnie szybko po klatce piersiowej, jakby to miało dodać mi pewności i otuchy na to, że jakoś to będzie.
 Chyba wasz plan powoli się realizuje.
 Tak naprawdę to był jego pomysł. Chciał spróbować i najwidoczniej to mu się udało. Michael jest z nimi?
 Pisał tylko o nich, więc chyba nie.  Kiwnąłem głową, skupiając wzrok na swoich dłoniach.  Ale wcześniej wspomniał, że już normalnie ze sobą rozmawiają.
 Tak?
 Cała trójka była dzisiaj u niego.
 To naprawdę dobra wiadomość  rzuciłem, uśmiechając się ponownie.
 Jackson ma w sobie to, że strasznie szybko zjednuje do siebie ludzi. Jakby ich przyciągał. Możesz go od razu polubić albo znienawidzić. Ten typ tak ma  dodała ze śmiechem, a potem oparła się o moje ramię. Nasze spojrzenia po raz kolejny spotkały się ze sobą.
 Co?
 O czym myślisz?
 Co?
– O czym myślisz? Tylko szczerze.
                Uniosłem jedną brew, a potem zaśmiałem się cicho pod nosem. Tara znów dość szybko mnie rozgryzła. Faktycznie zatopiłem się przez chwilę we wspomnieniach, kiedy to moja relacja z chłopakami wyglądała tak, jak na przedstawionym wcześniej zdjęciu. Zanim doszło do katastrofy, w której to ja odsunąłem się od nich. Wszystko to działo się z mojej winy. Teraz byłem już na tym etapie, że bez przeszkód umiałem się do tego przyznać  nie tylko przed sobą, ale też przed innymi.
 Ta fotka dosadnie mi pokazała, jak wiele straciłem.
 Nie straciłeś ich, Luke.
 To on ich odzyskał.
 Jako ty. Wrócisz tam i ze wszystkich sił postarasz się, by tak zostało. I to ci się uda.
 Skąd masz tę pewność?
 Ponieważ, jak upadamy, a potem się podnosimy, to wracamy do gry dwa razy silniejsi. I ty też taki będziesz. Musisz tylko wszystko sobie poukładać na nowo. Pozbierać się i zawalczyć o nich raz jeszcze. To twoi przyjaciele, nie przekreślili cię z góry. Dali szansę i ty musisz ją wykorzystać po powrocie. Jednak by to zrobić, musisz najpierw zadbać o siebie. Bez tego się nie ruszysz, tkwiąc dalej w tym samym miejscu.  Uśmiechnąłem się lekko, gdy puknęła mnie dla zabawy w nos.  Zacznij od siebie. Najpierw ty musisz się podnieść, by wrócić do nich silniejszy.
 Ładnie powiedziane.
 Mam nadzieję, że chociaż dodało odrobiny motywacji.
 Dodało.
 Cieszy mnie to. Co powiesz na kakao, przekąski i serial?
 Serial?
 Oglądasz jakiś serial?
 Simpsonowie się liczą?
 Pewnie.
 To oglądam.
 Świetnie. Co powiesz jednak na coś bardziej krwawego?
 Masz na myśli ten serial o zombie czy o wampirach?
 Świetny serial nie tylko o zombie.
 Przekonałaś mnie.
 Fajnie. Przyszykuj miejscówkę, a ja ogarnę jedzenie.
 Jackson ma z tobą za dobrze.
 Jestem dobrą kumpelą  rzuciła ze śmiechem, a potem wstała z kanapy.
 Na pewno to docenia.
 Spróbowałby nie  powiedziała, udając oburzoną.
                  Zaśmiałem się, a potem odprowadziłem ją wzrokiem, gdy ruszyła do kuchni. Pokręciłem głową, a następnie odwróciłem się. Mój wzrok zatrzymał się na jednej z fotografii, które były ustawione na półce w salonie. Na zdjęciu była Tara i Jackson. Oni naprawdę byli świetnymi i zgranymi przyjaciółmi. Byłem pewny, że zrobiliby dla siebie wszystko. Chciałem, by moja relacja z chłopakami też tak wyglądała. By było, jak kiedyś. Wtedy też postanowiłem, że po powrocie do Los Angeles sprawię, że znów tacy będziemy. Ponownie zawalczę o ich zaufanie i wsparcie. Bo zawsze mogłem na nich liczyć. Szkoda tylko, że sprawiłem, że oni nie mogli tego samego powiedzieć o mnie. Byłem jednak gotów zrobić wszystko, by to naprawić i odzyskać ich na nowo. Początki torował Jackson, reszta należeć będzie od mnie.


***
Mała burza i po burzy, ważne, że chłopaki znów zaczynają tworzyć zgrany zespół. Nawet Michael się nieco rozruszał :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF

2 komentarze:

  1. O matko genialny. Coś czuje że Luke i Tara coś z tego będzie :-)

    OdpowiedzUsuń