czwartek, 18 maja 2017

#07 Zawiodłeś mnie

Luke

            Od kilku długich minut siedziałem na łóżku, patrząc w okno. Niebo nad Arlen Town było czyste, bezchmurne i intensywnie niebieskie. Ciepłe promienie słońca oświetlały zieleń, która rozprzestrzeniała się na polu znajdującym się kawałek za domem.
             Pokręciłem nosem, zwieszając głowę. Spojrzałem na swoje dłonie, które opierałem na udach. Jak tylko otworzyłem dzisiaj oczy, znów zacząłem myśleć na temat całej tej sytuacji, jaka teraz miała miejsce. Tara dowiedziała się prawdy. Miała mi pomóc w graniu Jacksona, choć ewidentnie ten pomysł jej się nie podobał. Mimo wszystko weszła w nasz plan.
              Po drugiej stronie barykady został jeszcze Shawn. Naprawdę go lubiłem. Tara również. Jednak ich relacja była znacznie mocniejsza niż ta, która była między mną a nim  choć on nie był tego świadomy. Nadal myślał, że jestem jego kumplem, którego poznał za dzieciaka. Teraz dziewczyna musiała go okłamywać, bo mi i Jacksonowi zebrało się na zabawę w zamienianie się rolami. Rozważałem to, czy nie zdradzić tego sekretu także i jemu. Bylibyśmy w porządku w stosunku do niego. W końcu jednak odpuściłem. Postanowiłem zostawić wszystko tak jak jest. Bez żadnych zmian. Może dzięki temu uniknę dodatkowych problemów?
                Drgnąłem, kiedy leżący na stoliku telefon rozdzwonił się. Pokój wypełnił się melodią, którą już znałem. Przesunąłem się, by sięgnąć po komórkę. Potem razem z nią pacnąłem na materac. Spojrzałem na nazwę kontaktu, który wyświetlił się na ekranie. Odebrałem, wlepiając wzrok w biały sufit.
 Są jakieś problemy?
 Żadne  odparł Jackson pewnym siebie głosem.  Dzwonię kontrolnie jako wiecznie czepiające się ciebie sumienie, Hemmings.
 Co znowu zrobiłem?
 Urodziłeś się z taką samą facjatą, jak ja. To pogwałcenie praw autorskich, blondasie.
 Jackson?
 Co?
 Przymknij się.
 Nie będziesz mi mówił, jak mam żyć  mruknął, a potem parsknął śmiechem.
                 Po tonie jego głosu wnioskowałem, że chłopak nadal ma dobry humor. Mimo tego, że musiał udawać mnie. A ostatnio moja osoba raczej nie była zbyt miło przyjmowana przez innych. On jednak się nie poddawał i działał, a ja przez to jeszcze częściej zastanawiałem się, skąd on bierze na to siłę , cierpliwość i chęci, by wszystko naprawiać.
 Ale wróćmy do sprawy, w jakiej do ciebie dzwonię. Muszę wiedzieć więcej na temat tej całej umowy…
 Umowy?
 Wtedy na stacji wspomniałeś coś o umowie.
 Mam wiele zawartych umów  jęknąłem, nie wiedząc, o co mu chodzi. Czy Jackson nie mógł mówić wprost?
 Rusz mózgiem, Luke. Włącz myślenie.
 Cały czas myślę.
 Wątpię w to  mruknął, a ja zacisnąłem usta, powstrzymując się przed tym, by nie zacząć zgrzytać zębami. Przekręciłem oczami, kiedy doszedł do mnie kolejny jego wybuch śmiechu.  Sprecyzuję. Chodzi mi o umowę między tobą a Lorraine. Nie chcę wpieprzyć cię w jakieś poważne kłopoty.
 Ta umowa… W sumie nie ma tego na papierze. Nasi menadżerowie zawarli ustną umowę. Głównie chodziło to, że mamy się razem często pokazywać. Media i fani mieli się nami interesować.
 Co dalej? Jakie są konsekwencje zerwania umowy i kiedy ona się kończy?
 Z tego co się orientuje, nie ma żadnych. Nie ma też daty końca.
 Masz z nią łazić do usranej śmierci?  odparł z niedowierzaniem.
– Co? Nie  rzuciłem i tym razem to ja zacząłem się śmiać. Perspektywa spędzenia reszty życia u boku Lorraine była cholernie przerażająca.  Żadna data nie była ustalona. To była tylko luźna umowa.
 Kamień z serca…
 Oj, tak  odpowiedziałem i teraz obaj wybuchliśmy śmiechem.
 Co jeszcze muszę wiedzieć na ten temat?
 Ogólnie to wyglądało w ten sposób, że po jakimś czasie tego całego pokazywania się razem, Lorraine zaproponowała, by zacząć udawać parę. Wiadomo, że menadżerowie chętnie się na to zgodzili. To dodatkowa sensacja. W końcu wyszło z tego to, że naprawdę zostaliśmy parą, choć… Nigdy nie było między nami tego, co mają osoby, które się kochają. Ja nigdy do niej nie czułem niczego poważniejszego. Może z początku byłem nią w jakiś sposób…
 Oczarowany?
 Bardziej zainteresowany  odparłem, a potem westchnąłem pod nosem.  Prawda była taka, że to działało na takiej zasadzie, że ja pozwalałem jej się trzymać w miejscach publicznych za rękę. Od czasu do czasu przytuliłem ją, bo tak robią pary. Sypialiśmy też ze sobą. Ale nie było tam żadnej czułości. Po prostu robiliśmy to dlatego, by zaspokoić swoje potrzeby skoro i tak mieliśmy się pod ręką i…
 Weź  przerwał mi, a ja od razu zamilkłem.  Nie mów nic więcej. Żadnych szczegółów. Właśnie niedawno nawpychałem się płatków czekoladowych i nie chcę puścić pawia na twój zacny dywan, który jest pewnie więcej wart niż mój samochód.
 Bez przesady.
 Wiesz jaki jest problem?
 Problem?
 Wyglądamy tak samo, a ja nie chcę widzieć się w potencjalnej seks scence z tą właśnie… panią.
                 Teraz roześmiałem się jeszcze głośniej, a Jackson wymamrotał kilka niezrozumiałych dla mnie słów pod nosem, będąc zdegustowanym moim zachowaniem. A może bardziej tym, czego się dowiedział.
 Rób, co uważasz za słuszne  powiedziałem, podnosząc się do pozycji siedzącej.
 Aż tak mi ufasz?
 Nie wiem czemu, ale… Tak.
 Och, to słodkie.
– Wal się.
 Pogadamy później. Na razie, frajerze  rzucił, a potem się rozłączył.
                   Zerknąłem na telefon, jakby ten miał mi zaraz wybuchnąć w ręku. Naprawdę czasami nie potrafiłem nadążyć za Jacksonem. Chłopak był po prostu wyrwany z jakiegoś innego świata, którego mój mózg nie potrafił ogarnąć.
                 Wcisnąłem komórkę do kieszeni w spodenkach, a następnie ciężko dźwignąłem się z łóżka. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Jak tylko to zrobiłem do mojego nosa doszedł zapach smażonego mięsa. Tara pewnie pichciła coś w kuchni, a to co wyczuwałem pachniało przepysznie. Nic dziwnego, że zaraz odezwał się mój żołądek, który teraz jeszcze bardziej domagał się jedzenia. Najlepiej w dużej ilości. Nie czekając dłużej, ruszyłem w stronę schodów.
                 Kiedy tylko wszedłem do kuchni, zobaczyłem krzątającą się przy kuchence dziewczynę. Dopiero wtedy zorientowałem się, co takiego robi. Jajecznica z szynką. Zrobiłem krok do przodu, a rudowłosa od razu spojrzała na mnie. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, który szybko odwzajemniłem.
 Już chciałam cię budzić  odparła, wlewając jajka na patelnię. Zaczęła szybko mieszać w niej drewnianą, długą łyżką.  Zaraz będzie śniadanie.
 Jestem głodny. Może ci pomóc?
 Nie, dzięki.
 Nie jestem Jacksonem, ale to nie znaczy, że nie mogę niczego robić. Nie jestem tu na wakacjach i…
 Wiem, Luke – powiedziała, znów skupiając na mnie jasnobrązowe oczy. Ponownie się uśmiechnęła.  Po prostu wszystko jest gotowe, a ja zaraz z tym kończę.
 Na pewno?
 Na pewno.


Jackson

                Przeszedłem tanecznym krokiem z kuchni do salonu. Odłożyłem puszkę z piciem na stół, a potem wskoczyłem na kanapę. Zawtórowałem wokaliście, jednocześnie grając na niewidzialnej gitarze. W pokoju rozbrzmiewał kawałek Green Day American Idiot.
               Byłem właśnie w trakcie rozgrywania solówki, wyobrażając sobie to, jak stoję z nimi na scenie, a wszyscy skandują moje imię, gdy nagle usłyszałem coś jeszcze. Raptownie odwróciłem się w stronę stolika. Zachwiałem się, ale w ostateczności utrzymałem pion i nie poleciałem w dół. Zrobiłem wielkie oczy, widząc kto dzwoni.
                Pospiesznie zeskoczyłem z mebla. Złapałem za pilot, wyłączając wieżę. Teraz do uszu dochodził mi tylko dźwięk dzwonka, który wydobywał się z telefonu. Złapałem za komórkę i w ostatniej chwili odebrałem połączenie.
 Cześć  rzuciłem nazbyt entuzjastycznym tonem.
 Spotykamy się dzisiaj u Caluma i… Też możesz przyjść  powiedział Ashton, a jego głos nie brzmiał nazbyt zachęcająco.
               Wcale mu się nie dziwiłem. Perkusista nadal miał do Hemmingsa żal o to wszystko, co się działo. Cieszyłem się jednak z tego małego postępu, który udało mi się uzyskać. Irwin sam do mnie zadzwonił i zaprosił na spotkanie. Wcześniej byłem pewny, że to ja znów będę musiał kombinować i namawiać chłopaków na jakiekolwiek wyjście. Najwidoczniej wczorajsza pogadanka, przeproszenie ich i pokazanie tego, że chcę wszystko zmienić, przyniosło dobry skutek.
 Bardzo chętnie  odpowiedziałem, uśmiechając się szeroko. Usiadłem na kanapie.  O której? 
 Za jakieś dwie godziny?
 Pasuje. Mam coś przynieść czy…
 Wszystko mamy. Na razie  rzucił i rozłączył się.
                 Westchnąłem pod nosem, rozkładając się na sofie. Oparłem głowę na miękkiej poduszce. Musiałem dobrze wykorzystać okazję, jaka mi się przytrafiała. Małymi krokami do celu. Jeśli naprawdę dobrze pójdzie, to stopniowo będę odzyskiwał ich zaufanie i sympatię, a o to przecież chodziło. Plan zaczynał działać. Teraz tylko musiałem uważać, by przypadkiem niczego nie schrzanić i nie pokomplikować jeszcze bardziej.
                 Drgnąłem, gdy telefon zadzwonił po raz kolejny. Melodia znów wdarła mi się do mózgu, przerywając mi scenariusze, jakie kreowałem w głowie. Nie patrząc na ekran, odebrałem. Byłem pewny, że to znowu Irwin, który być może o czymś zapomniał. Jednak, jak tylko usłyszałem głos osoby po drugiej stronie, odruchowo się skrzywiłem.
 Tak?
 Mam nadzieję, że przestałeś zachowywać się jak debil.
 Cóż za zaszczyt, Lorraine – mruknąłem, przekręcając oczami.  Po co dzwonisz?
 Że co?!
 Czy nie umawialiśmy się tak, że to ja mam się odezwać, jak mi się odmieni?
 Ale…
 No, właśnie. Nie odmieniło mi się.
 Pomyślałam, że możemy gdzieś wyjść i…
– Nie mam czasu.
 Co?
 Nie mam czasu  powiedziałem, podciągając się. Wychyliłem się, łapiąc za puszkę z napojem. Upiłem mały łyk, a następnie odstawiłem ją z powrotem na stół.
 A co ty niby takiego ważnego robisz?  prychnęła z niezadowoleniem.
 Umówiłem się z chłopakami…
 Po co?
 Po co?  zapytałem z niedowierzaniem.  To moi przyjaciele!  Lorraine parsknęła śmiechem.
 Oni nie są twoimi przyjaciółmi, Luke  odparła, nadal będąc rozbawioną.  To banda nudziarzy i frajerów. Jestem lepsza od nich. Myślałam, że już sobie odpuściłeś i…
 Przyjaciół się nie odpuszcza od tak  warknąłem, krzywiąc się.
 Ach, tak? A wcześniej tego właśnie nie zrobiłeś?
 To był mój największy błąd…
 Największym błędem jest tkwienie w tym zespole bez przyszłości. Solowa kariera…
 Przestań ciągle o tym pieprzyć!
 Coś ty, kurwa, powiedział?
 Lorraine?
 Co?
 Cześć  rzuciłem i rozłączyłem się.
                 Wyciszyłem szybko dźwięk w telefonie, jakby panna chciała ponowić próbę nawiązania konwersacji ze mną. Naprawdę nie zamierzałem z nią dyskutować, szczególnie że ona reprezentowała tak negatywną dla mnie postawę. Nie wiedziałem, co dokładnie zaszło między Lorraine i chłopakami, ale chyba pod tym względem wolałem w to nie wnikać. Jak bardzo się nie znosili? Obstawiałem, że aż bardzo. Że ta niechęć pewnie przekraczała skalę  o ile jakaś istniała.
                 Nie zamierzałem jednak tkwić na kanapie i myśleć o dziewczynie. Zresztą musiałem powoli ogarnąć się do wyjścia. A spotkanie z chłopakami było o wiele lepszą perspektywą spędzania czasu, niż bym miał go marnować tkwiąc u boku Lorraine. Mogłem się założyć, że nasze wyjście nie pozostałoby niezauważone. Pewnie zawiadomiłaby media, a moja facjata znów trafiła by do internetu. To znaczy pseudo facjata Hemmingsa. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.


Luke

                 Przetarłem dłonią spocone czoło. Złapałem za mokry materiał, odciągając ją od ciała. Koszulka przesiąkła potem, a to sprawiło, że kleiła mi się do klatki piersiowej. Zmrużyłem oczy, gdy podniosłem głowę. Słońce po raz kolejny mnie oślepiło. Było gorąco.
                  Mieliśmy dzisiaj wolny dzień od pracy, ale ja nie zamierzałem siedzieć na tyłku. Jak tylko Tara wspomniała coś o rzeczach, jakie musi zrobić w ogrodzie, od razu zaproponowałem, że się tym zajmę. Nie byłem patałachem i nie umywałem rąk od pracy. Dlatego bez przeszkód złapałem za kosiarkę, a potem podlałem kilka krzewów i kwiatów, które znajdowały się tuż przy płocie. Wyrwałem też chwasty, które wynurzyły się z ziemi. Od dawna nie robiłem niczego takiego i była to dość przyjemna odmiana. Choć ciężka. Wcześniej do moich obowiązków należało stanie na scenie, uśmiechanie się do ludzi, których nie znałem i udawanie, że czuję się fantastycznie. Teraz mogłem odpuścić. Praca w ogrodzie pozwalała mi też pomyśleć i jeszcze bardziej zagłębić się w zachowaniu i postawie, jakie prezentowałem. A to mi się całkowicie nie podobało. Pogubiłem się i dopiero teraz powoli zacząłem się podnosić i zbierać do kupy.
 Mam wiadomość.
                  Odwróciłem się, kiedy rudowłosa zatrzymała się tuż obok. Dźwignąłem się do pionu. Skrzywiłem się odrobinę, czując ból w krzyżu. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się, gdy podała mi zimną szklankę z lemoniadą.
 To dobra wiadomość?
 Zależy, jak na to spojrzymy  powiedziała powoli, nie odrywając ode mnie piwnych oczu. Skinąłem głową, by mówiła dalej.  Moi rodzice będą tu za jakąś godzinę.
 Co?
 Spokojnie, nie posiedzą długo. Zjedzą z nami obiad, a potem wrócą do siebie.
 Jak… Jak bardzo mam przekichane?
 Jeśli dobrze zagrasz, to wcale. Moi rodzice uwielbiają Jacksona i traktują go, jak swojego syna.
 To wcale nie jest dobrze  mruknąłem, kręcąc nosem. Tara zaśmiała się.  A jak się zorientują?
– Shawn się nie zorientował. Nasz szef także i…
 Ale ty się zorientowałaś  odparłem, przystawiając szklankę do ust. Upiłem łyk, czując, jak chłodna lemoniada rozchodzi się po moim języku.
 To ja znam Jacksona najlepiej, więc wcale mnie to nie dziwi. Choć i tak jak dla mnie trwało to za długo. Dziwiłam się, czemu nie przejrzałam was wcześniej. Dam ci kilka wskazówek, które ci się przydadzą.
 Okej, okej…
 W razie czego, jak zauważymy, że coś jest nie tak, to odciągnę jakoś ich uwagę.
 Jak?
 Tego nie wiem… Będę improwizować  odpowiedziała ze śmiechem. Uśmiechnąłem się, po raz kolejny przysysając się do lemoniady. Wyzerowałem ją.
 Dziękuję  powiedziałem, oddając jej szklankę.
 Starczy tej pracy na dzisiaj. Idź weź prysznic, a ja zabieram się za obiad.
 Pomóc ci?
 Nie, dziękuję. Poradzę sobie.


Jackson

                Przełożyłem reklamówki do drugiej dłoni. Choć Irwin mówił, że mam niczego nie kupować, to i tak postanowiłem skontaktować się z Hemmingsem, by dowiedzieć się, co przynieść. Nie znałem, aż tak bardzo ich upodobań, więc potrzebowałem wskazówek. Dzięki niemu zdobyłem ulubione przekąski perkusisty i basisty. Może to podziała łagodząco na tę dwójkę, wedle powiedzenia: przez żołądek do serca?
                 Zatrzymałem się przed drzwiami, które prowadziły do mieszkania Caluma. Wziąłem głębszy wdech i zapukałem. Zacząłem przenosić ciężar ciała z jednej nogi na drugą, czekając na to, aż ktoś mi otworzy. W końcu po chwili usłyszałem szczęk zamka. Drzwi otworzyły się. Automatycznie uśmiechnąłem się do Hooda.
 Cześć, naprawdę ciesz…
 Właź  przerwał mi, wpuszczając mnie do środka. Zamknął drzwi.
 Trzymaj. Po drodze zahaczyłem o sklep  pociągnąłem, wciskając mu w dłonie dwie reklamówki.
 Nie musiałeś.
 Ale chciałem.
                  Zrzuciłem z nóg trampki. Przesunąłem je odruchowo stopą bardziej ku ścianie, gdzie w równym rządku znajdowały się inne buty. Wyprostowałem się, a potem ruszyłem za basistą, który wszedł do salonu. Dopiero wtedy zobaczyłem, że nie jesteśmy sami. Oczywiście wiedziałem, że będzie tu także Ashton, w końcu to on informował mnie o spotkaniu. Jednak nie sądziłem, że zjawi się także Michael. Szczególnie że nie dane mi było z nim porozmawiać. Ostatni raz widziałem go w tour busie. Wtedy też ignorował mnie po całości, nie odzywając się ani słowem.
                   Moja reakcja na spotkanie Clifforda nie została niezauważona przez resztę. Calum i Ash dokładnie mnie obserwowali, zapewne zastanawiając się, co zrobię dalej. Ja przez dłuższą chwilę, niczym idiota, wpatrywałem się w chłopaka. Jego zielone tęczówki nie odrywały się od moich błękitnych oczu. Rozchyliłem lekko usta, ale zaraz zamknąłem je z powrotem nie bardzo wiedząc, co powinienem teraz powiedzieć. Ile wiedział? Wnioskowałem, że tamta dwójka opowiedziała mu z dokładnością o naszym wczorajszym spotkaniu. Może przez to postanowił dać mi szansę?
                   Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Oderwał ode mnie wzrok, spoglądając na chłopaków. Zacisnął usta, a ja miałem wrażenie, że zaraz usłyszę to, jak zgrzyta zębami. Sposób, w jaki się zachowywał, tylko utwierdził mnie w tym, że raczej nie miał pojęcia o moim przyjściu. Z pewnością był pewny, że spędzą dzisiejszy dzień tylko we trójkę.
 Zostawimy was na chwilę samych  powiedział Irwin.
                 Nadal nie ruszałem się z miejsca. Odwróciłem jednak głowę w ich stronę, by zobaczyć, jak Ash ciągnie Caluma w stronę balkonu. Po chwili zniknęli nam z oczu, zamykając za sobą drzwi.
                Ponownie spojrzałem na Michaela, który ciężko westchnął pod nosem. Spuścił wzrok, wpatrując się w swoje dłonie. Musiałem szybko wymyślić jakąś dobrą mowę, by nie schrzanić szansy, jaka się pojawiła. To była idealna okazja do tego, by porozmawiać na spokojnie także i z nim. O ile w ogóle będzie chciał mnie wysłuchać. Hemmings nie był wobec niego w porządku. Nie był w porządku wobec całego zespołu. Jednak Calum i Ash dali mi szansę i nie dopuszczałem do siebie tego, by i w tym przypadku mogło być inaczej. Zależało mi na tym, by i jego przekonać do siebie na nowo.
                 W końcu ruszyłem się z miejsca. Nie mogłem przez cały czas stać na środku salonu jak kołek. Powoli podszedłem do kanapy, na której siedział. Usiadłem obok, nawet na moment nie odrywając od niego wzroku. On jednak nie poruszył się, dalej tkwiąc w tej samej pozycji. Musiałem pierwszy rozpocząć tę trudną rozmowę.
 Po twojej minie wnioskuję, że nie wiedziałeś, że przyjdę  powiedziałem cicho. Nie odpowiedział.  Jeśli nie masz ochoty przebywać w moim towarzystwie to… Rozumiem. Mogę iść.
                Czerwonowłosy drgnął. Powoli odwrócił się. Zielone oczy znów spojrzały na mnie. Widniała w nich niechęć, żal i gorycz. Luke był dupkiem w stosunku do niego. Wielokrotnie go zawiódł i ogólnie mówiąc, olał po całości. Nie dziwiłem się, dlaczego tak do mnie podchodzi.
 Idź  powiedział przez zaciśnięte zęby.
 Najpierw jednak chcę, byś mnie wysłuchał i…
 Jesteś pieprzonym egoistą  mruknął, ponownie skupiając wzrok na dłoniach.
 Nawet nie będę zaprzeczać  odparłem, a on znów na mnie spojrzał.
                Nie chciałem owijać w bawełnę. Nie chciałem usprawiedliwiać blondyna na siłę. W końcu Hemmings zawalił po całości i na całe szczęście zdawał sobie z tego sprawę. Choć chyba doszedł do tego trochę za późno. Wszystko waliło się po drodze, a on opamiętał się wtedy, kiedy po wszystkim został tylko rozwalony gruz i ogólny bałagan. Ich relacja została zniszczona na jego własne życzenie. Jednak wychodziłem z założenia, że zawsze jest, choć cień szansy na to, by wszystko zebrać do kupy i spróbować odbudować to na nowo. A ja dodatkowo nie należałem do osób, które szybko odpuszczają.
 Zrobimy tak  odparłem ostrożnie. Michael nadal nie odrywał ode mnie wzroku.  Powiem wszystko to, co chcę byś ode mnie usłyszał. Wtedy dopiero zdecydujesz, czy mam zostać czy iść. Uszanuję każdą twoją decyzję. Zgoda?  Pokiwał głową.  Jak się czujesz?
 Nie udawaj, że cię to obchodzi  mruknął, wracając do dalszej obserwacji swoich dłoni.
                 Brawo Jackson, trzeba było zacząć od innej strony. Przekręciłem oczami, choć on tego nie widział. W sumie jego słowa wcale mnie nie zaskoczyły. To samo usłyszałem wczoraj. To dobitnie zaznaczało, jakie Luke miał do nich podejście. Miał ich gdzieś i nawet nie kwapił się z tym, by to ukryć. Czy naprawdę tak myślał? Czy może jego zachowanie wynikało z tego, że sam był złamany i przytłoczony przez to, co się działo? Nie chciałem go bronić, ale i tak gdzieś w środku obstawiałem tę drugą opcję. Hemmings nie był zły. Był zagubiony. Cała medialna nagonka i stres sprawiły, że dał się łatwo podejść i zmanipulować. On też potrzebował pomocy, ale nikt tego nie wiedział. A może coś przeczuwali, ale blondyn zabunkrował się w sobie, nie pozwalając się zbliżyć? Na daną chwilę mogłem tylko gdybać. Może wyglądałem tak samo jak on, ale nie miałem zdolności, by wedrzeć się do jego głowy i odczytać prawdziwe i najbardziej skryte myśli.
 Przepraszam  powiedziałem, a chłopak nerwowo poruszył się na kanapie.  Wiem, że po tym co się stało, to słowo jest gówno warte, ale.. Cholernie cię przepraszam. Zachowywałem się, jak kompletny idiota. Nigdy nie powinienem był dopuścić do tego, co się między nami stało. Nie byłem przyjacielem idealnym… Choć w tym momencie ciężko mi nazwać to nawet przyjaźnią. Byłem osłem, który zignorował cię w momencie, kiedy tego najbardziej potrzebowałeś. A tak… Tak nigdy nie powinno być. Dałem plamę po całości, nie tylko w stosunku do ciebie, ale także i chłopaków. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Nic, co powiem nie złagodzi tego, co zrobiłem. Jedyne, o co mogę cię prosić to, to, byś spróbował dać mi jeszcze jedną szansę. Tę ostatnią szansę. Naprawdę chcę to wszystko naprawić. Nie błagam cię wprost o to, byś mi wybaczył. Chcę tylko, byś pozwolił mi spróbować, bo… Nieomal was straciłem. Nie chcę, by to stało się naprawdę. Przepraszam.
                 Zamilkłem. Nawet na chwilę nie oderwałem wzroku od Clifforda. Widziałem to, jak jego twarz zmienia się z każdym słowem. Przez kpinę, po złość, do smutku i żalu. Teraz jednak nie bardzo wiedziałem, jak mam odczytać jego postawę wobec mnie. W dalszym ciągu zerkał na mnie kontrolnie, zapewne raz za razem analizując to, co powiedziałem. Czy brał pod uwagę postawę pozostałych członków zespołu? Miałem taką nadzieję. Calum i Ash zaryzykowali. Liczyłem na to, że Michael też to zrobi.
               Chłopak westchnął ciężko pod nosem. Zagryzł lekko wargę, a następnie znów spuścił wzrok. Przez moment obserwowałem to, jak bawi się swoimi palcami. Myślał nad podjęciem decyzji i daniem mi odpowiedzi, której od niego oczekiwałem. Mam zostać czy może iść? Chciałem, by dał mi szansę i postawił na to pierwsze. W końcu jednak kiedy cisza między nami stawała się coraz cięższa i mniej wygodna, postanowiłem sam się odsunąć, by dać mu więcej czasu na przemyślenie wszystkiego.
               Niechętnie podniosłem się z kanapy. Michael od razu spojrzał w moją stronę, bacznie mnie obserwując. Czułem nutę goryczy i porażki, ale przecież było to do przewidzenia. Nie mogło pójść zbyt łatwo. A może po prostu za wiele oczekiwałem? Miałem jednak nadzieję, że małymi krokami uda mi się dosięgnąć postawionego celu.
 Co ty robisz?  zapytał, kiedy zrobiłem krok w kierunku drzwi.
 Lepiej będzie, jak jednak pójdę.  Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu.  Przemyśl to wszystko, co ci powiedziałem, okej? Jak będziesz chciał porozmawiać, dzwoń. Obojętnie o jakiej porze.
                Mimo tego, że nie byłem prawdziwym Hemmingsem, to i tak w jakiś sposób zrobiło mi się przykro. To uczucie mieszane było ze współczuciem, a to wszystko dlatego, że i tak patrzyłem na tę ich rozsypkę jako osoba trzecia. Stojąca z boku.
 Luke?
 Tak?
 Zostań.
 Jesteś… Jesteś pewien?
 Nie jestem takim dupkiem, jak ty.
 Myślę, że to zaszczytne miano jak najbardziej do mnie pasuje. Wiem, że między nami…
– Zawiodłeś mnie. Tak cholernie mnie zawiodłeś, szczególnie wtedy, gdy…
 Wiem, Michael. Jak mówiłem wcześniej, nie zamierzam się usprawiedliwiać. Wiem też, że będę musiał znów zdobyć wasze zaufanie. I chcę to zrobić. Chcę, by było jak dawniej.
 Nigdy nie będzie już tak, jak kiedyś.
 Masz rację, ale… Może chociaż częściowo to wróci?  odparłem ostrożnie.
 Może… To już zależy od ciebie i od tego, co zrobisz dalej.
 Nie odpuszczę.
                 Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie. Ponownie pojawiła się cisza. Musiałem powstrzymać się od uśmiechania, bo to nie byłoby na miejscu. Nadal odczuwane było lekkie napięcie, ale atmosfera między nami odrobinę zelżała. Mimo wszystko byłem cholernie zadowolony z tego postępu. Jeszcze kilka minut temu byłem pewny, że nic z tego nie wyszyło. Michael jednak postanowił spróbować. A jego decyzja wpychała mnie w zadowolenie.
 Skończyliście?
                Obaj raptownie odwróciliśmy się w stronę balkonu. Przed naszymi oczami pojawiła się głowa Caluma. Basista wychylał się zza oszklonych drzwi, dokładnie nam się przyglądając. Byłem pewny, że ocenia to, w jakim stanie jesteśmy. Czy nadal jest kiepsko, czy może zrobiliśmy krok ku lepszej drodze?
 Tak, skończyliśmy  odpowiedział Clifford, opierając się o oparcie kanapy.
 To dobrze, bo za jakieś pół godziny przyjadą nasze pizze  rzucił Hood, otwierając szerzej drzwi. Wszedł do środka.  Zanim zacznie się mecz, możemy obejrzeć jakiś film.
 Jestem za  powiedziałem, wracając na kanapę.
 Ash! Rusz tyłek, będzie film!  zawołał Calum, ruszając w stronę wolnego fotela.  Thriller czy komedia?
 Myślę, że komedia będzie najlepsza  odezwał się perkusista, jak tylko zjawił się w salonie.  Zaraz coś wybierzemy.


Luke

                Doszedł do mnie dźwięk silnika. Nerwowo zagryzłem wargę, nie odrywając wzroku od drzwi, które za chwile się otworzą. Próbowałem za wszelką cenę udać, że się nie denerwuję, choć pewnie mi to nie wychodziło. Nie chciałem niczego zepsuć, więc liczyłem na to, że uda mi się przekonać do siebie państwa Owen. Miałem nadzieję, że nie zorientują się, że nie mają przed sobą prawdziwego Jacksona.
               Tara dała mi dodatkowe wskazówki odnośnie tego, jak powinienem się zachowywać i jak mówić. Jackson od małego zwracał się do nich per ciocia i wujek, więc musiałem wbić sobie to do głowy, by nie palnąć słynnym pan i pani. Oprócz tego miałem być wygadanym luzakiem. A to chyba było cięższe do spełnienia.
 Nie ulizuj się tak  powiedziała ze śmiechem Tara, kiedy odruchowo poprawiłem włosy.
                Podeszła do mnie, a następnie wsunęła palce w moje jasne kosmyki. Poczułem na plecach przyjemny dreszcz, który przebiegł mi szybko wzdłuż kręgosłupa. To było naprawdę miłe odczucie. Roztrzepała mi odrobinę włosy, bym nie wyglądał na zbyt uczesanego.
 Jackson mając dzień wolny nie wygląda, jakby szykował się na pokaz mody  pociągnęła, a ja pokiwałem głową.  I bez nerwów. Będzie dobrze.
 Ja…
                Urwałem, kiedy drzwi od domu otworzyły się. Do środka weszła drobna, rudowłosa kobieta. Uśmiechnęła się szeroko na nasz widok. Wyciągnęła ręce, a Tara zbliżyła się do niej. Po chwili była ściskana przez matkę, która tuliła ją do swojej piersi, jakby dziewczyna była małym dzieckiem.
 Jest i on. Cześć, Jackson.
 Cześć, ciociu.
 Nie przywitasz się?
               Uśmiechnąłem się do kobiety, zmniejszając między nami dystans. Byłem przyzwyczajony do obejmowania obcych ludzi, więc bez przeszkód odpowiedziałem tym samym, ściskając ją. Tara uniosła kciuk, kiwając głową z zadowoleniem.
               Kiedy się wyprostowałem, w pomieszczeniu pojawił się ojciec dziewczyny. Wiedziałem, że jest byłym wojskowym, ale nie sądziłem, że mężczyzna będzie takich gabarytów. Był naprawdę wysoki, z krótko obciętymi, czarno-siwymi włosami. Kolor jego oczu był identyczny, jak u jego córki. Do tego miał szerokie ramiona i duże bicepsy, które skrywały się pod czarną koszulką. Przypominał mi typowe żołnierskie postaci ze znanych filmów. Miałem tylko nadzieję, że nie ma ich charakteru, bo w produkcjach nie przedstawiali ich jako łagodnych.
               Pan Owen przytulił córkę, a potem zmierzwił jej rude włosy, na co dziewczyna skrzywiła się z niezadowoleniem. Po tym jego oczy skupiły się na mnie. Uśmiechnąłem się, a potem podałem mu dłoń, gdy wyciągnął swoją w moim kierunku.
 Cześć, Jackson.
 Dobrze wujka widzieć  odpowiedziałem, kiwając dodatkową głową.
 Siadajcie, zaraz podamy obiad  powiedziała Tara, przechodząc do kuchni.
 Pomogę ci  zaoferowałem się, nie chcąc zostawać z jej rodzicami sam na sam.
               Państwo Owen przeszli do salonu. Zajęli miejsca przy stole. Ruszyłem za rudowłosą, zatrzymując się przy blacie. Dziewczyna otworzyła piekarnik. Wtedy poczułem jeszcze mocniejszy zapach przypraw, których użyła. Przełknąłem ślinę, czując się naprawdę głodnym.
– Jackson, może po jedzeniu rozegramy partyjkę szachów?
               Jak tylko to powiedział, wytrzeszczyłem oczy. Odwróciłem się w stronę Tary, próbując pokazać jej mimiką twarzy i drobnymi gestami to, że nie mam bladego pojęcia o tej grze. Nigdy nie umiałem w to grać. Nigdy nikt mnie nie uczył. Próba podjęcia wyzwania była jednoznaczna z klęską totalną. Przecież nie nauczę się reguł i zasad, czytając o tym szybko gdzieś na boku. Na całe szczęście dziewczyna niemalże od razu odgadła to, co chciałem jej przekazać.
 A może w końcu mi to zaproponujesz?  odparła, zerkając w stronę ojca. Mężczyzna zaśmiał się.
 Jasne. Chętnie się z tobą zmierzę.
 To postanowione  rzuciła, a ja odetchnąłem z ulgą. Piwne oczy skupiły się na mnie.
 Dzięki  powiedziałem, poruszając tylko ustami.
               Tara posłała m uśmiech, a potem przeszła obok. Zatrzymała się, by poklepać mnie po plecach. Liczyłem na to, że jej ojciec nie zaproponuje mi gry po raz kolejny. To byłaby porażka po całości.


Jackson

               Musiałem przyznać, że całe spotkanie z pozostałymi członkami zespołu 5 Seconds of Summer przebiegło całkiem przyjemnie i miło. Choć Michael mało co się odzywał, to jednak wysiedział ze mną w jednym pomieszczeniu przez te kilka godzin. Calum udawał, jakby nie zauważał tego istniejącego jeszcze spięcia między nami, prowadząc ze mną normalne rozmowy. Wyczułem też to, że z każdą kolejną mijającą minutą jego ton łagodnieje, a uszczypliwość w stosunku do mnie się zmniejsza. Z Ashtonem było podobnie. Tutaj jednak dochodziło coś jeszcze. Mianowicie to, że często czułem na sobie jego wzrok, jakby dokładnie mnie analizował i obserwował mój każdy, nawet najmniejszy ruch. Byłem pod czujną obserwacją, ale udawałem, że tego nie zauważam.
                Po obejrzeniu filmu, meczu a potem przedyskutowaniu wyniku, wróciłem w końcu do domu. W czasie drogi już obmyślałem kolejny plan, by jeszcze bardziej scalić się z chłopakami. Musiałem działać ostrożnie i bez większego nacisku, a jednocześnie dać im wyraźnie odczuć to, że nie stronię od ich towarzystwa. Zresztą naprawdę chciałem ich poznać.
                Wszedłem do mieszkania. Wrzuciłem klucze do szuflady małej szafki, która stała tuż przy wejściu. Zdążyłem zrobić kilka kroków w głąb salonu, gdy doszedł do mnie dźwięk dzwonka. Zmarszczyłem nos. Kto złożył mi tak późną wizytę? Miałem tylko nadzieję, że na progu nie zastanę tej jednej osoby, której naprawdę nie chciałem oglądać.
                Niestety, los postanowił dalej robić mi żarty, wpychając mnie w objęcia Lorraine. Bo jak tylko otworzyłem drzwi, dziewczyna przytuliła się do mnie. Zamarłem, nie odwzajemniając gestu. Zaskoczyła mnie tym, szczególnie że ostatnio jedyne co robiła, to warczała na mnie, niczym rozwścieczony pies.
 Stęskniłam się.
– Za to ja ani trochę  odpowiedziałem, kiedy mnie puściła. Dopiero gdy zmrużyła oczy i niemalże zazgrzytała zębami, zrozumiałem, co takiego opuściło moje usta.  To znaczy…
 Jesteś takim pieprzonym dupkiem, Luke.
– Nie umawialiśmy się przecież na dzisiaj  powiedziałem, szybko zmieniając temat.
 No i? I tak postanowiłam przyjść.
 Jestem zmęczony, Lorraine, chcę już iść do łóżka i…
 Możemy się zabawić razem.
 Nie chcę się z tobą bawić. Chcę po prostu iść spać.
 Przestań wiecznie udawać niezadowolonego i zmęczonego.
 Ale jestem zmęczony.
 Niby czym?
 Musisz?
 A ty musisz spotykać się z tymi kretynami?
 Czemu ich w to ciągle mieszasz?!  warknąłem, zanim zdążyłem się powstrzymać.
                   Na twarzy blondynki pojawiły się wypieki. Widziałem, jak zaciska dłonie w pieści. Spojrzała na mnie ze złością, jakbym nie miał prawa przyjaźnić się z członkami zespołu, do którego należałem. Skrzywiła się z niesmakiem.
 Co?  wydusiłem, rozkładając ręce w geście bezsilności. Naprawdę nie miałem do niej cierpliwości i marzyłem o tym, by już sobie poszła.
 Chodźmy na imprezę.
– Czy ty mnie słuchasz? Jestem zmęczony, chcę iść spać.
 Czym ty się niby tak męczysz? W trasie zmęczony, po trasie zmęczony, wiecznie kurwa jesteś zmęczony i niezadowolony. To cholernie wkurwiające! Dziwne, że dzisiaj jaśnie pan miał na tyle siły, by spotkać się z tymi przygłupami.
 Przestań ich obrażać  rzuciłem, machając na nią palcem.
 Tkwienie w tym pseudo zespoliku, to największy błąd w twoim życiu. Uwolnij się od nich, a wtedy będziesz prawdziwą i jedyną gwiazdą. Nie będziesz musiał dzielić się z nimi sukcesem. I tak to ty odwalasz tam najwięcej roboty…
 Że co?! – odparłem, patrząc na nią z niedowierzaniem.
                 Dziewczyna ewidentnie musiała upaść na głowę, bo to, co mówiła było jednym wielkim stekiem bzdur. Nie wiedziała nic. Mogłem się założyć, że nawet nie znała zbyt dobrze chłopaków. Wyrażała się jednak o nich w taki sposób, jakby wadzili Hemmingsowi przy robieniu kariery, co było dla mnie naprawdę chorym podejściem. Dodatkowo zespół wspólnymi siłami doszedł do miejsca, w którym teraz byli. Ciężko pracowali  razem  by mieć to, co teraz. A ona tak po prostu szufladkuje ich jako gorszych, wystawiając Hemmingsa na piedestał. Zespół to zespół. Nie ma tam podziałów na lepszych i gorszych.
 Taka prawda  pociągnęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.  Skończ z nimi. Są nic nie warci.
                    Wtedy mnie olśniło. Przez to wszystko, co mówiła, zupełnie zapomniałem o rozmowach z Lukiem. W końcu w jednej z nich zaznaczył, że ma ją gdzieś i nic do niej nie czuje. Dostałem też pozwolenie na zupełne i mocne odcięcie się od Lorraine. Mogłem z nią zerwać. Mogłem sprawić, że przestanie tu przyłazić.
 Wiesz, co było największym błędem w moim życiu?  Pokręciła głową, nie odrywając ode mnie wzroku.  Poznanie cię i to, że dałem się wciągnąć w ten debilny do granic możliwości układ!
 Coś ty, kurwa, powiedział?!
 Nie rozumiesz niektórych słów? Przeliterować ci? A może potrzebujesz słownika?
– Ty skurwielu! Ja największym błędem?! To ja dałam ci dodatkowy rozgłos i…  Musiała urwać, bo wybuchłem śmiechem.
 Ty dałaś mi rozgłos? Ty?!
 Napędzałam ci uwagę!
 A kto dzięki mnie zaczął dostawać więcej propozycji do sesji zdjęciowych? Zresztą nie mam zamiaru się z tobą licytować w tej kwestii. Odpuść i zostaw mnie w spokoju. Ale takim dożywotnim spokoju.
 Popieprzyło cię zupełnie! Nie wiem, co ci frajerzy ci nagadali, ale…
 Lorraine, powiem to szybko i bez żadnych ogródek. Z nami koniec.
 Co?
 To koniec. Nie chcę już więcej z tobą być. Dzisiaj oficjalnie zostaję singlem.
                  Dziewczyna warknęła pod nosem, a potem zmrużyła oczy po raz kolejny. Miałem wrażenie, że jej sztuczne, długaśne paznokcie jeszcze mocniej wbijają jej się we wewnętrzną skórę dłoni. Nie zdążyłem jednak odskoczyć, a nawet się przesunąć, bo Lorraine zadziałała za szybko. Po chwili w salonie rozniósł się głośny plask, kiedy uderzyła mnie w policzek.
 Jesteś zwykłą szmatą, Hemmings!
 Nie zapomnij obwieścić tej cudownej informacji światu! W końcu lubisz wywlekać całe swoje i moje prywatne życie do mediów!  zawołałem za nią, gdy ruszyła pędem w stronę drzwi. Zatrzasnęła je za sobą.
                 Wzruszyłem ramionami, a potem podszedłem do drzwi. Zamknąłem je na górny zamek. Wolałem uniknąć tego, że Lorraine mogła tu nieoczekiwanie wrócić. Zaraz po tym, nie wzruszony zakończeniem tego zacnego związku, poszedłem do łazienki, by wziąć gorącą kąpiel. Miałem nadzieję, że dziewczyna naprawdę zniknie z życia Luke'a, a ja dzięki temu zyskam święty spokój. Nie będę musiał o tym myśleć, a moja cała uwaga zostanie skierowana na chłopaków i dalszym planie scalenia muzyków. A o to najbardziej mi chodziło.


Luke

               Rodzice Tary z początku mieli wrócić do siebie po obiedzie. Zostali jednak na dłużej. Byli naprawdę sympatyczni i mili  szczególnie matka dziewczyny. Jej ojciec zaś wypadał na luzaka i dowcipnisia, a ja nie znając go zupełnie, wielokrotnie dałem się nabrać na jego żarty.
              Kiedy ojciec z córką byli pochłonięci grą w szachy, ja i pani Owen siedzieliśmy obok nich na kanapie, rozmawiając. Co chwilę tamta dwójka także wtrącała swoje trzy grosze w tematy, które poruszaliśmy. Matka dziewczyny pytała o pracę i o uczelnię. Chciała też koniecznie wiedzieć, czy z kimś się spotykam, a jak nie, to czy mam kogoś na oku. Szybko zaprzeczyłem, a kobita stwierdziła, że jeśli ja i Tara nie będziemy się w końcu rozglądać za drugimi połówkami, to skończymy jako zniewieściali, starzy ludzie z tuzinem psów zamiast dzieci. Nie wiem, skąd jej się to wzięło, ale obstawiałem, że naoglądała się za dużo telewizji lub naczytała zbyt wiele dziwnych pism. A może miała staroświeckie podejście do związków i całej tej otoczki? Bo kto powiedział, że trzeba brać ślub koniecznie przed trzydziestką?
                Odetchnąłem z ulgą, kiedy Tara zamknęła za swoimi rodzicami drzwi. Oparłem się o blat, przymykając oczy. Przez cały czas musiałem grać i mieć na uwadze to, co mówię i jak mówię. Granie Jacksona zawsze było wyzwaniem. I to dość męczącym, jeśli chciałem być jak najbardziej wiarygodny.
 Przeżyłeś  powiedziała ze śmiechem, podchodząc do mnie.
 Nadal łomocze mi serce ze stresu.
 Bez przesady.
 Naprawdę! Zobacz!
                Szybko odwróciłem się, łapiąc za jej dłoń. Przysunąłem ją bliżej, przykładając do swojej klatki piersiowej, tak by mogła to poczuć. Tara podniosła głowę, skupiając się na moich błękitnych tęczówkach. Gdy przygryzła lekko wargę, wstrzymałem oddech. Dopiero wtedy poczułem jej delikatną skórę, wokół której owijały się moje palce. Jej ręka była przyjemnie ciepła. Dziewczyna uśmiechnęła się.
                 Kiedy doszło do mnie to, że stoję jak pajac, nie spuszczając z niej wzroku, puściłem ją i odwróciłem się. Zmieszany, rozejrzałem się po salonie, szukając punktu zaczepienia, by jak najszybciej przerwać ciszę, która pojawiła się między nami. Nie wiem, czym się tak zdenerwowałem, w końcu tylko złapałem ją za rękę. Nic wielkiego. Może bardziej chodziło o to, że ten kontakt naprawdę mi się podobał i że czułem się z nim dobrze?
 Ty i Jackson często gracie z twoim tatą?  zapytałem, kiedy mój wzrok natrafił na rozłożone szachy.
 Prawie zawsze, jak do nas przyjeżdża. Lubimy to  odpowiedziała, idąc w stronę stołu.
                 Niewiele myśląc, ruszyłem za nią. Dziewczyna usiadła na wolnym krześle. Zrobiłem to samo. Przez chwilę wpatrywała się w czarno-białą szachownicę. Złapałem za jeden z drewnianych, jasnych pionków, obracając go w palcach. U dołu był chudszy, zaś góra przechodziła w owal. Na czubku znajdowała się mała kulka. Jak wspomniałem wcześniej nie znałem reguł, więc nie za bardzo wiedziałem, co dokładnie trzymam w ręku.
 Każde porusza się inaczej?
 Co?  zapytała, lekko marszcząc czoło.
 Każdy pionek porusza się inaczej, tak?
 Dokładnie. Ten, co trzymasz, to tak zwany goniec.
 Goniec?
 Porusza się po liniach ukośnych, tylko na jednym kolorze pól  odpowiedziała, nakreślając jego trasę palcem. – Chcesz nauczyć się grać?
 Nie wiem, czy to opanuję. Szachy zawsze wydawały mi się zbyt skomplikowane.
 To nie jest takie trudne, na jakie wygląda  powiedziała, obdarzając mnie kolejnym uśmiechem. Był on zaraźliwy, więc zaraz odpowiedziałem tym samym.  Jeśli będziesz chciał, to będziemy mogli się w to pobawić.
 Chętnie spróbuję, tylko nie dziś.
 Zmęczony?  Pokiwałem głową.  W takim razie dość myślenia  pociągnęła ze śmiechem, składając grę.  Pochowam to wszystko, by nic się nie pogubiło. Jackson by się wkurzył.
 Lubi je?
 To szachy po jego dziadku.
 Mają swoją historię?  Teraz to ona pokiwała głową.  Świetnie, opowiadaj.
 W sumie to nic nadzwyczajnego. Szachy te zostały ręcznie zrobione przez przyjaciela dziadka Jacksona. Wyrzeźbił je na jego pięćdziesiąte urodziny. Myślę, że to świetny prezent. Szczególnie że dziadek Jacksona naprawdę uwielbiał w nie grać. To on nas uczył. Przed śmiercią przekazał te szachy wnukowi. Jackson jest sentymentalny, a to jest jego największa pamiątka po dziadku.
 Kiedy zmarł?
 Cztery lata temu. Dokładnie dwa tygodnie po swoich sześćdziesiątych urodzinach. Wydawał się być okazem zdrowia, a tu… Wrócił z pracy, zjadł obiad i… Wieczorem Jackson dowiedział się, że miał zawał.  Dziewczyna spojrzała na szachy. Przejechała palcami po jej gładkich, drewnianych brzegach.  Dziadek Jacksona pomagał nam też przy naszym mały hobby, bo chyba tak to mogę określić.
 Hobby?
– Ja i Jackson mamy manię zbierania książek.
                 Uniosłem brwi, patrząc na nią z nieukrywaną ciekawością. Faktycznie w tym domu nie brakowało książek. Były w salonie i w ich pokojach. Różne treści, przeróżne historie. Oboje lubili też czytać, więc nie powinno mnie to dziwić. Odruchowo rozejrzałem się raz jeszcze po pomieszczeniu. Mój wzrok na dłużej zatrzymał się na regale.
 Nie takie książki.
 Nie? A są inne?
 W pewien sposób wyjątkowe dla nas.
 Mów dalej  odparłem, zachęcając ją machnięciem ręki.
 Zbieramy książki z podpisami lub dedykacjami. Jackson zawsze śmieje się, że dzięki temu dajemy im nową pamięć o nich. Mamy swoją małą kolekcję na strychu. Są to głównie stare, a nawet bardzo stare wydania, które znaleźliśmy w antykwariatach czy na aukcjach internetowych. Zdarzają się też nowsze pozycje.
 I każdy ma…
 Jakiś wpis lub choćby zawiera imię i nazwisko wcześniejszego posiadacza. Jackson zawsze lubi wymyślać do tego jakąś historię. Wiesz… W jaki sposób trafiła w czyjeś ręce i jak znalazła się u nas.
 Dużo tego macie?
 Chcesz zobaczyć?
               Szybko przytaknąłem, a potem podniosłem się z miejsca. Tara również wstała. Złapała za szachy, a następnie schowała je do jednej z szafek. Gdy to zrobiła, odwróciła się, posyłając mi kolejny uśmiech. Naprawdę lubiłem, gdy to robiła. Kiwnęła na mnie, kierując się w stronę schodów. Ruszyłem za nią.
               Wspięliśmy się na piętro. Dziewczyna zatrzymała się przy klapie, która prowadziła na strych. Złapałem za zwisający łańcuszek. Pociągnąłem go. Drabina wysunęła się, a my mogliśmy udać się na górę. Najpierw ona, potem ja.
                Tara zapaliła światło. Jak tylko znalazłem się na strychu, od razu namierzyłem trzy zapełnione półki. Bez słowa podszedłem bliżej, dokładnie przyglądając się zawartości. Tak jak wcześniej powiedziała, większość z nich była stara. Pożółkłe okładki i kartki, zagięte rogi. Widać jednak było, że ktoś zadbał o to, by je w jakiś sposób doprowadzić do porządku. Niektóre z nich miały dodatkowe przezroczyste okładki czy były pozaklejane taśmą klejącą.
– Gdy znajdowaliśmy książkę w nieco gorszym stanie, Jackson starał się ją nieco naprawić  pociągnęła Tara, biorąc do ręki jedną z nich. Otworzyła ją na pierwszej stronie.  Ta należała do Ann-Marie DeFranco. Dostała ją na dwudzieste trzecie urodziny od Jamesa. Dokładna data to dwunasty października tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty czwarty rok.
 Duma i uprzedzenie  przeczytałem tytuł, wpatrując się brązową, twardą okładkę.
 Jackson musiał dokleić luźne kartki  dodała, przerzucając pożółkłe strony.  Tę przyniósł nam jego dziadek. O ile dobrze pamiętam, znalazł ją w jakimś antykwariacie.
– Ciekawe hobby  skwitowałem, przyglądając się pozostałym zbiorom.  Oryginalne.
 Z drugiej strony można nas uznać za nudziarzy.
 Bez przesady, to… Naprawdę mi się podoba. Fajnie, że macie wspólne hobby. Coś, co was interesuje.
 A twoje hobby?
– Muzyka.
 To wiedziałam. Myślałam, że jest coś poza tym.
 Ona jest na pierwszym miejscu.
 Ale ona nie sprawia ci już takiej przyjemności, jak kiedyś, prawda?  Powoli odwróciłem się. Tara nie odrywała ode mnie wzroku.  Czy hobby nie powinno dawać satysfakcji i przyjemności?
 Powinno.
 Więc jak to jest z tobą?
 Nadal to uwielbiam tylko… Przez to wszystko, co się działo, ja… Chyba zapomniałem, ile muzyka dawała mi radości. Widziałem to przez pryzmat obowiązku, przymusu i wykonywania poleceń. Zamiast grać z… – Zawahałem się, biorąc głęboki wdech.
 Z serca?
 Właśnie. Robiłem to, bo tak trzeba było. Moje nastawienie było inne niż kiedyś. Zapomniałem, jak to jest ją czuć całym sobą.
 A jak to jest?
 To cholernie zajebiście cudowne uczucie.
 Więc dlaczego pozwoliłeś temu uczuciu zniknąć?
 Chyba…  Oparłem się o regał, skupiając wzrok na jej piwnych tęczówkach.  Chyba zniknęło w tym samym momencie, kiedy zacząłem mieć problemy sam ze sobą. Gdy wszystko pokomplikowało się między mną a chłopakami. Zamiast robić to, co lubiłem, ja zupełnie się od tego odsunąłem. Może w jakiś sposób przestałem też to doceniać, zapominając o tym, jak fantastycznie czułem się, gdy mogłem tworzyć muzykę i pisać piosenki. To dawało mi w jakimś stopniu kontrolę. Mogłem też dać upust emocjom. Przelać na papier to, co czułem.
 Więc wróć do tego, z takim samym pozytywnym nastawieniem, jak wtedy, gdy zaczynałeś. Nadal to w sobie masz. Nadal to kochasz. I to widać i bardzo dobrze słychać, w sposobie, w jakim o tym mówisz.
 Niby jakim?
 Z pasją. Z prawdziwą pasją.  Uśmiechnąłem się szeroko, nie mogąc tego powstrzymać.  Idziemy na dół?
 Obejrzymy jakiś film?
 Pewnie.
 Jest jeszcze popcorn?
 Chyba coś się znajdzie.
 Zaklepuje ten maślany.
 Niech ci będzie.
 Może się nawet z tobą podzielę  odparłem, kiedy skierowaliśmy się w stronę drabiny. 
 Ale mnie spotkał zaszczyt  rzuciła ze śmiechem.  Jestem pod wrażeniem. 


***
Mamy w końcu w tym ff na dłużej Michaela. Jak na razie plan Jacksona się udaje. No i Luke też nie dał plamy i jakoś sobie radzi :)

Na Wattpadzie pojawił się pomysł, by stworzyć ff tylko z Jacksonem w roli głównej - w sumie mam na to pomysł, choć musiałabym nieco pozmieniać tę fabułę, by zrobić drugą część. Bylibyście tym zainteresowani? 

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję za otrzymane komentarze!

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF

4 komentarze:

  1. Brawo Jackson. Coś czuje że między Lukiem a Tarą coś będzie. Rozdział jak zawsze genialny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się spodobał :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Genialny rozdział ❤
    Uwielbiam Cie������������������������������������������������������������������������������������
    Zycze weny i czekam na nexta ��������������������������������������������������������������������

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Bardzo się cieszę, że się podobał :)

      Usuń