czwartek, 30 marca 2017

#04 To nie ma sensu

Luke

             Zabębniłem palcami w miękką, kolorową okładkę jednej z książek. Niedaleko mnie rozwalony na krześle siedział Shawn. Co jakiś czas bujał się na nim, opierając kolana o bok starego stołu. Obaj wsłuchiwaliśmy się w głos Tary, która rozmawiała przez telefon stacjonarny z szefem biblioteki. Mężczyzny dzisiaj nie było w pracy. Mieliśmy więc też jeszcze więcej luzu, niż zwykle. Wyłapując tylko to, co mówiła dziewczyna, wnioskowałem, że zakupiono kolejne pozycje i na dniach możemy spodziewać się, jakieś dostawy.
              Zagryzłem lekko dolną wargę. Modliłem się w duchu, by cały proces przyjmowania na stan nowych książek mnie nie przerósł. Nie do końca jeszcze opanowałem te wszystkie dziwne symbole, litery i cyfry, jakimi musiałem się tu posługiwać, dlatego miałem nadzieję, że niczego nie schrzanię, gdy będę musiał się za to zabrać. Chociaż… Równie dobrze mógłbym zasymulować chorobę i wykręcić się z tego zadania. Z drugiej strony nie chciałem zostawiać ich z tym samych. Wiedziałem jedno  gdy przyjdzie co do czego, będę musiał znów skontaktować się z Jacksonem, by ponownie wytłumaczył mi, co mam robić i jak.
             Rudowłosa odłożyła słuchawkę. Powoli odwróciła się. Oparła się wygodnie na krześle, wlepiając w nas jasno brązowe oczy. Shawn w ogóle nie zareagował. Ja zaś automatycznie się wyprostowałem, jakbym podświadomie czekał na nowe zadania  które z całą pewnością bym na starcie zawalił. Nie ma to jak mieć dobre i pozytywne podejście, prawda? Od jakiegoś czasu czułem unoszącą się nade mną porażkę, więc próbowałem się na to przygotować. O ile jest to w ogóle możliwe.
 Będą nowe książki. Możliwe, że zdążą je przywieźć jeszcze tym tygodniu  zaczęła, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.  Jak widzę jesteś tym wielce zainteresowany, Shawn.
 Puk-puk.
 Spadaj  rzuciła, przekręcając oczami.
             Chłopak zaśmiał się, a następnie spojrzał na mnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Oparłem głowę o dłoń. Zacisnąłem dla odmiany usta, czekając, aż znów się odezwie. Shawn poruszał brwiami.
 Jackson, puk-puk.
 Wal się.
– Jesteście drętwi  skwitował, udając niezadowolenie.  Matko, dzisiaj nic się nie dzieje.
             Zdążył tylko to powiedzieć, a doszedł do nas dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Tara odwróciła się, poprawiając pozycję, w jakiej siedziała. Przysunęła się do komputera, udając zapracowaną. Shawn raptownie wstał, a potem zniknął za półkami. Sam rozważałem ewakuację, ale w porównaniu do niego miałem zdecydowanie gorszy refleks. Podniosłem się jednak, łapiąc za książki, które miałem odłożyć na półki, z jakieś dobrą godzinę temu. Jackson mówił prawdę, że często w bibliotece  a szczególnie przed południem  niewiele się tu dzieje.
 Dzień dobry  powiedziała Tara, uśmiechając się do wchodzącej staruszki.
– Miło was widzieć, dzieciaki  odparła, pocierając pomarszczonymi palcami złote, grube bransolety, które znajdowały się na jej nadgarstkach.
             Szare oczy kobiety zatrzymały się na mnie. Rozpromieniła się jeszcze bardziej. Odpowiedziałem uśmiechem. Chyba trałem na kogoś, kogo Jackson dobrze znał. Babcia? Ciotka? A może był jej pupilkiem? W końcu ponoć chłopak cieszył się sporą sympatią wśród mieszkańców Arlen Town.
             Podszedłem bliżej. Położyłem książki na blacie, który znajdował się obok biurka, przy którym siedziała Tara. Dziewczyna zeskanowała kartę, a ja szybko zerknąłem na ekran, by wiedzieć z kim mam w ogóle do czynienia. Staruszka nazywała się Rachel Bremner. Na swoim koncie miała sporo wypożyczonych książek.
              Ze skórzanej, pudrowo-różowej torby wyciągnęła lekturę, którą chciała zwrócić. Tara przejęła od niej książkę i znów podsunęła ją pod czytnik. System zanotował całą tą nieskomplikowaną operację. Od razu zgarnąłem ją do reszty innych egzemplarzy do odniesienia.
 Chętnie wzięłabym kolejną.
 Jakiś konkretny tytuł?
 Wichrowe wzgórza. Uwielbiam ją. Mogę ją czytać cały czas.
 Jackson, przyniesiesz książkę?
              Drgnąłem w miejscu, słysząc głos Tary. Obie panie spojrzały na mnie pytająco. Byłem pewny, że to widziały. Uśmiechnąłem się, kiwając szybko głową. Następnie odwróciłem się na pięcie i ruszyłem między regały, udając, że wiem co robię. Prawda była taka, że za cholerę nie wiedziałem, gdzie tę książkę znaleźć ani tym bardziej, dokąd powinienem się skierować. Postanowiłem szybko skorzystać z jednego z komputerów, na którym znajdował się e-katalog. Byłem w połowie drogi, kiedy zza alejki wynurzył się Shawn.
 Trzymaj.
 Co?
 Słyszałem, co Rachel chce. Odkładałem ją niedawno  odparł, wciskając mi w ręce powieść.
 Dzięki.
 Niech szybko stąd idzie. Jakoś za nią nie przepadam. Aż tu czuję od niej zapach tych siedmiu kotów, które tak rozpieszcza. Że też nie puściłeś pawia, jak ostatnio pokazywała ci ich zdjęcia. Sam koci mocz.
               Musiałem mocniej zacisnął szczękę, by nie wybuchnąć śmiechem na widok jego zniesmaczonej miny. Shawn skrzywił się, machnął ręką, a potem zniknął za regałem. Faktycznie, stojąc niedaleko niej czułem dziwny zapach, ale… Koci mocz? Jednak po tym, co powiedział chłopak, najwidoczniej Jackson nie miał nic przeciwko. Chyba że był typem osoby, która jest dla ciebie miła bez względu na wszystko. Po szybkim przeanalizowaniu sylwetki mojego sobowtóra, postawiłem na to drugie. Musiał być grzeczny wobec starszych.
               Wróciłem do Tary i Rachel, trzymając w dłoniach książkę, o którą mnie prosiła. Przekazałem ją dziewczynie, która zeskanowała kod z tylnej okładki. Następnie z uśmiechem położyła ją na blacie biurka łącznie z kartą biblioteczną.
 Miłego dnia, dzieciaki.
 Miłego dnia.
 Miłego dnia, pani Bremner  odpowiedziałem, chcąc zabłysnąć.
               Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona. Uniosła brwi, a potem cmoknęła pod nosem. Chyba coś mi nie wyszło. Ale co ja zrobiłem nie tak? Co jej nie pasuje? Kątem oka zauważyłem, jak policzki Tary zrobiły się lekko zaczerwienione. Z początku zastanawiałem się, co jej się stało. Dopiero po chwili doszło do mnie to, że moja rudowłosa podstawiona przyjaciółka próbuje nie udusić się ze śmiechu.
 Dobrze słyszałam?  odezwała się ponownie kobieta.
 Ja pierdolę, chcę do domu  pomyślałem, gdy jej szare oczy zmierzyły mnie od góry do dołu.  Ja… – zacząłem, ale Rachel szybko mi przerwała.
 Panno Bremner. Już kiedyś o tym mówiliśmy. Panno Bremner.
 Proszę mi wybaczyć, panno Bremner  odparłem, siląc się, by posłać swój najlepszy uśmiech. Pokiwała głową, jakby czekała na ciąg dalszy tego, co powinienem powiedzieć. Kurwa, jest tu jakaś instrukcja, co i jak mówić do klientów?  Miłego dnia, panno Bremner  poprawiłem się.
 Cudownie. Miłego dnia, kochanieńki  zaświergotała, cała rozpromieniona.
                Odwróciła się i ruszyła do wyjścia. Ciężki stukot jej niewielkich obcasów odbijał się od ścian, gdy kierowała się w stronę drzwi. Po chwili zniknęła za nimi, a my znów zostaliśmy w bibliotece sami.
              Niekontrolowanie jęknąłem pod nosem, opierając się o pobliski regał. Przeczesałem palcami blond włosy. Zerknąłem na Tarę, która teraz dla odmiany chichotała pod nosem, jakby miała z pięć lat. No, góra osiem. Jej tęczówki ani na moment nie odrywały się od mojej pełnej zażenowania twarzy.
 Jakie to było przesłodkie  powiedziała, poruszając brwiami.  Proszę mi wybaczyć, panno Bremner  pociągnęła, udając mnie.
 Bardzo śmieszne  rzuciłem, ale mimo wszystko uśmiechnąłem się.


Jackson

               Musiałem to przyznać, że łóżko Hemmingsa było jedno z wygodniejszych, na jakich kiedykolwiek spałem. Nic dziwnego, że nie chciało mi się podnosić swoich zacnych czterech liter z materaca. Najchętniej przeleżał bym w nim cały dzień, co jakiś czas zakopując się pod pościelą, by uciąć sobie krótkie drzemki. Żyć nie umierać. Z drugiej jednak strony nie mogłem marnować cennego czasu, który ciągle mi ubywał. Miałem dwie misje do wykonania. Podjąłem się zadań i chciałem spróbować je sfinalizować. Zgoda chłopaków i ocieplenie wizerunku gitarzysty w oczach fanów. Dwa priorytety. Oczywiście, w tych planach było też wplątanie zobaczenie Los Angeles. Czułem się pod tym względem, jak tajny agent z filmu akcji, który musi uratować świat.
               Skrzywiłem się, a z moich ust wydobyła się wiązanka przekleństw, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Było przed południem, a dokładniej dochodziła jedenasta, więc nie rozumiałem, kto zakłóca mi spokój o tak wczesnej porze. Tak… Byłem jednym z tych ludzi, dla których to nadal było rano.
               Niechętnie zwlokłem się z łóżka, ówcześnie wyczołgując się spod ciepłej i mięciutkiej kołdry. Chcę to łóżko w Arlen Town. Może Luke da się namówić na to, bym mógł je zabrać ze sobą? Nie, to raczej mało prawdopodobne. Obciągnąłem szarą koszulkę, a także poprawiłem czarne spodenki, w których spałem i ruszyłem na korytarz. Dzwonek rozległ się po raz kolejny, kiedy kierowałem się w stronę drzwi wejściowych. Niewiele myśląc otworzyłem je. Wtedy niemalże zdębiałem.
               Przede mną stała Lorraine. Lorraine w całej swojej okazałości, łącznie z niezadowoloną, acz pewną siebie miną. Prychnęła pod nosem, mierząc mnie wzrokiem. Następnie nie czekając, na jakąkolwiek reakcję z mojej strony, weszła do środka. Czarna torebka, którą miała przewieszoną przez ramię, zakołysała się, gdy jej obcasy głośno uderzały w czysty parkiet.
 Dlaczego nie powiedziałeś, że już jesteś?
 A miałem?
 Nie rób z siebie większego kretyna, niż jesteś  warknęła, odwracając się.  Gdzie ty masz do cholery kolczyk?
               O tym nie pomyślałem. Zupełnie zapomniałem go założyć, idąc otworzyć drzwi. Ale nie sądziłem, że zastanę za nimi kogoś z bliższego otoczenia Hemmingsa. Musiałem jakoś zamaskować tę sytuację i udać, że jest w porządku. Wzruszyłem więc teatralnie ramionami, a następnie skrzyżowałem dłonie na klatce piersiowej, skupiając wzrok na jej ciemno brązowych tęczówkach.
 Musiałem go ściągnąć  zacząłem, a blondynka uniosła brwi.
 Ściągnąć?
 Nie chciałem zahaczyć Michaela  odparłem neutralnym tonem.
              Jej oczy zrobiły się wielkości spodków. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju, jakby Clifford miał pojawić się tuż przed jej zrobionym nosem. W tym momencie miałem ochotę ryknąć zadowolonym z siebie śmiechem, ale się powstrzymałem. Skoro Luke miał ją gdzieś, to ja chciałem zrobić wszystko, by Lorraine odczepiła się ode mnie na czas mojego pobytu w Los Angeles.
– Zahaczyć? O czym ty pieprzysz?
 No, wiesz… Muke AF.
 Nie zaczynaj z tym pedalskim gównem – mruknęła, a potem podeszła do kanapy.
                Kiedy jeszcze stała odwrócona do mnie plecami, nie mogłem się powstrzymać i wytknąłem w jej stronę język. Dziecięce zachowanie, ale nie mogłem się powstrzymać. Usiadła na sofie i znów skupiła się na mnie. Tym razem jednak na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, który odrobinę złagodził cały jej wredny wizerunek.
              Tak, uważałem, że Lorraine była wredna. A nawet gorzej. Tak, wyrobiłem sobie o niej takie zdanie, nawet nie znając jej osobiście. Jednak byłem człowiekiem, jak każdy inny, więc oceniałem wszystko, co mnie otacza i miałem do tego takie samo prawo, jak wszyscy obywatele tej zacnej planety. Moja opinia bazowała na tym, w jaki sposób prezentowała się w mediach. Co mówiła, co pisała i to, jak zachowywała się na filmikach, które krążyły po sieci. A to wszystko skutecznie mnie od niej odpychało. I nie tylko mnie, bo większa część fanów 5 Seconds of Summer od niej stroniła. Nie podobało mi się to, w jaki sposób odzywa się do osób, które nie miały takiego statusu, jak ona. Które nie bywały na salonach ani w tym drugim, bogatszym świecie. Inaczej zachowywała się wobec swoich zwolenników, którzy się nią zachwycali. Wtedy była, niczym słodziutka, przyjemna, nieszkodliwa panna.
               Lorraine była modelką. Już wcześniej próbowała swoich sił w tej dziedzinie, ale jej kariera nabrała większego tempa, gdy zaczęła umawiać się z Hemmingsem. Media i paparazzi zrobili swoje. Zaczęła bywać na ważnych imprezach i wydarzeniach. Coraz częściej brano ją na wybiegi i do sesji zdjęciowych.
               Dziewczyna też nie bała się mówić wprost o tym, że czuje się piękna. Często podkreślała, jak bardzo jest zadowolona, że natura obdarzyła ją takim niesamowicie idealnym ciałem czy też twarzą. Często podkreślała to, że jest na tyle zadowolona ze swojego wyglądu, że nie zmieniłaby niczego. Dodatkowo zaznaczała, że nie rozumie, po co ludzie zaczynają ingerować chirurgicznie w swoje ciało, bez naprawdę dużej potrzeby. Najlepsze w tym wszystkim było to, że Lorraine kiedyś wygadała się, że sama ma za sobą kilka zabiegów. Dokładnie trzy. Ich owocem były mocno napompowane i przesadnie powiększone usta, duży biust, który eksponowała dużymi dekoltami oraz idealnie prosty, zadarty nos. Nic dziwnego, że hejterzy szybko to podłapali, by żartować z tego na każdym kroku. Z góry zakładałem, że była w sobie zakochana.
               Byłem też pewny, że dziewczyna ma w sobie trochę ogłady i podchodzi do Hemmingsa w miarę normalny sposób, jak na partnerkę przystało. Po tym, czego zdążyłem już doświadczyć, szybko zmieniłem zdanie. Luke raczej był w pewien sposób przez nią zdominowany. Jakby nie miał w tym pseudo związku – który w dużej mierze opierał się, tylko na wzajemnych korzyściach i rozgłosie  zbyt wiele do gadania. Czy mogła go przytłoczyć na tyle, by zaczął być taki, jaki był? A może za szybko zwaliłem większą część winy na nią? Być może takie podejście mu odpowiadało? A może miał to gdzieś i robił tylko to, co musiał? Miałem coraz to więcej pytań.
              Ja jednak nie byłem Lukiem. Nie zamierzałem też tolerować tego typu odzywek. Teraz tym bardziej chciałem, by ta wizyta zakończyła się, jak najszybciej. Miałem nadzieję, że skutecznie się jej pozbędę. Aby bardziej podkreślić moje niezadowolenie, ponowie skrzyżowałem dłonie na klatce piersiowej i wyprostowałem się. Podszedłem bliżej, zerkając na nią z niesmakiem.
 Streszczaj się, bo jestem zajęty.
 Niby czym? Faktycznie ten przygłup Clifford tu jest? Znów zaczęliście ze sobą rozmawiać?
– Nie twój interes.
 Mniejsza z tym  odparła, machając ręką. Jej bardzo długie paznokcie w kolorze neonowej zieleni, sprawiły, że miałem przed oczami smugę jasnego koloru. Aż przez chwilę dostałem oczopląsu.  Może pójdziemy razem na zakupy?
 Zakupy? Nie dzięki.
 W piątek mam pokaz. Musisz tam być. Nasze zdjęcia znów trafią do sieci. Po wkurwiamy te twoje faneczki od siedmiu boleści.
 Co one ci takiego zrobiły?
 Są irytujące i tyle. Od samego początku mnie nie lubiły, a ja ich.
 A wiesz dlaczego?
– Nic nie zrobiłam.
 Kiedy jedna z nich od tak zapytała, czy jesteśmy parą, ty kazałaś jej nie wpieprzać się  i to dosłownie  w nasze sprawy, a potem wyzwałaś ją od małych grubasów. Dodałaś też, że nigdy nie znajdzie sobie faceta z takim wyglądem, więc powinna się za siebie wziąć, póki nie jest dla niej za późno. Ona miała może z piętnaście lat. To jeszcze jakby nie patrzeć dziecko.
 I co związku z tym?
 Nie uważasz, że to stanowczo za ostro? Skoro nie podobało ci się pytanie, trzeba było je zignorować i w ogóle nie reagować. Zresztą, one i tak już wiedziały, że jesteśmy razem, bo porzucałaś do sieci nasze zdjęcia. Więc sama dałaś im dostęp do naszej prywatnej sfery.
 Jesteś moim chłopakiem, więc mogę wrzucać takie fotki.
 Ale jestem też osobą publiczną, a co za tym idzie, ludzie się tym bardziej interesują, niż tylko grono znajomych. I wiedz, że moje zdjęcia, kiedy jestem w samej tylko bieliźnie, wcale nie musiały trafić do internetu.
 Dalej się o to wkurzasz?
 To nie ma sensu  skwitowałem, bo cała ta wymiana zdań, była dla mnie męcząca. Niech ona już sobie pójdzie.
 Co się z tobą ostatnio dzieje? Ciągle się o coś wkurwiasz i wiecznie się mnie czepiasz!
 Mam dość.
 Nagle zaczęłam ci przeszkadzać? Chyba od tej trasy padło ci na mózg, Luke!  Podniosła się z kanapy i podeszła do mnie.  Albo to oni zaczęli się mieszać i nastawiać cię przeciwko mnie.
 Kto?
 Twoi parszywi kumple z zespołu.
 Bez nich nie byłbym tu, gdzie jestem.
 Bez nich byłoby lepiej. Solowa kariera jest dla ciebie. Nie musiałbyś się tym wszystkim się z nimi dzielić.
 Ty chyba masz nierówno pod tą tlenioną kopułą!
 Pogadamy kiedy indziej. Może poprzestawia ci się w głowie.  Zmarszczyła nos.  Masz być na pokazie.
                Uśmiechnąłem się do niej, jednocześnie zmniejszając odległość między nami. Dziewczyna dokładnie śledziła każdy mój ruch. Podniosła wzrok, by spojrzeć w moje błękitne tęczówki. Zaśmiałem się pod nosem, a na jej twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
 Nie.
 Co?!
 Nie ma mowy. Nigdzie nie idę.
 Ale…
 Nie i już. Mam inne rzeczy na głowie, niż pokaz mody. Zresztą, nawet tego nie lubię. To jest nudne.
 Popieprzyło cię!
               Warknęła jeszcze pod nosem, a potem ruszyła szybko w stronę wyjścia. Wyskoczyła z mieszkania, trzaskając mocno drzwiami. Chyba ją zdenerwowałem. Zacisnąłem usta, a potem znów zaśmiałem się. Nie powinienem się z tego cieszyć, ale miałem wewnętrzną mega wielką satysfakcje z tego, że utarłem jej nosa. Wzruszyłem ramionami, a następnie drapiąc się po nodze, ruszyłem w stronę sypialni.


Tara

              Wychyliłam się odrobinę zza regału, by spojrzeć na blondyna, który nachylał się nad wózkiem. Na nim znajdowały się książki, które on próbował, w jakiś sposób posegregować. Nie do końca wiedziałam, co takiego chce zrobić, ale to był Jackson.
 Co robisz?
 Kurwa, Shawn  syknęłam, kiedy przyjaciel zachichotał pod nosem.
             Trzepnęłam go dla zasady w ramię, by więcej tego nie robił. Ale i tak zrobi. Miał z tego dziwą radochę, kiedy wyskakiwał zza półek na mnie lub na Jacksona. Sprawiało mu to frajdę, gdy straszył innych. Taki typ i tyle. Teraz zaciskał dłoń na ustach, by nie zakłócać ciszy, jaka panować miała w bibliotece. Nie byliśmy sami.
 Na co patrzysz?  pociągnął, kiedy się uspokoił. Wychylił się, by zerknąć na blondyna.  Podglądasz go?
 Ja po prostu… Nie wiem, coś jest z nim nie tak.
 Nie zaczynaj znowu.
 Mówię ci  odparłam, powstrzymując się, by nie zacząć tupać nogą. Miała być cisza, więc musiałam się do tego podporządkować.  Jackson jest ostatnio, jakiś dziwny. Myślę, że ma problem, o którym nie chce mi powiedzieć.
– Jackson mówi ci wszystko.
 No, właśnie  mruknąłem, przekręcając oczami.  Cholernie się o niego martwię.
 Tara, wyluzuj. Nic mu nie będzie. Może chce się zmierzyć z tym sam? Albo jak zwykle zrobił coś obciachowego i nie chce byśmy wiedzieli. Jackson robi dużo głupich rzeczy. To chodząca definicja głupoty.
 Zawsze mówił, że to jego klon Hemmings jest chodzącą definicją głupoty, za to, co zaczął odwalać.
 Wyglądają identycznie, więc nie zdziwiłoby mnie to, gdyby mieli podobny poziom inteligencji. Gdzieś w skali dziesięć na dwieście.
 Shawn  odparłam ze śmiechem. Tym razem to ja musiałam zakryć usta dłonią, by nie słyszała mnie cała biblioteka.  Nie bądź wredny.
 Wredny jest Jackson. Ja jestem ten fajniejszy. Przestań się martwić. Nic mu nie jest. A w razie gdyby było inaczej, jesteśmy tu też po to, by wyciągnąć nawzajem swoje tyłki z kłopotów.
 Niezłe z nas trio.
 Oj, tak  powiedział z uśmiechem.  A teraz do roboty  rzucił, klepiąc mnie po plecach.


Jackson

              Uniosłem brwi, widząc wpis dodany na Twittera przez Lorraine. Pojawił się, jakiś czas po tym, jak wyszła z mieszkania. Mówił jasno, że faceci to dupki, którzy myślą tylko o sobie. Oczywiście tweet nie został niezauważony. Ludzie szybko podali go dalej, a dziewczyna zyskała kolejną falę hejtu ze strony zwolenników 5 Seconds of Summer, które w głównej mierze pisały o tym, że to ona jest osobą, która zawsze myśli o sobie. Jej fanki pytały zaś, co też takie znów zrobił Hemmings i wyzywały drużynę przeciwną. Wszystko to zataczało piękne koło, co dało kolejną głośną akcję, w którą wmieszany został blondyn. Bosko.
              Postanowiłem jednak nie zostawiać bierny. Musiałem coś zrobić, by odciągnąć uwagę fanów od głupiej Lorraine, która w swoich nowych tweetach zamieszczonych klika minut temu, stwierdziła, że nikt jej nie rozumie. Dodała też, że idiotki z drużyny 5 Seconds of Summer znów ingerują w jej prywatne życie. A pomysł był banalnie prosty i jednocześnie skuteczny.
              Założyłem blondynowi Snapchata. Szybko dodałem o tym informacje na swoim profilu, podając dokładną nazwę konta. Wrzuciłem kilka spontanicznych snapów, które błyskawicznie zaczęły pojawiać się też na Twittrze. Dołożyłem do tego krótki filmik, w którym to pozdrawiam fanów zespołu i życzę im udanego dnia. W sieci zawrzało i większość osób skupiła się na tej nowości. Miły i przyjazny Luke wracał do gry. Temat Lorraine ucichł tak szybko, jak się pojawił.

@Luke5SOS Dziękuję Wam za to, że byliście i jesteście z nami. Że wspieraliście nas przez całą trasę!

@Luke5SOS Moja facjata pozostawia dzisiaj wiele do życzenia, więc nie przestraszcie się otwierając snapy!

            Do pierwszego tweeta dorzuciłem także zdjęcie z trasy, które było robione w Irlandii. A przynajmniej tak wnioskowałem po nazwie folderu, w którym je znalazłem. Luke wcześniej tego nie zrobił, choć na kontach chłopaków już dawno pojawiły się oficjalne podziękowania dla ludzi, dzięki którym mogli robić to, co kochają. Nie mogłem być do tyłu i postanowiłem to przy okazji nadrobić.
             Odstawiłem laptopa na stolik. Położyłem się, padając na poduszki. Wlepiłem oczy w biały sufit, zastanawiając się, co robić dalej. Kiedy chciałem wrócić do Twittera i wejść, w jakąś interakcję z fanami 5 Second  of Summer, przypomniałem sobie o drugiej stronie konfliktu. Mianowicie o chłopakach z zespołu. Dlaczego nie zacząć naprawiać i tego?
              Raptownie wychyliłem się, a następnie złapałem za komórkę. Wszedłem w kontakty. Pospiesznie zacząłem przesuwać palcem po ekranie, odnajdując te numery, o które mi chodziło. Próbowałem skupić się na jednym z nich, ale nie miałem pewności, który z kumpli Luke'a będzie miał ochotę w ogóle ze mną porozmawiać. Michael wyglądał na najbardziej wycofanego, więc postanowiłem dać mu więcej spokoju. Irwin przez większość drogi do Los Angeles wyglądał tak, jakby miał olbrzymią ochotę wyrzucić mnie z tour busa. Calum dla odmiany chętnie obiłby mi pysk. Nie ma co… Wybór przeogromny. W końcu jednak postawiłem na basistę, mając nadzieję, że Hood zechce współpracować. Nacisnąłem zieloną słuchawkę, a następnie przystawiłem telefon do ucha.
 Czego chcesz?  Calum odebrał po drugim sygnale. Jego ton… Nie zapowiadał milusiej rozmowy.
 Pomyślałem, że może…
 Wiesz co, Hemmings? Pierdol się. Poza pracą nie chcę mieć nic wspólnego z tobą, twoją suczowatą panną i tymi nowymi znajomymi, z którymi tak uwielbiasz obcować. Odpieprz się.  I rozłączył się.
 Okej… To się nazywa wkurwić kogoś samym swoim istnieniem  odparłem, wpatrując się w komórkę.
              Nie byłby jednak sobą, gdybym nie spróbował ponowie. Po chwili znów przyciskałem telefon do ucha, ale Hood nie raczył odebrać. Wykonałem połączenie jeszcze raz, ale przy tej próbie chłopak ewidentnie sam mnie rozłączył.
             Popukałem się palcami po policzku. Zerknąłem raz jeszcze na telefon. Wykręciłem tym razem numer do Ashtona, ale on nie odebrał ani razu. Napisałem do niego sms-a z prośbą o kontakt, chociaż łudziłem się, że w ogóle odpowie. Luke najwidoczniej mocno sobie u nich nagrabił. I to do tego stopnia, że jego dawni przyjaciele zupełnie nie chcieli z nim obcować. Odcinali się od blondyna, jawnie okazując niechęć.
             Wziąłem głębszy wdech, a następnie podniosłem się z kanapy. Wsunąłem na nogi pierwsze lepsze buty. Nawet nie biorąc kluczy, wypadłem na korytarz. Nadal w ręku ściskałem telefon komórkowy. Szybkim korkiem ruszyłem w stronę windy. Odczekałem chwilę, a następnie wszedłem do jej wnętrza. Zjechałem na dół, a potem doskoczyłem do okienka ochrony.
 Luke? Coś się stało?
 Cześć, James  rzuciłem do mężczyzny, którego poznałem, jak tylko zjawiłem się w tym budynku. To on pomógł mi z bagażami.  Mogę skorzystać z twojego telefonu?
 Może być stacjonarny?  zapytał, wskazując palcem na duże urządzenie.
 Szef nie będzie miał nic przeciwko?
 Nie.
 To chętnie  odparłem z uśmiechem.
              James otworzył drzwi, a ja wszedłem do pomieszczenia. Dopiero teraz zauważyłem rząd monitorów, które pokazywały obrazy z kamer na zewnątrz, jak tych z wewnątrz bloku. Kiwnąłem mu w podziękowaniu raz jeszcze głową, a następnie złapałem za słuchawkę. Przetrzymałem ją policzkiem, dociskając ją do ramienia. Raz jeszcze odszukałem w komórce numer do Hooda, by potem przenieść go do telefonu stacjonarnego. Wystukałem rząd cyfr. Usłyszałem jeden sygnał, a potem kolejny.
 Tak, słucham?
 Błagam cię posłuchaj mnie przez chwilę…
 Spieprzaj  wysyczał i znów się rozłączył.
 Uparty dupek  wymamrotałem pod nosem, odkładając słuchawkę na miejsce. James uniósł brwi, obserwując mnie. Na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech.
 Może ja mogę ci, w jakiś sposób pomóc?
 Nie, dziękuję. Z tym muszę poradzić sobie sam  odpowiedziałem, wychodząc z pokoju. – Dzięki za użyczenie telefonu.
 Nie ma sprawy.
             Machnąłem mu na odchodnym, a następnie ruszyłem znowu w stronę windy. Zazgrzytałem zębami. Nie tak miało być. Hood miał po tej próbie się przełamać i w końcu pozwolić mi mówić. Chciałem urobić go na tyle, by zgodził się na spotkanie twarzą w twarz. Ale nic z tego. Calum okazał się być cholernie nieugięty i uparty. Jak oni wszyscy będą prezentować taką postawę, to te zadanie będzie cholernie trudne.



***
Znowu mamy odrobinę więcej Jacksona. Przyznam się, że całkiem dobrze pisze mi się z jego perspektywy XD Ale Luke też w końcu będzie miał więcej momentów. Na razie nasz klon numer jeden ma do urobienia trójkę innych chłopaków, więc bawi się w przyczajonego agenta XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję również za komentarze, a szczególnie te, które tak mocno motywują mnie do dalszego pisania! :)

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF



2 komentarze:

  1. Nie no jest świetny śmiałam się jak jakaś nie normalna to telefonu jak to czytałam. Trzymam kciuki za Luka i Jacksona

    OdpowiedzUsuń