wtorek, 28 lutego 2017

#02 Coś ty zrobił?

Luke

               Tej nocy nie spałem za dobrze. Z pewnością było to spowodowane całkiem nowym miejscem, w którym się znalazłem, a także emocjami, jakie się we mnie kumulowały. Dopiero kiedy wokół mnie zrobiło się ciemno i cicho, zacząłem myśleć nad tym, do czego doprowadziłem. Na jaki plan wpadłem, wciągając w to Jacksona. W męskiej toalecie czy na parkingu wszystko wydawało się być takie łatwe i proste. Nieznajomy chłopak, który przystał na zamianę, wywoływał we mnie dość pozytywne odczucia. Mimo tego, że go nie znałem, miał w sobie coś takiego, że nie trudno było szybko go polubić. A ja naprawdę nie chciałem zniszczyć mu życia. Leżąc w jego łóżku, mając w dłoni jego telefon, postanowiłem, że zrobię wszystko, aby tak nie było. Abym nie zburzył tego, do czego doszedł i co zbudował.
                Nie wiedziałem, co ze sobą robić. Kręciłem się na materacu, nie przyzwyczajony do takiej ciszy. Nawet zza okna nie dochodziły do mnie żadne dźwięki, jakby całe Arlen Town pogrążyło się w głębokim śnie. Różniło się to od zgiełku tych olbrzymich miast, w jakich bywałem. Tam, jakby ciągle kręciło się życie, bez względu na to, która jest godzina.
               W końcu postanowiłem przyszykować się do nowej roli, jaką przyszło mi grać. Zdecydowałem, że skoro nie mogę zasnąć, to pogrzebie w telefonie Jacksona. Wcześniej wspominał, że ma tam trochę zdjęć i filmów, na których mogę się wzorować, by być taki, jak on.                Z biurka zabrałem czarne słuchawki. Starałem się nie robić hałasu, by nie obudzić dziewczyny, która spała w pokoju obok. Podłączyłem je do telefonu, a następnie wszedłem w galerię. Zrobiłem wielkie oczy  faktycznie było tego sporo. Zacząłem po kolei przeglądać krótkie filmiki, na których był sam lub z przyjaciółmi. Wnioskowałem, że uśmiechnięty chłopak, który często pojawiał się obok niego na nagraniach musiał być jego najlepszym kumplem Shawnem, o którym opowiadał. Odtwarzałem te filmiki po kilka razy, wsłuchując się dokładnie w to, jak mówi i co mówi. W jaki sposób się porusza, jak gestykuluje i robi miny. Powtarzałem to za nim, cicho szepcząc pod nosem. Liczyłem na to, że nie zawalę. Że uda mi się odwzorować Jacksona, choć domyślałem się, że nie będzie to możliwe w stu procentach. Chłopak emanował pewnością siebie, był zabawny i ciągle uśmiechnięty. A przynajmniej dla mnie na takiego wyglądał. W końcu mój mózg zmęczył się na tyle, że usnąłem w słuchawkach w połowie jednego z ostatnich filmików.
                 Przez to wszystko, co się działo, zapomniałem nastawić budzika. Jednak nie był mi potrzebny. Tak jak mówił Jackson, Tara idealnie sprawdzała się w tej roli. Nerwowo podskoczyłem na łóżku, kiedy rudowłosa wparowała do pokoju. Poczułem, jak szczypią mnie oczy. Czułem też pod nimi tak zwany piach, jakbym zarwał nie jedną, a kilka nocy.
 Tyłek z wyra, łosiu!
 Już…
 Teraz!  krzyknęła rozbawiona, a następnie coś miękkiego trzepnęło mnie w plecy.  Trzeba było się nie włóczyć do późna i iść spać o normalnej porze, to by problemu nie było. Wstawaj albo zrzucę cię z łóżka!
                   I już jej nie było. Odwróciłem się na plecy. Przetarłem dłońmi zaspaną twarz. Spojrzałem w bok. Dopiero teraz zobaczyłem, czym oberwałem. Tara, jako pocisku użyła jednej z poduszek. Była w niebiesko-białą kratę i domyśliłem się, że pochodzi z jej pokoju.
 Wstałeś?!  Usłyszałem jej głos z korytarza.
 Tak!
 Kłamiesz!  
 Damski terrorysta  wymamrotałem cicho pod nosem.
– Słyszałam to, ty cholerny dupku!
                  Mimo tego zaśmiałem się, podnosząc w końcu swoje zwłoki z materaca. Tara przypominała mi odrobinę Caluma, który lubił się przedrzeźniać i droczyć. Dokuczał ci mając rozbawioną minę, a jego słów nie można było traktować poważnie. Zresztą, każdy z nas czasami czepiał się drugiego, by go trochę podenerwować, a potem śmiać się z tego, co się powiedziało lub zrobiło. Co prawda, odkąd znalazłem się na czarnej liście, takie zabawy między mną a nimi zniknęły zupełnie.
                Przeciągnąłem się, czując, że będę potrzebował do normalnego funkcjonowania większej dawki kofeiny. Lub ewentualnie kilku porządnych dodatkowych drzemek. Podszedłem do biurka. Wczoraj w pierwszej szufladzie ukryłem kartkę, którą spisałem w samochodzie. Wyciągnąłem ją, przejeżdżając szybko wzrokiem po swoim niestarannym piśmie. Odczytałem raz jeszcze wszystkie informacje, aby mieć pewność, że o niczym nie zapomniałem. Lista ta jednak tak wbiła mi się do głowy, że nie musiałem w ogóle tego robić.
 Robię śniadanie, więc się pospiesz.
               Podskoczyłem w miejscu, kiedy Tara ponownie pojawiła się w progu. Odwróciłem się. Była już kompletnie ubrana i wyszykowana. O której ona musiała wstać? Dziewczyna zmarszczyła lekko nos. Jak gdyby nigdy nic, wsunąłem listę z powrotem do szuflady. Nie chciałem, by wzięła to za coś ważnego.
 Jasne, już idę.
 Wszystko w porządku?
 Nie wyspałem się.
 Też mi nowość  odparła, a następnie zniknęła mi z oczu.
               Usłyszałem jej kroki na korytarzu, a potem na schodach, co upewniło mnie w tym, że dziewczyna zeszła na dół. Podszedłem do okna. Odsłoniłem lekko firankę. Dopiero teraz przy świetle dziennym mogłem zobaczyć okolicę. Dom miał całkiem duży ogródek. W rogu stała drewutnia, a pod drugiej stronie dwie ciężkie ławy ze stołem. Był też murowany grill. Podniosłem wzrok, by spojrzeć na to, co znajduje się poza ogrodzeniem. A były tam zielone, zarośnięte pola i trochę krzewów. Gdzieś na samym końcu dostrzegłem kolejne budynki i ciemniejszą stronę lasu. Dom Tary, który odziedziczyła po zmarłej babci, faktyczne mieścił się na obrzeżach Arlen Town.
               Nie chcąc wystawiać cierpliwości dziewczyny na próbę  w sumie sam nie zamierzałem spóźnić się do pracy  podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej czyste ubrania, a następnie skierowałem się do łazienki, by doprowadzić się, do jakiegoś w miarę normalnego stanu. Szybki prysznic powinien też dodać mi odrobinę więcej energii.
              Kiedy szykowałem się do wyjścia, moje myśli poszybowały w stronę Jacksona i tego, jak on sobie radzi będąc mną. Byłem pewny, że na razie nie ma problemów. Chłopaki z nim nie rozmawiali. Pewnie nadal byli w tour busie, zmierzając do Los Angeles. Domyślałem się, że dopiero po dotarciu na miejsce, chłopak będzie mógł odrobinę zaszaleć i zrelaksować się. Choć prosiłem go o radę odnośnie przyjaciół, wątpiłem by chciał zrobić coś w tej kwestii. W końcu przecież nie był to jego biznes. A może będzie inaczej? Może podejmie się tego niełatwego zadania? Poczułem gorzki smak poczucia winy, że wepchnąłem go, w jakiś sposób do tego dramatu, sam tchórząc. Posunąłem się do wykorzystania Jacksona, bo sam nie miałem na tyle odwagi, by wszystko naprawić. Prawda jednak była taka, że dopiero po słowach nieznajomego chłopaka doszło do mnie to, co się dzieje. Jaki byłem. Jaki się stałem. A ja… Nie chciałem już więcej być tą dziwną wersją siebie.
                 Spojrzałem w lustro. Podsunąłem pod nos telefon. Jackson zaczesywał włosy na prawą stronę. W sumie ja też czasami tak robiłem, więc nie było to nazbyt trudne. Starannie ogoliłem się, bo chłopak nie nosił zarostu. Kiedy byłem gotowy, po raz ostatni spojrzałem w lustro. Teraz nie byłem Lukiem. Teraz stałem się Jacksonem. Musiałem chodzić, jak on, zachowywać się, jak on i mówić, jak on  nie zapominając o odpowiednim akcencie, który dzięki wielokrotnym wygłupom z chłopakami i czasie spędzonym w Ameryce, umiałem nieźle odwzorować  być dosłownie taki, jak on.
 Jackson!
 Idę!
                 Wziąłem głębszy wdech, starając się uspokoić. W końcu nie mogę okazywać przesadnego zdenerwowania. Jestem u siebie. Idę do swojej pracy, w towarzystwie swoich przyjaciół. Matko… Oby to było proste i nieskomplikowane. Jak ja poradzę sobie w robocie, o której nie mam pojęcia? Te wszystkie myśli zaczęły krążyć mi się pogłowie, a zniknęły, gdy pojawiłem się w kuchni.
                Dziewczyna uśmiechnęła się  a miała naprawdę ładny i miły uśmiech. Zauważyłem, że ona już zdążyła dorwać się do swojego śniadania, kończąc jeść jedną z kanapek. Usiadłem na krześle, przysuwając się bliżej stołu. Talerz i parujący kubek z kawą stał tuż przede mną. Tara nie odrywała ode mnie wzroku. Przez to poczułem się, jak na jakimś przesłuchaniu. A co, jeśli ona wie?
 Co ty tu masz?
                 Zanim zdążyłem zareagować, chwyciła moją brodę między dwa palce. Upuściłem kanapkę, która spadła z powrotem na talerz. Z jej wierzchu z sunął się plaster pomidora. Tara przysunęła się jeszcze bliżej, a ja wyczułem kwiatowy zapach jej perfum. Jasno brązowe oczy lekko się powiększyły.
 Coś ty zrobił?
 Co?
 Znowu nosiłeś ten kolczyk?
 Kurwa  pomyślałem, zapominając o dziurce przy wardze, która była pozostałością po prawdziwym kolczyku.
 Ja...
 O mój Boże, czy ty znowu wpadłeś na pomysł, by samemu sobie zrobić kolczyk w wardze?!
 Ja tylko…
– Powaliło cię!  syknęła, a następnie zdzieliła mnie przez plecy ścierką, którą miała w dłoni. Moje oczy zrobiły się wielkości spodków, kiedy spojrzałem na nią ze strachem.  Myślałam, że wybiłeś sobie ten durny pomysł z głowy. Ty chyba nigdy się nie zmienisz.
 Może to sprawia, że jestem taki mega świetny  wymamrotałem, licząc na to, że coś podobnego powiedziałby Jackson.
 Ty i te twoje przerośnięte ego.
 Uwielbiasz mnie.
 Nie zmienia to faktu, że zachowujesz się, jak pięciolatek.
 Uwielbiasz mnie.
                Dziewczyna przekręciła oczami, ale zaraz zaśmiała się cicho. Odwróciła się w stronę blatu, krzątając się przy nim. Wypuściłem z ust cicho powietrze. Kryzys zażegnany. Oby obeszło się bez takich nagłych i zaskakujących akcji.

                Tara dokładnie pilnowała czasu, na który ja też próbowałem zwracać uwagę, ale nie z przesadą. Miałem być luzakiem, który nie przejmuje się takimi rzeczami. Dlatego pozwalałem na to, by co chwilę mnie poganiała, gdy po śniadaniu szykowaliśmy się do ostatecznego wyjścia z domu. A to mnie trochę przerażało. Bałem się, że nie poradzę sobie z pracą, jaka czekała na mnie w bibliotece. Zrobiło się gorzej, gdy dziewczyna wcisnęła mi w ręce kluczyki. Miałem prowadzić! Problem leżał w tym, że nie miałem pojęcia, gdzie znajduje się miejska biblioteka.
 Nie wziąłem telefonu.
 Poczekam przy samochodzie.
               Kiwnąłem tylko głową, odwracając się na pięcie. Szybko pognałem na górę, gorączkowo obmyślając plan. Wpadłem do swojego pokoju, pospiesznie wyciągając telefon z kieszeni. Odpaliłem internet i wstukałem w przeglądarkę hasło: biblioteka miejska Arlen Town. Odnalazłem dokładny adres, który przeniosłem do wirtualnej mapy.
 Prosto i w lewo. Potem znów prosto i na prawo. Przed kawiarnią w lewo  mamrotałem pod nosem, aby zapamiętać drogę.  Prosto, w lewo, prosto, na prawo i przed kawiarnią w lewo.
               W końcu wyłączyłem telefon i zbiegłem na dół, w dalszym ciągu powtarzając drogę w myślach, niczym mantrę, która ma mnie uchronić przed porażką. Gdy wypadłem na zewnątrz, Tara podniosła wzrok. Zamknąłem za sobą drzwi od domu. Podszedłem do samochodu, otwierając go. Zająłem miejsce za kierownicą. Dziewczyna usiadła obok. Odpaliłem silnik. Prosto, w lewo, prosto, na prawo przed kawiarnią w lewo…


Jackson

              Kierowca tour busa, którego imienia nadal nie mogłem sobie przypomnieć, zarządził, że zrobimy sobie dłuższą przerwę. Potrzebował odpoczynku od ciągłego siedzenia za kierownicą. Nikt z nas nie protestował, kiedy zatrzymywaliśmy się na pustym parkingu pośrodku… niczego. Wokół nas znajdowały się pola, a z daleka majaczyły lasy. W pobliżu nie było żadnego sklepu ani stacji benzynowej. Byliśmy na kompletnym pustkowiu.
               Chłopaki zgromadzili się w pseudo salonie, czyli na końcu busa, włączając telewizor i odpalając konsolę. Słyszałem ich rozmowy i śmiechy. Ja nadal tkwiłem przy stole w części kuchennej, nie ruszając się z miejsca. Analizowałem wszystko to, co się działo. Calum, Michael i Ashton od samego początku mnie ignorowali, jakby przebywanie w moim towarzystwie nie było dla nich zbyt przyjemne. Najgorzej reagował Clifford, który ewidentnie unikał mojej osoby, nie chcąc nawet na mnie patrzeć. Zastanawiałem się, do jakich kłótni i spięć musiało między nimi dochodzić. Luke nie powiedział mi wszystkiego. Teraz byłem tego pewny.
               Oparłem się łokciami o stół, odsuwając od siebie pustą miskę po płatkach. Nawet śniadania nie zjedliśmy razem. Oni zaczęli znacznie wcześniej, a kiedy ja pojawiłem się w tej samej części busa, co oni, od razu wyszli, przechodząc na jego koniec. Dlatego pierwszy posiłek zjadłem w samotności, przy dźwiękach głośnego chrapania kierowcy, który uciął sobie drzemkę.
                W końcu podszedłem do bagaży Hemmingsa. Otworzyłem czarny plecak. Chwilę pogrzebałem w nim, przesuwając na bok pękatą kosmetyczkę, kolejne dwie książki i kilka mniejszych siatek. Na samym dnie znalazłem słuchawki. Zabrałem je ze sobą, wracając do stołu. Oparłem się o ściankę busa. Podłączyłem je, a potem odpaliłem odtwarzacz. Skupiłem się na płynącej muzyce, jednocześnie raz jeszcze ponawiając próbę obmyślenia, jakiegoś dobrego planu, który być może wypali. Zawziąłem się w tym, by doprowadzić 5 Seconds of Summer do zgody. Nie popuszczę. Taki był mój cel.


Luke

                Próbowałem rozmawiać z Tarą, jednocześnie skupiając się na drodze, której kompletnie nie znałem. Nie chciałem się zgubić ani pomylić skrętów. Wtedy wszystko mogło okazać się klęską, a nasza zamiana wyszłaby na jaw.
 Gdzie jedziesz?
 Co? O kurwa, zagapiłem się – wydusiłem, przejeżdżając zakręt. Tara zerknęła na mnie uważnie.  Potrzebuję więcej snu  dodałem, zwalając wszystko na rozkojarzenie i niewyspanie.
 Jesteś dzisiaj, jakiś nerwowy. Stało się coś?
 Co? Nie… Nic się nie stało.
                Dziewczyna nie skomentowała tego w żaden sposób. Utkwiła piwne oczy w szybkie. Rozejrzałem się, szukając miejsca do zawrócenia. W końcu wjechałem na mały parking przed kawiarnią. Tam wycofałem i wyjechałem z powrotem na odpowiednią drogę. Tara oparła brodę o rękę, przechylając się w bok. Jej wzrok śledził mijające budynki, które ona za pewne bardzo dobrze znała.
               Próbowałem się uspokoić i wyluzować. Naprawdę nie mogłem być tak spięty. Jackson taki nie był, a co za tym idzie, ja również nie mogłem tak się prezentować. W końcu zatrzymałem się na parkingu przed olbrzymim, jasno szarym budynkiem. Był zadbany, utrzymany w starym stylu. Przy drzwiach znajdowały się dwie wysokie kolumny, które pięły się do góry. Na ich szczycie znajdował się napis Biblioteka Miejska Arlen Town. Kiedy ja nadal wpatrywałem się w budynek z niedowierzaniem, Tara zdążyła wysiąść z samochodu.
 Mam przejebane  wydusiłem sam do siebie, a potem przełknąłem ze strachem ślinę.  Mam przejebane i to po całości. Już po mnie. To koniec.
                Byłem naiwny i głupi sądząc, że moje nowe miejsce pracy będzie… mniejsze. Biblioteka wyglądała na przeraźliwie ogromną. Jakim cudem mam tam funkcjonować i przy okazji się nie zgubić? Mogę się założyć, że zabłądzę, w jakieś przeklętej alejce i ślad po mnie zaginie. To będzie jedna wielka katastrofa.
                Wziąłem głębszy wdech, czując, jak zaczynają trząść mi się ze stresu dłonie. Dopiero wtedy zorientowałem się, że Tara rozmawia ze szczupłym i uśmiechniętym chłopakiem, który najwidoczniej czekał na nas przy wejściu. To z pewnością był Shawn. Jego brązowe włosy były lekko postawione do góry. Żywo gestykulował, kiedy opowiadał coś z przejęciem stojącej obok dziewczynie. Gdy jego ciemne oczy zatrzymały się na mnie, wiedziałem, że nie mogę dłużej przeciągać tego momentu. Musiałem w końcu wysiąść z samochodu.
 Czołem, stary!  rzucił, kiedy do nich podszedłem. Wyciągnął w moją stronę zaciśniętą pięść. Odpowiedziałem tym samym, przybijając z nim klasycznego żółwika.  Widzę, że ktoś tu miał ciężką noc.
 Kiepsko spałem  odparłem, wciskając ręce do kieszeni spodni. Zakołysałem się na stopach, obrzucając budynek kolejnym szybkim spojrzeniem.
 Dobra, idziemy. Pan Grottger pewnie już na nas czeka  powiedziała Tara, kierując się w stronę wejścia.
– Jak mi się nie chce  wymamrotał Shawn, krzywiąc się.  Dlaczego nie możemy otwierać od dwunastej? Wszyscy byliby szczęśliwi. Czemu teraz trafiły nam się ranne zmiany? Nie lubię tak wcześnie wstawać  pociągnął, kiedy ruszyliśmy za dziewczyną.
                Jak tylko wszedłem do środka, zacisnąłem usta. Wszystko tu wyłożone było ciemnym drewnem. Z boku znajdowała się szatnia, a drugiej stronie toalety. Centralnie przede mną mieściły się duże, szerokie drzwi, które były otwarte na oścież. Kiedy przez nie przechodziliśmy, dostrzegłem na nich eleganckie zdobienia.
                Wytrzeszczyłem oczy nie mogąc tego skontrolować. Gdy tylko przeszliśmy do głównej sali, zamarłem. To było cholernie wielkie. Wszędzie piętrzyły się zapchane po brzegi półki z książkami. Nad nimi wisiały tabliczki z działami. To jeszcze bardzie upewniło mnie w tym, że w tutaj odniosę prawdziwą klęskę i porażkę. Przecież ja się w tym nigdy nie połapię.
                 Tara przeszła na bok, podchodząc do odgrodzonego miejsca dla pracowników. Tam mieścił się komputer, drewniane szafki z papierami, a także stojak na kurtki i kolejne drzwi. Oderwałem od niej wzrok, by raz jeszcze zlustrować bibliotekę. Na środku ustawiono stare stoły i krzesła. Były także wygodne i duże fotele z małymi stoliczkami. Przy niektórych regałach znajdowały się metalowe wózki, które teraz świeciły pustkami.
 Witam ranną zmianę.
                Aż podskoczyłem na dźwięk nieznajomego głosu. Pulchny mężczyzna wyłonił się z pomieszczenia obok. Dostrzegłem tam kawałek blatu i lodówkę, więc wnioskowałem, że musi się tam znajdować, jakieś pomieszczenie dla pracowników.
 Jak nastroje?
 Bardzo dobre.
– Cieszę się. Bierzmy się wszyscy do pracy. Mam trochę papierkowej roboty, więc w razie problemów znajdziecie mnie w biurze na górze. Miłego dnia  powiedział z uśmiechem.
 Miłego dnia, panie Grottger  odpowiedział Shawn.
                Mężczyzna kiwnął głową, a następnie wyszedł z głównej sali. Tara odpaliła komputer, zajmując miejsce przy biurku. Shawn ruszył do pomieszczenia, z którego przed chwilą wyłonił się mężczyzna, pytając się, czy chcemy kawę. Przytaknęliśmy. Niepewnie odwróciłem się po raz kolejny w stronę regałów.
 Idę do łazienki.
 Sprawdź od razu, czy nie brakuje tam papieru toaletowego.
 Jasne.
                 Ruszyłem w stronę drzwi, przez które niedawno przechodziliśmy. Nie chciałem biec, choć miałem na to wielką ochotę. By uciec z tego miejsca, jak najszybciej. Znalazłem się na korytarzu. Odbiłem w bok, przechodząc do toalet. Wpadłem najpierw do damskiej, kontrolując stan papieru  było okej. Potem zamknąłem się w męskiej, opierając się dłońmi o umywalkę. Wziąłem kilka głębszych wdechów, czując, że od tego całego zdenerwowania robi mi się niedobrze. Jak mogłem być takim kretynem, wierząc w to, że sobie poradzę?
                Wygrzebałem szybko telefon z kieszeni. Ręce znów mi się trzęsły. Miałem wrażenie, że ten stan nie zmienia się, odkąd wstałem z łóżka. Odnalazłem numer telefonu osoby, z którą musiałem się pilnie skontaktować. Przystawiłem komórkę do ucha, czekając.
 Poczekaj chwilę, tylko wyjdę  powiedział Jackson ściszonym głosem. 
               Odburknąłem coś pod nosem, a potem usiadłem na zimnych kafelkach, opierając się plecami o ścianę. Odruchowo zerknąłem w stronę drzwi. Nie chciałem, by ktoś zaczął mi się zaraz do nich dobijać.
 Jackson?  zapytałem szeptem, kiedy usłyszałem cichy szum wiatru.
 Jestem, jestem. Co się dzieje?
 Ja sobie nie poradzę w tej pracy. To… Kurwa, to jest olbrzymie  wydusiłem spanikowanym głosem. – Widziałeś, ile tego tam jest?
– Widziałem. Tak się składa, że byłem tam nie raz  odpowiedział ze śmiechem.  Luke, uspokój się, bo to nie wygląda wcale tak strasznie.
 Czy jeśli przywalę się książką w głowę, to zostanę zwolniony do domu?  Chłopak znów parsknął śmiechem.  Wcale mi nie pomagasz  jęknąłem, przyciskając palce do kącików oczu.
 Nie dramatyzuj, księżniczko, tylko słuchaj  pociągnął, a ja skrzywiłem się.  Przeważnie to Tara obsługuje komputer. Do naszej biblioteki są też zapisani ludzie spoza miasta. Jest największą i najlepiej wyposażoną biblioteką w okolicy. Tara zazwyczaj zakłada karty biblioteczne. Ty się za to nie zabieraj.
– A jak ktoś będzie chciał, jakąś książkę, a ja nie będę wiedział, czy taka w ogóle istnieje?
 Nie wiem, czy widziałeś, ale przy oknach ustawione są komputery.
 Nie widziałem.
 To teraz już wiesz. Mają w sobie e-katalogi. Jest tam spis wszystkich książek, jakie posiadamy. Wpisujesz tytuł i wyszukiwarka sama ją znajduje. Można też szukać po hasłach. Jeśli znajdziesz to, czego potrzebujesz, klikasz w link. Wyskakuje ci tabelka z informacją, gdzie znajdziesz książkę i jaki ma ona numer. Widzisz też ile jest egzemplarzy i czy zostały one wypożyczone czy nie.
 Jak znaleźć ją na półce?
 Każda książka ma swój indywidualny numer, a także literkę lub literki, które określają dział. Cały spis działów jest przy biurku, więc będziesz mógł sobie podejrzeć. Idziesz do odpowiedniej alejki i po numerach szukasz książki. Przeważnie stali czytelnicy sami potrafią szukać książek.
 Okej, co dalej?
 Głównie ty i Shawn zajmujecie się układaniem wykorzystanych pozycji. Ganiacie też ludzi, którzy potajemnie jedzą w bibliotece. Picie napojów jest dozwolone, o ile są one w zakręcanych butelkach.
– Skąd mam wiedzieć, gdzie te książki odkładać?
 Też po numerach. Zbierasz książki ze stołów i z wózków. Idziesz do odpowiedniego działu i wkładasz je zgodnie z numeracją. Nic trudnego. Wszystko jest oznaczone. Alejki także. Mają oznaczenia na półkach, więc nie powinieneś się pogubić. Jest dzisiaj dostawa nowych pozycji?
 Nie mam pojęcia.
– Grottger coś mówił o kartonach?
 Nie. Mówił tylko, że będzie w biurze.
 Czyli nie ma dostawy. W takim razie nie przepracujesz się zbytnio. Do południa zaglądają tu głównie starsi ludzie. I rozmawiaj z nimi. Babcie cię kochają, bo jesteś rozkosznym młodzieńcem, który lubi pożartować i zawsze prawi im komplementy, więc nie schrzań tego.
 Mam rozmawiać z ludźmi?
 Ludzie tu mnie lubią, więc nie zepsuj mi opinii.
 Jasne… A co jak będzie dostawa?
 Wtedy zadzwoń. Powiem ci, co robić. I nie zapominaj, by się trochę poobijać. To część mojej natury.
 Okej, okej… Jackson?
 Tak.
 A jak coś schrzanię?
 Tu się nie da niczego schrzanić. Skup się tylko na oznaczeniach i numerach. Na początku będzie ci to szło wolno, ale jak się wprawisz, będzie lepiej.
 Co jeśli ktoś będzie chciał wypożyczyć książkę, a Tary nie będzie?
– Przy komputerze jest czytnik. Skanujesz kartę. Program bibliotekarza zawsze jest otwarty. Po zeskanowaniu karty, wyskoczy ci zakładka czytelnika. Potem skanujesz kod z książki. Potwierdzasz enterem, aby przypisać do konta wypożyczoną książkę. To tak samo działa w przypadku jej oddania. Skanujesz najpierw kartę, a potem książkę. Potwierdzasz enterem i książka zostaje zwrócona na konto biblioteki.
 A jak się pomylę?
 Wciśniesz klawisz Esc. Wtedy wyjdziesz do głównego menu i ponowisz skanowanie. Kolejność jest ważna.
 Karta, książka i enter.
 Dokładnie.
 Okej, to nie trudne.
 Poradzisz sobie. Pamiętaj, by dzwonić, gdyby coś się działo. Telefon mam zawsze przy sobie.
 Okej… A co z… Co z u ciebie?
 Trwają obserwacje. Chłopaki faktycznie mają mnie za wroga narodu numer jeden. Jestem jednak zdeterminowany, by działać. Obmyślam plan doskonały.
 Plan doskonały?
 Nie wątp we mnie już na wstępie, Hemmings  prychnął, a potem zaśmiał się.  Jak tylko dojedziemy do Los Angeles wezmę się za robotę. Najpierw muszę mieć dobrą podkładkę do działania. Choć jest to ciężkie do zrobienia, bo oni ewidentnie mnie unikają. Coś wymyślę albo pójdę na żywioł. Chcę też zwiedzić Los Angeles.
 Zwiedzaj  powiedziałem, uśmiechając się lekko pod nosem.
 Ty za to nie masz za wiele do oglądania. Arlen Town to dziura w porównaniu do…
 Mi się podoba. Jest tu tak… Spokojnie i cicho. Tego mi brakowało.
 Korzystaj więc z dobrodziejstw tego miasta. A i jeszcze jedno?
 Tak?
 Jestem bardziej aktywny w mediach społecznościowych, więc pojawiaj się na Twitterze i Instagramie częściej, niż to robi Luke Hemmings, okej? Korzystam też ze Snapchata. Przeważnie zasypuję tym Tarę i Shawna. Jak wyjdzie ci coś fajniejszego, wrzucaj na My Story. Pamiętaj, że w moim przypadku im głupsze znaczy fajniejsze.
 Okej. To da się zrobić  powiedziałem ze śmiechem.
 Super. Masz jeszcze, jakieś pytania?
 Nie.
 W takim razie jesteśmy w kontakcie.
 Jackson?
 Tak?
 Powodzenia.
 Powodzenia, Luke. 


***
Nowa praca Hemmo nie jest taka trudna, więc blondas chyba powinien sobie poradzić. O ile go nie przygniecie, jakieś ciężkie tomisko wiedzy tajemnej XD Jackson natomiast działa, niczym szpieg, obserwując chłopaków. Który z nich ma trudniej?
Mam nadzieję, że rozdział przypadł mu do gustu.

Dziękuję za komentarze pod pierwszym rozdziałem - cieszę się, że udało mi się zaciekawić Was tą historią :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF

4 komentarze:

  1. Jezu świetny. Mam nadzieję że plan który wymyśli Jackson sprawdzi się :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział się spodobał :)

      Usuń
  2. Jakoś podoba mi się charakter Jacksona,fajnie gdyby było go więcej! :) :D Świetny rozdział ������

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że postać Jacksona przypadła Ci do gustu. Będzie go więcej, w końcu też jest ważną postacią w tym ff :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń