piątek, 18 sierpnia 2017

#11 Jaki ty jesteś wkurzający

Jackson

              Jak nie muszę, to nie wstaję wcześnie rano. Zazwyczaj dopiero około dwunastej budzę się do życia. Teraz jednak było inaczej. Przez całą noc kiepsko spałem, wsłuchując się w kroki, które dochodziły zza drzwi. Dwa razy wychyliłem się z pokoju, by skontrolować Michaela. Chłopak ewidentnie znów miał problemy z zaśnięciem. W końcu, kiedy postanowiłem do niego iść, on wrócił do pokoju, zakopując się pod kocem. Uznałem, że nie będę mu przeszkadzał, stawiając na dalszą obserwację. Koniec końców wyszło na to, że nie spałem zbyt dużo, a dodatkowo obudziłem się przed ósmą  co jak na mnie, to jest prawdziwy wyczyn  a potem zatopiłem się w myślach, kręcąc się na materacu. Nie zasnąłem ponownie.
              Wiedziałem, że dzisiaj Luke i Tara wybierają się do pracy na nieco późniejszą godzinę. Skoro i tak nie miałem co robić  Cliffordowi w końcu udało się zasnąć, więc tym bardziej nie chciałem go budzić  postanowiłem wyciągnąć blondyna na małą pogawędkę, jak przystało na sobowtórów. Chciałem też skontrolować to, co się u nich dzieje i czy nie ma żadnego wielkiego dramatu. Wysłałem do niego sms-a, by wszedł na komunikator, a potem rozwaliłem się na wznak na materacu, czekając, aż księżniczka raczy się zjawić.
               Kiedy byłem na etapie planowania tego dnia  pomyślałem, że podejmę próbę wyciągnięcia gdzieś Michaela  usłyszałem znajomy dźwięk, który dochodził z laptopa. Przekręciłem się na brzuch, a potem usiadłem na łóżku, przyciągając urządzenie bliżej siebie. Spojrzałem na dymek, który pojawił się w rogu ekranu. Kliknąłem w niego i po chwili zobaczyłem siebie  w nieco bardziej uczesanej i doprowadzonej do porządku wersji. Luke był gotowy do wyjścia.
 Co się dzieje?
 Może najpierw zaczniesz od przywitania, jak kultura nakazuje, młody człowieku.  Hemmings przekręcił oczami.  Czekam.
 Ty tak na serio?
 Nie na niby.
 Cześć, Jackson  powiedział, opierając się o biurko. Ułożył głowę na dłoni, ponownie wlepiając w ekran błękitne tęczówki.  Zadowolony?
 Jak najbardziej. Chociaż mógłbyś dodać: najlepszy gościu na świecie. Wtedy byłbym w stu procentach usatysfakcjonowany.
 Puknij się w głowę.
 Nie bądź taki bad boy, Lukey.  Chłopak prychnął pod nosem. Mimo tego zauważyłem lekki uśmiech, który wymalował się na jego ustach. – Wszystko w porządku?
 Tak, teraz już tak. Dzisiaj nie znalazłem w sieci żadnych kompromitujących mnie zdjęć, więc najwidoczniej..
 Larwa odpuściła  dokończyłem, a on przytaknął mi szybko.  Chciałbym powiedzieć, że może coś w końcu dotarło do jej pustej głowy, ale jest to nie możliwe, patrząc na jej poziom inteligencji, więc obstawiam, że może jej menadżer ustawił ją w końcu do pionu.
 Też tak myślę. Oby się odczepiła na dobre.
 Na to liczę.
 Ja też. A co u ciebie? Wyglądasz na…
 Jestem niewyspany, ale zadowolony  odpowiedziałem, a potem obdarzyłem go szerokim ziewnięciem.
– Co tak bardzo cię zmęczyło?
 Wiesz, jak to jest… Życie gwiazdy… Impreza za imprezą, alkohol leje się strumieniami. Wyrwałem kogoś, więc mam w domu gościa.
 Co?  rzucił Luke, robiąc wielkie oczy. Parsknąłem śmiechem na widok jego miny.
 Co, co? Luke Hemmings jest prawiczkiem i nie może uprawiać seksu? No… Nie uprzedzałeś stary i…
 Nie jestem, ale… Ja czasami nie wiem, kiedy ty żartujesz, a kiedy mówisz poważnie  mruknął, krzywiąc się.
 Jestem grzeczny, księżniczko, więc zluzuj portki i się nie spinaj. Ta buźka  przejechałem palcami po policzku – prezentuje grzeczne i spokojne podejście do życia. Jeśli pojawiłaby się opcja wyjścia na imprezę, to zapewniam, że obciachu nie narobię. Buduję dobry wizerunek i…
                 Raptownie podniosłem wzrok znad ekranu, kiedy drzwi do pokoju się otworzyły. Uśmiechnąłem się, a potem zaśmiałem cicho, kiedy w progu stanął rozczochrany i zaspany Michael. Przetarł pięścią oko, co wyglądało naprawdę uroczo, a potem wszedł do środka. Bez słowa usiadł na brzegu łóżka. Odruchowo przesunąłem bardziej komputer, by nie zobaczył, z kim dokładnie rozmawiam.
 Cześć, Mikey, mój ty pysiaczku  rzuciłem, a on pokazał mi środkowy palec w ramach odpowiedzi. Zdążyłem tylko to powiedzieć, a na ekranie pojawiła się wiadomość od Hemmingsa.

KingJacksonH: Jest z tobą Michael?
KingJacksonH: Nazwałeś go PYSIACZKIEM?!

 Z kim rozmawiasz?  zapytał Clifford, rozkładając się na łóżku. Ułożył się na boku, opierając na dłoni głowę.
 Z moim kuzynem Fredem  rzuciłem, bo tylko to imię przyszło mi do głowy.  W zasadzie już skończyłem. Straszny nudziarz. Przyjechał do dziewczyny, do takiego małego miasteczka, które mijaliśmy w czasie powrotu do Los Angeles.
 Do którego dokładnie, bo trochę ich było?
 Do Arlen Town.

KingJacksonH: Sam jesteś nudziarzem!
KingJacksonH: On chyba nie wie, że ty to ja, a ja to ty? Powiedziałeś mu?

 Nie wiedziałem, że masz kuzyna Freda.
 Nikt z rodziny go nie lubi, ale on o tym nie wie  pociągnąłem, wzruszając ramionami. Z głośnika wydobyło się ciche prychnięcie, ale Michael tego nie wyłapał.  Dlatego często jest pomijany na rodzinnych spotkaniach.  Chłopak parsknął śmiechem.

KingJacksonH: Powiedziałeś mu?! On wie?!
KingJacksonH: Wie czy nie? A reszta?
HemmHemm69: Weź się uspokój i przestań mnie napastować klawiszowo, Hemmings! Nikt nic nie wie!

 To może dokończ to, co robisz, a ja zrobię śniadanie?  zaproponował Clifford.
 W porządku, dzięki. Zaraz przyjdę ci pomóc.
 Kawy?
 Tak, poproszę.
 A tak poza tym, to dziękuję za wczoraj. A dokładniej za rozmowę, tego… Tego mi brakowało, po tym, jak… Jak się…
– Spieprzyło. Nazywajmy to po imieniu, Mikey.
 Znowu powiedziałeś do mnie Mikey.
 Wiem, że tego nie lubisz, ale nie przestanę cię tak nazywać, bo to do ciebie pasuje.
 Chyba się do tego przyzwyczaję.
– Wow, mam oficjalne pozwolenie?
                 Clifford pokiwał głową, a potem znów cicho zaśmiał się pod nosem. Następnie wstał z łóżka i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wypuściłem cicho powietrze z płuc, znów skupiając się na ekranie laptopa. Luke wpatrywał się we mnie, zapewne analizując całą sytuację. Po chwili jednak uśmiechnął się.
 Co suszysz zęby?
 Cieszę się z tego, do czego doprowadziłeś. Cholernie ci dziękuję.
 Nie schrzań tego na nowo, jak wrócisz.
 Nie zamierzam. I… Michael cię lubi.
 Wszyscy mnie lubią  odpowiedziałem, wypinając dumnie pierś.
 Czekam, kiedy to twoje ego w końcu wybuchnie.
 Prędzej wypadną ci kudły, niż do tego dojdzie.


Luke

               Złapałem za ostatnią książkę z wózka. Podszedłem do regału, odnajdując odpowiedni numer. Następnie wsadziłem lekturę na wybrane miejsce. System numerów i liter, którymi oznakowane były dodatkowo książki, znałem już całkiem dobrze, choć nieraz musiałem posiłkować się ściągą, którą miałem w telefonie.
              Odwróciłem się i złapałem za wózek. Wokół mnie nie było nikogo, a jedyne co mnie otaczało, to zawalone po brzegi regały z książkami. I znów zrobiło się cicho. Jeszcze chwilę temu panował tu lekki szmer i szelest kartek, można było wychwycić ciche szepty klientów, którzy dzisiaj odwiedzili bibliotekę. Kiedy poszli, znów zrobiło się bardzo spokojnie.
               Wyszedłem na główną alejkę, pchając przed sobą wózek. Ustawiłem go z boku, w pobliżu stołów, z którego korzystali czytelnicy. Podszedłem do nich, gasząc lampki. Odwróciłem się, a potem uśmiechnąłem, gdy napotkałem piwne tęczówki dziewczyny. Tara siedziała na swoim miejscu, kończąc wprowadzać kilka nowych pozycji, które niedawno do nas doszły. Musieliśmy je dzisiaj jeszcze tylko oznakować, a potem znaleźć im odpowiednie miejsca na półkach.
 I jak?  zapytałem, podchodząc do niej.
              Poklepałem ją lekko po ramionach, a ona cicho się zaśmiała. Potem oparłem się rękami o oparcie jej krzesła, zatrzymując się tuż za jej plecami. Pochyliłem się, by zobaczyć na ekranie otwarty program, w którym pracowała.
 Muszę tylko przyszykować i wydrukować jeszcze etykiety i będzie koniec. Pomożesz mi?
 Ja?
 Chyba umiesz obsługiwać się nożyczkami?  odparła ze śmiechem, wyciągając rękę. Złapała za podłużne nożyczki.  Twoje narzędzie pracy.
 To akurat nie jest trudne  powiedziałem ze śmiechem, przejmując od niej nożyczki.
                Złapałem za wolne krzesło i przysunąłem je bliżej dziewczyny. Następnie usiadłem obok niej. Spojrzała na mnie z uśmiechem, a ja od razu odpowiedziałem tym samym.
 Masz jakieś plany na dzisiaj?  wypaliłem.
 Oprócz nastawienia pralki i złożenia prania, to nie.
 Czyli… Spędzimy resztę dnia razem w domu?
 Jeśli chcesz.
 Chcę. Jakoś dzisiaj nie chce mi się nigdzie wychodzić.
 W porządku.
 Pomogę ci z praniem.
 Trzymam za słowo – rzuciła ze śmiechem, a potem odwróciła się w stronę ekranu.
                  Dziewczyna znów skupiła się na komputerze. W momencie, kiedy doszedł do mnie dźwięk stukania palców o klawiaturę, odwróciłem się. Mój wzrok zatrzymał się na stojącym kawałek dalej Shawnie. Chłopak opierał się o jeden z regałów. Miał skrzyżowane na piersiach ręce. Nawet na moment nie oderwał od nas oczu, choć dobrze wiedział, że przyłapałem go na tym, że się patrzył. Jego twarzy była poważna, jakby dokładnie analizował to, co działo się przy biurku.
                 Wtedy też coś mnie tchnęło. Wtedy dopiero ta myśl pojawiła się w mojej głowie. Co jeśli Shawn miał coś do Tary? Może już dawno wpadła mu w oko? A jak zaczął traktować mnie, jak zagrożenie? Czy między nimi coś było, a ja byłem zbyt ślepy, by to wyłapać? A może powinienem przestać tworzyć takie dziwne scenariusze?


Jackson

                  Zacisnąłem mocniej usta, nie odrywając wzroku od tekstu. Przejechałem lekko palcem po ekranie komórki, by przejść do kolejnego akapitu. W tle grał cicho włączony telewizor. Słyszałem też głos Michaela i jego kroki, kiedy krążył po kuchni, rozmawiając przez telefon. Był właśnie w trakcie konwersacji ze swoją mamą. W sumie ja też odbyłem dzisiaj krótką rozmowę z Liz. Liczyłem na to, że nie wypadłem źle i kobieta nie zorientowała się, że coś jest nie tak. Do szczęścia brakowałoby mi tylko jeszcze wkurzonej mamy Hemmingsa, która zjawiłaby się w Los Angeles. Jednak z tego, co mówiła, nie planowała na razie złożenia wizyty swojemu najmłodszemu syneczkowi.
                Pochyliłem się bardziej nad ekranem, wczytując się w akcję tego, co rozgrywało się w opowiadaniu. Michael wisiał na telefonie już od dobrych trzydziestu minut  a może nawet i dłużej  więc postanowiłem odpalić nowy rozdział fanfiction, które czytałem. Akurat Luke zapraszał Michaela na ich pierwszą randkę. W momencie, kiedy miałem poznać odpowiedź Clifforda, jego prawdziwa, rzeczywista wersja, wróciła do salonu. Oderwałem wzrok od liter, nie wiedząc w końcu, czy Muke wyjdzie razem czy nie.
 Co się tak uśmiechasz?
 Czytałem – odpowiedziałem, wychodząc z aplikacji.
– Co dokładnie?
 Fanfiction  odparłem, wzruszając ramionami.  W wersji Muke.
 Poważnie?
 Nie, lubię cię wkręcać. Co u Karen?
 Wszystko w porządku. Co prawda obudziłem ją telefonem, ale nie była wkurzona.
 W moim przypadku mama już była na nogach  odpowiedziałem, a potem wstałem z miejsca.  Ale skupmy się na nas.
 Na nas?
 Co powiesz na wspólne wyjście? Kręgle? Bilard? Kino? Cokolwiek?
 Ja… Nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
 Mikey  rzuciłem, podchodząc do niego.  Nie zamierzam informować o tym paparazzi, więc nikt nie będzie nam wciskał aparatów przed twarz. Wyjdziemy, jak dwójka przyjaciół. Opuszczenie czterech ścian dobrze ci zrobi.  Zerknął na mnie niepewnie, a potem przygryzł wargę.  Będziemy tam razem. Jeśli poczujesz, że naprawdę chcesz wracać do domu, wrócimy. Co ty na to?
                 Chłopak spuścił głowę, koncentrując wzrok na swoich stopach. Wyglądał na kogoś, kto naprawdę mocno bije się z myślami. Chciałem, by się zgodził. By w końcu odrobinę odetchnął i uwolnił się spod tej kopuły, którą stworzył wokół siebie. By znów odżył i zabawił się, jak zwykły człowiek. Nie jak gitarzysta 5 Seconds of Summer, ale jak Michael, który nie musi martwić się o to, że jego zdjęcie wyląduje w jakimś brukowcu. Żadne media nie będą wiedzieć. Możemy jedynie natknąć się na fanki.
                W końcu usłyszałem, jak wypuszcza cicho powietrze z ust. Ponownie podniósł głowę, a jego zielone oczy spojrzały wprost w moje. Czekałem na jego odpowiedź, ale Clifford zwlekał z jej udzieleniem. Kiedy już chciałem się odezwać i podjąć próbę rozmowy na ten temat, Michael uprzedził mnie.
 W porządku.
 Co?
 W porządku, wyjdźmy gdzieś razem.
 Ekstra! Wychodzę z samym Michaelem Cliffordem!  krzyknąłem, a potem poklepałem go po ramieniu.  Bosko.
 To tylko wyjście, jak…
– Tak, wiem. Jak za starych czasów i tak dalej. Co nie zmienia faktu, że jestem tym postępem podekscytowany.
 To gdzie chcesz iść?
 Możesz zabrać mnie na jakąś kawę, a potem na ciasto i lody i… O! Możemy się przejść od tak po mieście.
 Ja mogę cię zabrać?  odparł, krzywiąc się.  To ty stawiasz.
 Bo?
 Bo to twój pomysł.   
 Argument z dupy wzięty.
 Bo zmienię zdanie.
 To jawny szantaż- mruknąłem, mrużąc na niego oczy. Clifford zaśmiał się.  Dobra, niech ci będzie.
 Kup mi największy deser lodowy, jaki będzie.
 Nie przeginasz?
 To twój pomysł – pociągnął, a potem odwrócił się i ruszył w kierunku łazienki.  Zamów taksówkę, musimy pojechać do mnie.
 Do ciebie?
 Muszę się przebrać, by jakoś normalnie wyglądać  odpowiedział, a następnie zniknął za jasnymi drzwiami.
                   Uśmiechnąłem się, ruszając w stronę pokoju. Sam musiałem się trochę ogarnąć przed wyjściem. Pseudo Muke znowu razem. Naprawdę lubiłem spędzać z nim czas.


Luke

                 Siedziałem na kanapie, składając ostatni ręcznik. Tara znajdowała się obok, układając ubrania na równe kupki. Zgodnie z obietnicą, pomogłem jej w domowych obowiązkach. W końcu też mieszkałem pod tym dachem. Nigdy pod tym względem nie wzbraniałem się od pracy. Przecież nie byłem tu na wakacjach.
                 Położyłem ostatni ręcznik na niewielkiej stercie pozostałych ręczników, jakie złożyłem. Kupka ta była nieco krzywa, ale i tak wyląduje w szafie, więc nikt nie będzie tego oglądał. Odwróciłem głowę, skupiając wzrok na rudowłosej. Dziewczyna również spojrzała na mnie, a na jej ustach wymalował się delikatny uśmiech. Uwielbiałem go.
 Co musimy jeszcze zrobić?
 Odkurzyć, wynieść śmieci i zmyć naczynia po obiedzie  wyliczyła, powoli wstając. Wtedy będzie wszystko.
 Biorę dwie pierwsze rzeczy na siebie. A co potem?
 Co chcesz robić?
 Może nauczysz mnie grać w szachy?
 Naprawdę chcesz?  Pokiwałem głową.  W porządku.
 Oby tylko starczyło ci cierpliwości.
 O to się nie martw.
                   Uśmiechnąłem się, a potem wstałem z kanapy. Chciałem zrobić krok do przodu, ale zamiast patrzeć pod nogi, ja nadal wpatrywałem się w jej piwne tęczówki. Efekt tego był taki, że potknąłem się o pusty koszyk, w którym wcześniej znajdowały się ściągnięte z linki ręczniki. Zupełnie zapomniałem, że sam postawiłem go właśnie w tym miejscu. Zamachałem rękami, strącając jednocześnie poskładane przeze mnie pranie, a potem grzmotnąłem na kanapę. Odbiłem się od niej, ale na szczęście z niej nie zleciałem.
 Nic ci nie jest?  zapytała Tara, choć po tonie jej głosu wnioskowałem, że naprawdę stara się nie parsknąć śmiechem. Pospiesznie usiadłem.
 Nie, nie… Wszystko okej, ja… Zaraz to posprzątam  odparłem, czując wzrastające zażenowanie. Dodatkowo byłem pewny, że moje policzki zrobiły się soczyście czerwone. Musiałem zrobić z siebie głupka? Skrzywiłem się, widząc ręczniki, które wylądowały na podłodze.  A tak się starałem.
 Widziałam to skupienie w oczach – powiedziała Tara poważnym tonem. Zerknąłem na nią. Zacisnęła usta, ale po chwili i tak parsknęła śmiechem.  Pomogę ci to ogarnąć, a potem ty potańczysz na odkurzaczu, a ja pójdę na randkę z naczyniami.
 Potem będziemy mieć randkę przy szachach?  rzuciłem ze śmiechem. Uniosłem brwi, kiedy dotarło do mnie to, co dokładnie wydostało się z moich ust.  Ja… Chodziło mi o…
 Może być to randka przy szachach.
 Super  wydusiłem, śmiejąc się nerwowo.
                   Złapałem za kosz, a potem wrzuciłem do niego z powrotem rozwalone ręczniki. Tara ponownie zajęła miejsce obok mnie. Wróciliśmy razem do pierwszego zajęcia domowego.
                  Naprawdę nie wiedziałem, co się niedawno stało i dlaczego zaczynałem w taki sposób reagować. Fakt, Tara bardzo mi się podobała. Cholernie ją lubiłem, ale to nie przekładało się na to, że musiałem stawać się kretynem, który gada bzdury i potyka się o przypadkowe rzeczy. Wcześniej normalnie przy niej funkcjonowałem.
                   Spiąłem mięśnie, kiedy dziewczyna wyciągnęła rękę, a potem czule przejechała nią po moich plecach, by w końcówce poklepać mnie po ramieniu. Wiedziałem, że ten gest ma mnie rozluźnić. Zadziałał jednak nieco inaczej, bo zrobiło mi się po prostu gorąco. Dodatkowo poczułem przebiegający po moim kręgosłupie przyjemny dreszcz i wręcz błagałem los o to, by ona tego nie wyczuła. Tara jedynie uśmiechnęła się, nie rzucając w moją stronę żadnego komentarza, więc obstawiałem, że jednak się udało to jakoś ukryć lub zamaskować. Po chwili dziewczyna wciągnęła mnie w rozmowę na temat gry, której zamierzałem się nauczyć.


Jackson

                     Wystawiłem twarz w stronę słońca, czując na skórze jego ciepłe promienie. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy pojawił się lekki wiatr. Ten dzień naprawdę zapowiadał się super i bezproblemowo. Dodatkowo w końcu udało mi się namówić Michaela na wyjście, co zaliczałem do prawdziwego sukcesu. Szczególnie że chłopak wzbraniał się przed tym od samego początku. Dzisiaj jednak bez przeszkód się zgodził. Jakby odzyskiwał na nowo pewność siebie, a strach przed otoczeniem zmniejszał się. Miałem nadzieję, że jeszcze trochę, a minie zupełnie.
                    Zachwiałem się, kiedy Clifford puknął mnie mocniej w ramię. Obrzuciłem go udawanym urażonym wzrokiem. Prychnąłem pod nosem, chcąc pokazać jak bardzo w tym momencie nie podobało mi się jego dziecinne zachowanie. Zaśmiał się, przez co mój cały plan nie wyszedł. Jak tylko usłyszałem ten dźwięk, od razu uśmiechnąłem się. Zadowolony i beztroski Michael podobał mi się najbardziej. Taką jego wersję lubiłem.
 Idziemy do parku?  zapytał, kiedy przeszliśmy na drugą stronę ulicy.
 Gdziekolwiek chcesz.
 Stary?
 Co?
 To  rzucił, a potem odwrócił, przybliżył się i beknął, by po chwili parsknąć głośnym śmiechem.
– Fuj… Jesteś okropny.
 Deser czekoladowo-waniliowy z posypką czekoladową, bitą śmietaną i chrupkimi rurkami.
 Zjadłbym  odparłem, gdy skręciliśmy w stronę parku.
 Niedawno to jadłeś.
 Mogłem wziąć drugą porcję.
 Jesteś wiecznie nienażarty.
 A ty kiśniesz od środka. Musiałeś to robić?
 Tak. Takie beknięcie to wyraz mojej sympatii.
– Te farby, które kładziesz na włosy, przeżarły ci chyba mózg.  Clifford przewrócił oczami.  No co? A może puszczanie bąków, to wyraz twojej miłości?
 Dobry pomysł. Zamiast kocham cię, będzie pierdząca serenada.
 Tyłkowa oda.
 Prosto z tyłka  rzucił, a potem zerknął na mnie.
                    Widziałem w jego oczach małe, wesołe iskierki i ten widok naprawdę był satysfakcjonujący. Szczególnie po tym, przez co przechodził. Wcześniej, zanim jeszcze nie zakończyła się trasa, widziałem jego zdjęcia czy filmiki, które umieszczane były w internecie i choć Michael się na nich uśmiechał, to jednak ten uśmiech nie sięgał oczu. Zielone tęczówki były smutne, przygaszone, a cały jego stan maskowany na potrzeby show i spotkań z fanami. Wiele osób twierdziło, że Clifford wygląda na zmęczonego. Przyczyna jednak leżała gdzie indziej. Był kimś, kto mierzy się z psychicznym problemem i nikt  poza Calumem i Ashtonem  nie kwapił się do tego, by naprawdę mu pomóc. Teraz do ich drużyny dołączyłem i ja.
 Co jest?  zapytał, kiedy sam zacząłem się uśmiechać.
 Po prostu myślę.
 O czym?  pociągnął, kiedy podeszliśmy do płotu.
                   Spojrzałem na niewielki stawek, który znajdował się tuż przy wejściu do parku. Jego powierzchnia była gładka, nieco zielonkawa i ciemna. Kawałek dalej znajdowały się cztery kaczki, które wyglądały, jakby ucinały sobie popołudniową drzemkę na jego tafli.
 O trasie  powiedziałem powoli, opierając się o barierkę.  O tym, jak to było.
 O jakiejś konkretnej jej części?
 Ogólnie  odparłem, nie chcąc przy nim znów do tego wracać. Powinniśmy się skupić na tym, co działo się teraz, a nie na tym, co było. Dlatego postawiłem na drobne kłamstwo.  Momentami nie było źle.
 Lubiłem spotykać się z fanami  powiedział i również oparł się o barierkę. Teraz stykaliśmy się ze sobą łokciami.  To była ta bardzo przyjemna część.
 To prawda. Szkoda, że i na tej płaszczyźnie zawaliłem.
 Ale i tak to powoli zmieniasz. Widziałem twoje fotki z fankami, które pojawiły się po naszym powrocie do Los Angeles. Ty i one wyglądaliście na… szczęśliwych.
 I tak było. Miałem zwarcie zwojów mózgowych, ale już mi przeszło. Ogarniam się. Coraz bardziej.
 Ogarnąłeś się dosyć szybko. Byłem w szoku.
 W pozytywnym szoku?  odparłem, spoglądając na niego. Michael odwrócił się i posłał mi kolejny uśmiech.  Biorę to za twierdzącą odpowiedź. Spierdoliłem bardzo dużo rzeczy. Teraz muszę ten bałagan posprzątać. Chcę to wszystko naprawić. Ten dystans i…
 Dystans?
– Jak po skończonej trasie wróciliśmy do Los Angeles, spotkałem nasze fanki. Naprawdę przemiłe dziewczyny, ale podchodziły do mnie z taką ostrożnością, jakbym mógł na nie w każdej chwili nawrzeszczeć. To też mi uświadomiło, jakim dupkiem byłem  odparłem, przypominając sobie wypisywane przez fanów historie, które nie były nazbyt przyjemne. Hemmings naprawdę słabo w nich wypadał.
– Wiesz, co jest najlepsze?  zapytał, a ja szybko pokręciłem głową.  Że słyszysz od ludzi, że twoje piosenki, ta cała muzyka, której tak dużo poświęcasz, wpływa na innych. Że ktoś dzięki temu czuje się lepiej. Że poprawiasz im humor, że… Choć nie jesteś fizycznie obok, to podnosisz na duchu, wyciągasz pomocną, niewidzialną dłoń i… Nawet nie wiem, jak to dokładnie opisać. Ludzie dziękują ci za to, że im pomagasz, choć nie robisz tego w widzialny dla oka sposób. To naprawdę zajebiste uczucie, gdy ktoś uśmiecha się dzięki tobie.
 To prawda. Wiem, o co dokładnie ci chodzi.
 Najlepsze jest w tym wszystkim to, że właśnie to robiłem. Pomagałem im muzyką, choć sam byłem w rozsypce. Ale ta jedna rzecz wciąż się udawała. I nie tylko mi, ale nam. Nam jako zespołowi. Było ciężko, cholernie trudno, ale to zostało. To nadal działało i funkcjonowało.
 Magia muzyki.
 Dobrze powiedziane  powiedział z uśmiechem, a potem znów skupił zielone tęczówki na stawie.


Luke

                 Przekręciłem w palcach jeden z pionków  a dokładniej czarną, ręcznie rzeźbioną wieżę. Teraz przynajmniej wiedziałem, co jak się nazywa i jakie ruchy wykonuje. Choć jeszcze zdarzało mi się niektóre rzeczy mylić. Tara zaś była naprawdę cierpliwa, gdy uczyła mnie gry w szachy. Od zawsze uważałem, że jest to trudne i w sumie nadal takie było. Liczyłem jednak na to, że w końcu dojdę do lepszego poziomu i być może kiedyś uda mi się skopać tyłek Jacksonowi, choć on był z pewnością już na bardzo zaawansowanym poziomie. Jednak taki był mój plan.
               Odłożyłem wieżę na jej miejsce  szachy dziadka Jacksona jeszcze niedawno były rozłożone na biurku. Podniosłem głowę, gdy do pokoju wróciła rudowłosa. Uśmiechnęła się, podchodząc do wolnego krzesła. Ponownie zajęła na nim miejsce.
 Mówił, kiedy dokładnie będzie?
 Miał być za chwilę  odpowiedziałem, zerkając na zegarek. Oboje czekaliśmy na pojawienie się blondyna.
              Zerknąłem na nią w momencie, kiedy zaczesywała luźny kosmyk włosów za ucho. Pod moim nosem wymalował się lekki uśmiech. Tara skupiła piwne oczy na ekranie komputera. Niewiele myśląc przełożyłem rękę przez jej plecy, opierając ją na oparciu jej krzesła. Dziewczyna ponownie spojrzała na mnie. Mój wzrok nieco dłużej zatrzymał się na jej ustach, a mózg dopiero wtedy zakodował, że jestem stanowczo za blisko niej. Odruchowo wstrzymałem oddech, nie mogąc przestać się gapić. Szczególnie wtedy, gdy znów obdarzyła mnie kolejnym uśmiechem.
              Podskoczyłem, prawie uderzając stopami o bok szafki, kiedy w pokoju rozbrzmiał znajomy dźwięk. Jackson właśnie próbował się z nami połączyć. To skutecznie sprowadziło mnie na ziemię, a ja mogłem na nowo się ogarnąć i przestać zachowywać się… tak dziwnie. Zanim jednak zdążyłem odwrócić się w stronę komputera, Tara wychyliła się i już zaakceptowała rozmowę. Na ekranie pojawiła się znana twarz chłopaka.
 Jest i moje słoneczko!  rzucił Jackson, na widok przyjaciółki.  Dobrze cię widzieć. Ciebie też, księżniczko – odparł ze śmiechem, wpatrując się we mnie. Prychnąłem pod nosem.  Co tam u was?
 Umiem grać w szachy  odpowiedziałem szybko, dumnie wypinając pierś.
 Zdefiniuj w swoim przypadku słowo umiem  powiedział, opierając łokcie na stole. Ułożył na dłoniach brodę, wpatrując się we mnie z rozbawieniem.
 Nie czepiaj się go, całkiem nieźle mu idzie  odezwała się Tara.
 To podszkól się bardziej, to może uda nam się rozegrać jakąś partyjkę w internecie. Chętnie podejmę to wyzwanie.
 Masz to, jak w banku  rzuciłem z pewnością w głosie, choć doskonale wiedziałem, że mam marne szanse na to, by z nim wygrać.
– A co u ciebie?  zapytała dziewczyna, opierając się o oparcie krzesła. Takim oto sposobem moja rękę dotykała jej pleców.
 Byłem dziś na mieście.  Błękitne oczy ponownie skupiły się na mnie.  Z Michaelem.
 Wyszliście razem?  wydusiłem z zaskoczeniem. Wcześniej Jackson mówił o tym, że mój przyjaciel niechętnie wystawia nos poza mieszkanie, czy to swoje, czy to reszty chłopaków.
 Sam się zdziwiłem, że dość szybko dał się na to namówić. Z początku faktycznie był nieco… zestresowany? Może nawet zagubiony i nerwowy? Ale potem jakoś to wszystko mu przeszło i zaczął zachowywać się swobodniej. Nie spotkaliśmy żadnych fotoreporterów ani też fanów, więc można uznać, że byliśmy całkowicie niezauważeni.
 O czym rozmawialiście?
 Ogólnie obrabialiśmy ci tyłek  rzucił ze śmiechem Jackson, a potem zerknął na Tarę niewinnym wzrokiem, kiedy dziewczyna westchnęła pod nosem. Pokręciła głową.  Wyluzuj, słoneczko, tylko się zgrywam.
 To może zrobimy tak, wy tu sobie rozmawiajcie na temat swojej tajnej misji, która dotyczy chłopaków, a ja pójdę zrobić coś do picia. Potem wrócę.
 Możesz zostać  odparłem szybko, spoglądając na nią.  To żadna tajemnica.
 To są wasze sprawy. Nie chcę się mieszać.
 Ale wrócisz?  rzucił Jackson.
 Wrócę  odpowiedziała, a potem wstała z miejsca.  Luke, herbaty czy kakao?
 Kakao.
 W porządku.
                  Odprowadziłem ją wzrokiem w stronę wyjścia, nawet na moment nie odrywając od niej oczu. Dziewczyna odwróciła się jeszcze na chwilę, a potem po raz kolejny posłała mi promienny uśmiech. Potem zniknęła w korytarzu, a ja usłyszałem jej kroki, które zmierzały w kierunku schodów. Zdałem sobie sprawę, że sam uśmiecham się do siebie, jak kretyn. Dopiero głośniejsze chrząknięcie, przypomniało mi o tym, że przecież miałem rozmawiać z Jacksonem. Ponownie skupiłem się na blondynie.
 Co to było?  zapytał, poruszając dwuznacznie brwiami.
 Co, co?
 Ten twój maślany, tęskny wzrok i… No, chłopie. Tara wpadła ci w oko?
 Nie wygłupiaj się.
– W tym momencie jestem śmiertelnie poważny  odparł, w dalszym ciągu nie spuszczając ze mnie błękitnych tęczówek. Miałem wrażenie, że to spojrzenie przeszywa mnie na wylot i Jackson zaraz pozna wszystkie moje myśli.  Podoba ci się?
 Ja… O matko, pewnie ty i ona… Ja… Przepraszam.
 Ja i ona?  Zaśmiał się, kręcąc głową.  Ja i Tara jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kocham ją i zrobiłbym dla niej wszystko. Jest dla mnie, jak siostra. Jest jedną z bliższych mi osób, ale nie jest to ten sposób bliskości, o której myślisz.
 Myślałem, że…
 Nie jesteśmy parą. Nie wzdycham do niej potajemnie i ona do mnie też nie.
 Skąd wiesz?
 Ty tak na serio? – odparł, unosząc jedną brew.  Po prostu wiem.
 A Shawn?
 Co z nim?
 On ma coś do niej, czy…  zacząłem ostrożnie. Chłopak zaśmiał się.
 Widzę, że temat cię zainteresował.
 Ja nie…
 Zakochałeś się?
 Przestań.
 Zauroczyłeś?
 Tara jest… Bardzo miła i…
 Zaczynasz się zacinać  skwitował rozbawiony.  Naprawdę na nią lecisz!
 Mów ciszej  syknąłem, bojąc się tego, że rudowłosa to usłyszy.
 Nie zaprzeczyłeś.
 Jaki ty jesteś wkurzający  mruknąłem, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
 Odpowiadam jednak na twoje wcześniejsze pytanie. Nie, Shawn raczej nie kręci do Tary, a przynajmniej tak mi się zdaje. Jeśli jego zachowanie wydało ci się podejrzane, to może on zauważył to samo, co ja.
 Czyli co?
– Że się do niej ślinisz, jak buldog widzący kawał soczystej szynki. I pewnie ma podobne spojrzenie na tę sprawę, jak ja.
 Co masz dokładnie na myśli?  zapytałem powoli, nie będąc do końca pewny, czy na pewno chcę to wiedzieć.
 Zakochałeś się w niej…
 Jackson, to nie tak i…
 Nie przerywaj mi  rzucił nieco ostrzejszym tonem, dodatkowo machając na mnie palcem. Po chwili jednak jego głos znów złagodniał.  Zakochałeś się w niej, choć na daną chwilę nie chcesz się do tego przyznać. Ale pomińmy to. Uznajmy, że i ona coś do ciebie poczuje. Co będzie dalej?
 Jak co będzie dalej?
 Luke, ty masz swoje życie, a ona swoje. Ten cały cyrk, jaki odwaliliśmy, w końcu dobiegnie końca. Ty wrócisz do Los Angeles, by znowu być gwiazdą, a ona zostanie tutaj. Myślę, że nie da się tego tak łatwo pogodzić.
 Niby czemu?
 Tara nie jest znaną modelką, aktorką czy kimkolwiek, kto wtopiłby się łatwo w twoje towarzystwo. Nie jest celebrytką. Nie zna błysku fleszy, nie jest na językach innych. Ja i ona jesteśmy zwykłymi, szarymi ludźmi. To nie jest nasze miejsce. Żyjemy w cieniu i podziwiamy gwiazdy przez ekran telewizora, ewentualnie z koncertowej płyty. Między nami jest granica, która rozdziela dwa światy. Jesteś ty i jesteśmy my.  Zacisnąłem usta.  Naprawdę jesteś w porządku, Luke. Myślę, że nawet Tara mogłaby być z tobą szczęśliwa. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Ty wyjedziesz, ona tu zostanie. Przez jakiś czas będziecie się kontaktować za pomocą telefonu czy internetu, a potem… Jest duże prawdopodobieństwo, że zakręcisz się wokół dziewczyny, którą będziesz mieć blisko. Która będzie na miejscu. Oczywiście, to może też iść w drugą stronę i to Tara może w końcu znaleźć kogoś innego. Chodzi mi o to, że… Któreś z was może skończyć w końcu ze złamanym sercem. Będziecie się od siebie oddalać, aż zostaniecie tylko miłym i może też bolesnym epizodem w swoim życiu.  Chciałem się odezwać, ale nie wiedziałem, co dokładnie powinienem powiedzieć, by choć trochę złagodzić ten pesymistyczny obraz, jaki mi zaprezentował.  To jest twoja decyzja.
 Moja?
– Twoja. Możesz się do niej zbliżyć albo odpuścić, bo wnioskuję, że ona na razie o niczym nie wie. Jesteście dwójką dorosłych ludzi. Wiedz jednak, że jeśli złamiesz serce mojemu słoneczku, to przyjedziesz w odwiedziny do Liz w pudełku po zapałkach.
 Nie mam zamiaru jej w żaden sposób krzywdzić.
 Każdy tak mówi, a potem… Potem dzieją się różne rzeczy.
 Jackson…
 Niektóre wielkie gwiazdy łączą się z normalnymi szarakami, takimi jak ja czy ona. Musisz sobie też uświadomić, że jeśli chciałbyś z nią być, to jej życie się zmieni. Tylko czy ona jest gotowa na taką zmianę? W każdym z nas tli się trochę egoisty, ale w takich przypadkach trzeba jednak pomyśleć o drugiej osobie i o tym, czy ona to udźwignie. Czy da radę z odległością, medialną nagonką i tym, że jej imię będzie pojawiać się zaraz obok twojego.
                  Spuściłem wzrok, wpatrując się w swoje dłonie. Dostrzegłem to, jak lekko zadrżały ze zdenerwowania. Tak wsiąknąłem w życie w Arlen Town, że faktycznie nie pomyślałem o tej drugiej płaszczyźnie. O tym, co na tę dłuższą chwilę zostawiłem za plecami. Jackson miał rację. W końcu wrócę do Los Angeles. Nie będę dłużej nim, a znów będę Lukiem Hemmingsem, gitarzystą 5 Seconds of Summer.
 Luke?  Ponownie spojrzałem na niego.  Nie zrozum mnie źle, ja naprawdę nie jestem osobą, która w tej sprawie powinna decydować o czymkolwiek, ale… Zastanów się nad tym dobrze.
 Jak bardzo w tym momencie jesteś na mnie wkurwiony?
 Wkurwiony?  zapytał, robiąc duże oczy.  Nie jestem w ogóle. Jak można się wkurzać o czyjeś uczucia? To normalne, że ty też chcesz się zakochać, chcesz mieć kogoś bliskiego obok. To normalne, bo każdy z nas tego chce. Chce kochać i być kochanym. Tylko nieraz nie jest to takie łatwe. Nieraz trzeba iść na kompromis, a czasem nawet i całkowicie odpuścić. Pogadaj z nią.
 Co?
 Pogadaj z nią na spokojnie i…
 Nie ma mowy  rzuciłem, kręcąc głową.  Nawet nie wiem, czy ona… Możemy już przestać o tym rozmawiać?
 Znowu uciekasz.
 Ja?
 Tak to widzę. Ale jak chcesz. Tylko przemyśl to na spokojnie i… Daj mi znać  powiedział z uśmiechem.  Jestem ciekawski i chcę wiedzieć, jak to się potoczy.  Przekręciłem oczami.  Dasz mi znać?
 Dam. Robisz chyba za mojego prywatnego psychologa, więc tak, dam ci znać.
 Super, trzymam za słowo. 
 Nie wiem, jakim cudem przyznałem ci się do tego wszystkiego.
 W sumie, nie przyznałeś się do niczego wprost. Ale chyba moja słodka facjata tak na ciebie działa, że się przy mnie bardziej otwierasz  odparł, a potem obaj zaczęliśmy się śmiać. 


***
Jackson ma kolejny mały sukces na koncie - wyciągnął Michaela z domu. Może to nie był ostatni raz, kiedy chłopaki wyszli razem? A Luke i Tara... Grają i składają pranie XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 

Przy okazji zamieszczam tu małą informację dla tych, co czytają moje inne ff - za tydzień zaczynam urlop i szykuje mi się mały wyjazd. Spróbuję jeszcze przed nim napisać, chociaż jeden rozdział, ale nie gwarantuję w stu procentach, że na pewno mi się to uda. Chociaż może czas na to pozwoli - na to liczę :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informację o tym, co i kiedy się pojawi. 

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF