wtorek, 16 stycznia 2018

#16 Więc to moja wina?

Luke

               Pierwsze, co poczułem, to ciepłe ciało przyciskające się do mojego. Drugą rzeczą był gorący oddech, który owiewał mi skórę na szyi. Przez chwilę leżałem nieruchomo, z zamkniętymi oczami, zastanawiając się, czy to nadal część snu czy nie. Nagle ocknąłem się, zdając sobie sprawę, że to jednak nie jest sen.
               Moje mięśnie od razu spięły się, gdy powoli spojrzałem na dziewczynę, która spała obok. Nie było to jednak zbyt proste zadanie, bo Tara zrobiła sobie ze mnie żywą przytulankę  nie żebym miał coś przeciwko temu, bo to było cholernie przyjemne. Jej twarz była tuż obok mojej. Przerzuciła jedną nogę przez moje udo, przez co jej cała sylwetka byłą jeszcze bardziej skierowana na mnie. Prawą ręką obejmowała mnie ciasno, a palce u dłoni dotykały mojego ucha. Była niczym urocza przylepa. Nic dziwnego, że szybko zrobiło mi się gorąco.
                Odchyliłem się, by móc ją lepiej widzieć. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie wczorajszy wieczór, który z nią spędziłem. Przez chwilę dokładnie oglądałem jej jasne policzki, rozczochrane rude włosy i lekko rozchylone usta. Wtedy też jeszcze bardziej doszło do mnie to, że chciałbym mieć ją zawsze obok. Nie byłem jednak na tyle naiwny, by wierzyć w to, że taka opcja będzie kiedykolwiek możliwa. Jackson miał rację  żyliśmy w dwóch różnych światach. Ja nie pasowałem do jej spokojnego i ułożonego życia, a ona może nie koniecznie chciałaby, bym wciągnął ją w moje. Gdy tylko o tym pomyślałem, poczułem nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Nawet nie próbowałem udawać sam przed sobą  po prostu zrobiło mi się z tego powodu przykro. To było tak, jakbym miał to uczucie na wyciągnięcie ręki, ale w czasie drogi do niego pojawiła się nagle niewidzialna bariera, której nie potrafiłem ominąć. A może po prostu tworzyłem problem, którego tak naprawdę nie było?
               Dotknąłem delikatnie jej ręki, jakby dziewczyna mogła po prostu zniknąć. Przejechałem policzkiem po jej czole, a potem musnąłem je ustami. Zamieniając się miejscami ze swoim sobowtórem, nie sądziłem, że w tym małym mieście znajdę coś, czego nawet nie szukałem, a w głębi serca chciwie tego pragnąłem. Prawda jest taka, że czasami zakochujemy się w osobach, które przez przypadek znajdą się na naszej drodze. Mają w sobie coś takiego, że od razu do nas trafiają, a my nie możemy przestać o nich myśleć. Ujmują nas swoją osobowością i podejściem do życia  a nieraz, jak w przypadku Tary, pomagają odbić się od dna i podnieść się z upadku. Bajka robi się piękniejsza, gdy ta druga osoba odwzajemnia to samo uczucie. Tak bardzo chciałem, by i moja bajka zrobiła się piękniejsza. Wiedziałem jednak, że pierwszym krokiem ku temu jest po prostu rozmowa. Miałem nadzieję, że w końcu się przełamię i przestanę być tchórzem.
               Raz jeszcze przybliżyłem się do niej. Po raz kolejny złożyłem na jej czole czuły pocałunek.
 To było bardzo miłe  powiedziała cicho.
               Drgnąłem nerwowo, nabierając jednocześnie powietrze w płuca. Moje serce od razu przyspieszyło. Jak tak dalej pójdzie, to padnę w końcu na zawał. Byłem przekonany, że dziewczyna dalej śpi. A może to ja ją obudziłem?
 Nie chciałem… ja nie…
 W porządku  odparła, podnosząc i odsuwając się ode mnie. Skrzywiłem się lekko, ale zaraz po tym uśmiechnąłem się, by nie widziała tego niezadowolenia, które wymalowało się na moje twarzy, jak tylko zwiększyła między nami odległość.  Nie chciałam zrobić z ciebie poduszki.
 Nie mam nic przeciwko.
 Zapamiętam to na przyszłość. Która godzina?
 Nie mam pojęcia  powiedziałem, unosząc się na łokciach.
 Jest… Kurwa, jest za dziesięć ósma!  krzyknęła, pospiesznie wstając z łóżka. Jej noga zaplątała się w kołdrę, przez co prawie się przewróciła. Udało jej się ustać w pionie, ale pociągnęła ze sobą pierzynę, jednocześnie odkrywając mnie.  Zaspaliśmy!
 Co?
 Mamy być w bibliotece o ósmej!  Wsunęła szybko stopy w klapki, a potem ruszyła w stronę drzwi.  Dzwoń do Shawna, że się spóźnimy!
 Jasne  odparłem już bardziej do siebie niż do niej, bo rudowłosa zdążyła wyjść na korytarz.
                Przeturlałem się na drugą stronę materaca. Złapałem za komórkę. Chciałem ją odblokować, ale nagle usłyszałem głośny huk, jakby coś odbiło się od drzwi. Odwróciłem głowę w stronę korytarza.
 Żyjesz?!
 Tak! Po prostu nie opanowałam jeszcze techniki przenikania przez obiekty! A to bardzo zaawansowana magia!  odpowiedziała Tara. Nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem.


Jackson

                 Nie byłem pewny, czy to dziwne łupanie to część kaca, który opanował moje ciało, czy mój obolały mózg wychwytuje jeszcze inne dźwięki. Przewróciłem się na bok, czując, jak język klei mi się do podniebienia. Cholernie chciało mi się pić, ale nie miałem siły  ani też ochoty  by wstać z łóżka i iść do kuchni. Musiałem się przemęczyć.
                Jęknąłem głośniej, gdy rozdzwonił się telefon. Znana melodia dochodziła z podłogi, a ja przez chwilę zastanawiałem się, jakim cudem komórka się tam znalazła. Na oślep wyciągnąłem rękę i wymacałem wibrujące urządzenie. Spojrzałem na ekran, choć obraz przed oczami nadal miałem lekko zamazany i zamglony, udało mi się odczytać imię dzwoniącej osoby.
 No?  wydusiłem zachrypnięty.  Tylko się pospiesz, bo jestem w stanie agonalnym. Będę chyba schodził z tego ziemskiego padołu.
 Otwórz mi, do cholery  warknął Michael.
 Co mam otworzyć?  zapytałem, bo myślenie… myślenie też bolało.
 Drzwi, kretynie!
 Które?
 Ty tak na poważnie?
 Jakie drzwi?
 Do komnaty tajemnic! Kurwa, drzwi wejściowe, Jackson!
 Ta… Już idę.
 A przyjdziesz tu jeszcze w tym tygodniu?
 Pierdol się, mam kaca.
 Fajnie. Wstajesz?
 Już  mruknąłem, a potem się rozłączyłem. 
                 Położyłem komórkę na szafce, a następnie wypełzłem w bardzo zwolnionym tempie z ciepłego łóżka. Miałem nadzieję, że Clifford ma dobry powód, by mnie budzić tak wcześnie rano. Spojrzałem kontrolnie na zegarek  no dobra było po dwunastej. Podciągając spodnie, wyszedłem z pokoju, a następnie poczłapałem w kierunku drzwi. Zanim do nich dotarłem, czerwonowłosy zdążył trzy razy nacisnąć dzwonek.
 Już  powiedziałem, gdy zobaczyłem opierającego się o ścianę Clifforda.  Masz otwarte. Zadowolony?
 Wow, faktycznie kiepsko wyglądasz.
 Mów mi jeszcze  mruknąłem, a potem odwróciłem się i ruszyłem z powrotem do pokoju.
                 Słyszałem, jak zamyka za sobą drzwi, a potem idzie za mną. Jego kroki odbijały się echem od parkietu, a ja byłem pewny, że teraz docierają do mnie ze zdwojoną mocą. Jakby ten dźwięk miał mi zaraz rozsadzić czaszkę. Matko… Jak cholernie bolała mnie głowa. Więcej nie piję. Więcej z nimi nie piję. Nie piję i już.
                 Dotarłem w końcu do łóżka. Nie czekając na nic, rzuciłem się na nie, rozpłaszczając się na materacu. Wcisnąłem twarz w poduszkę. Próbowałem ręką odnaleźć, chociaż kawałek kołdry, ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że praktycznie cały na niej leżę, więc odpuściłem. Nie chciało mi się podnieść, tylko po to, by ją wyciągnąć. Spanie bez też jest dobre.
                 Skrzywiłem się, gdy kroki Michaela było słychać też i w pokoju. Chłopak obszedł łóżko. Po cichym dźwięku materiału, zorientowałem się, że musiał przesunąć na bok moje brudne ubrania, które rzuciłem na podłogę, gdy przebierałem się w moją pseudo piżamę  spodnie od dresów i koszulkę, którą chyba miałem założoną na lewą stronę. A przynajmniej tak mi mówiła wystająca z boku metka.
 Masz zamiar iść spać?  zapytał, kiedy podszedł do okna i odsłonił je.
 Zgaś to!
 Poważnie chcesz iść spać?
 Ta…
 Cóż za gościna.
 Czuj się jak u siebie. A nie… w sumie to nie moje mieszkanie, więc rób co chcesz  odparłem, odwracając się od jasnego słońca, które wpadło do pokoju. Poczułem też lekki przypływ świeżego powietrza. Michael otworzył okno.
 Jackson?

 No?

 Ale wczoraj dobrze się bawiłeś?
 Tak, było zajebiście  powiedziałem, zerkając na niego. Michael uśmiechnął się szeroko.  Ale więcej z wami nie piję.
 No ja i Ashton mieliśmy nad sobą kontrolę, ale ty i Calum… Barmani nie byli zadowoleni z tego, że chcieliście tańczyć na barze.
 Próbowaliśmy ich też przekupić, ale nie wyszło  dodałem ze śmiechem.  Jaka kompromitacja. Ale w sumie jestem Lukiem Hemmingsem i to on wyszedł na przygłupa.
 Czyli pamiętasz wszystko?
 Tak, nie urwał mi się film.  Przekręciłem się na bok. Przeczołgałem się kawałek dalej, by Michael mógł usiąść. Przy okazji wydobyłem kołdrę i okręciłem się nią.  Dobrze, że nie złapali nas paparazzi. Dobrze, że nikt nie robił nam zdjęć.
– Całe szczęście.
 Właśnie  odparłem, machając na niego palcem.
 Jak bardzo źle się czujesz?
 W zależności, czego ode mnie chcesz?
 Nie bądź dupkiem  rzucił, a potem uderzył mnie w ramię, że aż się zakołysałem.  Pytam poważnie.
 Przeżyję.
 Fajnie, bo obiecałeś, że pójdziesz ze mną na zakupy.
 Ja obiecałem?  jęknąłem, marszcząc nos.
 Tak. Nie chcę iść sam, bo… pomyślałem, że… będzie mi raźniej, gdy ze mną ktoś będzie, a ja…
 Jasne, Mikey  powiedziałem z uśmiechem.  Pójdę.
 Tak?
 Tak.
                 Gdy tylko to powiedziałem, Clifford obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Wiedziałem, że jeszcze wzbrania się z wychodzeniem w pojedynkę na miasto. Nie miał problemów z pójściem gdzieś blisko swojego domu czy przyjechaniem do reszty zespołu. Inne wyjścia jednak nadal traktował, jak coś w rodzaju potencjalnego zagrożenia. Nie chciał być osaczonym przez fotoreporterów. Nie chciał, by zadawano mu pytania, które być może dotyczyłyby jego stanu zdrowia psychicznego. Stawiał małe kroki, by znów funkcjonować jak dawniej, a ja chciałem mu w tym pomagać. Będąc z kimś, czuł się pewniej.
                 Przez chwilę obserwowałem to, jak zaczął się kręcić po pokoju. Byłem pewny, że usiądzie, ale on miał jednak zupełnie inne plany. Złapał za moje brudne ubrania i wyszedł z nimi z pokoju. Nie wiem, ile to trwało  pewnie o wiele krócej, niż podpowiadała mi to moja chora głowa  wrócił do pomieszczenia. Wtedy zobaczyłem w jego ręku wysoką szklankę z czymś musującym w środku. Miałem gdzieś co to jest, ważne było, że to jest mokre i ugasi, choć trochę moje pragnienie.
 Trzymaj.
 Chcesz mnie otruć?  zapytałem, podnosząc się.
 A potem okraść. Przejrzałeś mnie  powiedział rozbawiony, podając mi szklankę.
                 Przyssałem się do niej, wypijając całą jej zawartość na raz. Dopiero pod koniec nieco się skrzywiłem, gdy doszedł do mnie gorzkawy smak tego czegoś, co przed chwilą w niej pływało.
 Znalazłem w szafce tabletki przeciwbólowe. Może poczujesz się po tym lepiej.
 Dziękuję.
                Oddałem mu szklankę, a potem padłem z powrotem na poduszkę. Clifford odłożył naczynie na szafkę, która stała obok łóżka. Odwrócił się, wlepiając we mnie zielone oczy. Uśmiechał się dalej, więc i ja po chwili zrobiłem to samo. Usiadł obok, rozwalając się na wolnej części materaca.
 Co teraz? – odezwałem się ponownie.
 Teraz poczekamy, aż naprawi ci się mózg i pójdziemy na zakupy.
 Dobry plan. Będziesz tu ze mną siedział?
 Tak.
 Mogę się do ciebie przytulić?
 Nie.
 Ty wstrętna małpo  mruknąłem, co go rozbawiło.


Luke

                 Skończyłem wykładać książki na półkę. Złapałem za wózek, przeciągając go na początek alejki. Ustawiłem go z boku sąsiedniego regału. Raz jeszcze omiotłem wzrokiem całość działu, a potem uśmiechnąłem się z triumfem, że moja praca nie zajęła mi tak wiele czasu, jak z początku. Coraz sprawniej poruszałem się po tym dziwnym świecie bibliotekarskich symboli.
                 Odwróciłem się, słysząc kroki. Na mojej twarzy pojawił się kolejny uśmiech. Tym razem był to jeden z tych, którym obdarzasz osobę, na której ci zależy. Tara właśnie szła w moim kierunku, trzymając pod pachą pękaty segregator. Zatrzymała się obok, a ja przez dłuższą chwilę zapatrzyłem się w jej piwne tęczówki.
 Mam dla ciebie propozycję  powiedziała cicho.
 Mów.
 Chcę cię wyciągnąć na kolację, ale z uwagi na pogodę możemy zjeść ją w domu, siedząc w dresach i oglądając głupkowaty film. Co ty na to?
 Podoba mi się ta druga opcja  odparłem ze śmiechem, a ona uśmiechnęła się szeroko.  Nie to, że nie chcę nigdzie wyjść czy coś, tylko…
 Druga opcja  przerwała mi, zanim nie dostałem kompletnego głupkowatego słowotoku, nad którym pewnie straciłbym kontrolę.  Na co masz ochotę?
 Co?  wydusiłem, bo… Powiedzmy wprost, że w pierwszej chwili zupełnie nie wziąłem pod uwagę tego, że jesteśmy w temacie jedzenia, a nie… innych rzeczy, które moglibyśmy robić podczas kolacji. A może to randko-kolacja? Tak, randko-kolacja by mi jak najbardziej odpowiadała.
 Przygotuję do jedzenia coś, co lubisz. Na pewno masz ulubione danie.
 Ja… Lubię pizzę.
 Wow, zaskoczyłeś mnie.
 Tak?
 Nie  odparła ze śmiechem.  Ale jak chcesz, mogę zrobić pizzę. O ile mi pomożesz.
 Umiesz robić pizzę?
 Wersję domową.
 Wyjdź za mnie  rzuciłem, nie zastanawiając się dokładne nad tym, co wypłynęło z moich ust. Tara zaśmiała się, co przyjąłem z ulgą. Przynajmniej nie poczułem się do końca jak kretyn.  Pomogę ci  dodałem szybko.
 Super, to jesteśmy umówieni. Po pracy skoczymy do sklepu.
 Jasne.
              Wyszczerzyłem się sam do siebie, gdy na odchodnym puściła mi oczko. Potem odwróciła się i ruszyła w kierunku pomieszczenia, w którym składowane były wszystkie papierzyska, które większość z pracujących tu osób w ogóle nie ogarniała. Przygryzłem wargę, odprowadzając ją wzrokiem, aż do momentu, w którym nie zamknęły się za nią drzwi. Czy ta randko-kolacja nie będzie idealnym momentem, by wyznać jej to, co czuje? A może powinienem się jeszcze wstrzymać?
 Przepraszam, młody człowieku.
               Słysząc ten obcy głos, raptownie odwróciłem się. Zapomniałem jednak, że stoję tuż przy regale, co skutkowało tym, że moja twarz spotkała się z dużym i ciężkim meblem. Przez chwilę bałem się tego, że straciłem w tym starciu wszystkie przednie zęby. Na szczęście były na swoim miejscu. Już myślałem, że czas, kiedy robiłem z siebie idiotę w tym miejscu minęły, ale najwidoczniej się pomyliłem. Starsza kobieta, która mogła być moją babcią, zmierzyła mnie wzrokiem, a potem zasłoniła usta dłonią i zaśmiała się cicho.
– Nic się nie stało?
 Nie i przepraszam  wydusiłem, próbując ukryć w głosie zażenowanie.  W czym mogę pomóc?
 Mam problem z katalogiem  pociągnęła, wskazując palcem stanowiska komputerowe, ustawione przy oknie.  Nie znam się na tym, a chciałabym znaleźć jedną książkę.
 Oczywiście – odparłem, kierując się w stronę drugiego końca alejki. Czułem na sobie jej wzrok, więc i ja na nią spojrzałem. Kobieta uśmiechnęła się.
– Czasami, gdy jesteśmy zakochani, to robimy głupie rzeczy  powiedziała, a ja uniosłem brwi.
 Ja nie… To znaczy… ja i ona…
 Jesteście parą?
 Nie, bo…
 Ale będziecie?
 Raczej nie  rzuciłem, a potem zacisnąłem usta.
                  Niestety to była najbardziej prawdopodobna wersja tej naszej bajki. Mimo tego wszystkiego co czułem, nie zapominałem o tych dwóch światach, które nas dzieliły. Na całe szczęście kobieta nie drążyła tego tematu dalej.


Jackson

                Jedną drzemkę, dwie przeciwbólowe tabletki i śniadanie później, byłem w końcu zdatny do dalszego w miarę normalnego funkcjonowania. Nadal byłem blady i wciąż mnie suszyło, a oczy miałam lekko przekrwione, to i tak nie prezentowałem się, aż tak tragicznie, jak Hemmings w czasach swojego wielkiego balangowania. Zdecydowanie przedstawiałem lżejszą odsłonę jego kaca.
               Michael wyciągnął mnie do dużego centrum handlowego. Wybierał takie sklepy, że od cen na metkach można było dostać zawału na miejscu. Niektórych rzeczy bałem się wręcz dotknąć, bo kosztowały tyle, że na jedną z nich musiałbym przeznaczyć większą część mojej wypłaty – jak i nie ją całą. Clifford buszował zaś między wieszakami, jakby planował zaopatrzyć się w naprawdę sporą ilość ubrań. Ciągnąłem się za nim, marząc o powrocie do domu. Nadal odczuwałem syndrom dnia poprzedniego, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, by wymigać się od wyjścia. Skoro miały być zakupy, to będą, a ja je jakoś przeżyję.
 Ta koszula by tobie pasowała.
                Zdążyłem na czas się zatrzymać, by w niego nie wlecieć. W niego i wyciągnięty wieszak, na którym wisiała wspomniana przez niego część garderoby. Koszula była granatowa, z długim rękawem, a na piesi miała naszywkę z logo marki.
 Mi?  wydusiłem, unosząc jedną brew.
               Chłopak z entuzjazmem pokiwał głową. Nie zdążyłem jednak powiedzieć nic więcej, bo Clifford po prostu wcisnął mi ją w ręce. Długa metka na złotawym sznurku odwróciła się, a mi prawie oczy wyleciały z orbit, gdy zobaczyłem jej cenę.
 Jezu, Mike, zabierz to ode mnie  odparłem, podskakując w miejscu, jakbym samym dotykiem mógł ją uszkodzić.  Zabierz, zabierz, zabierz!
 Co z nią jest nie tak?
 Widziałeś, ile to kosztuje?  jęknąłem, machając wieszakiem. Gitarzysta parsknął śmiechem.  Przypomnieć ci o czymś? Ja należę do klasy bardzo średniej. Za to  złapałem za metkę  muszę przeżyć cały miesiąc.
 Nie dramatyzuj.
 Nie dramatyzuj?
– Jesteś teraz Lukiem Hemmingsem  powiedział cicho, poruszając brwiami.  A Luke nie zwraca uwagi na ceny na metkach. Zresztą sam mówiłeś, że dostałeś od niego sporo kasy, więc… czemu z tego nie skorzystasz?
 Mam skorzystać?
 A nie? To dobra okazja, by choć przez chwilę nie przejmować się pieniędzmi na koncie.
 Fajnie, kup mi Ferrari.
 Tylko wybierz sobie kolor – odparł ze śmiechem.
 Poważnie?! Kupisz mi samochód?
 Aż tak cię nie lubię. A poza tym, to Hemmo cię sponsoruje a nie ja.  Zmierzył mnie wzrokiem i po raz kolejny uśmiechnął się.  Chociaż ją przymierz. Myślę, że granatowy do ciebie pasuje.
 Tak sądzisz?  Pokiwał głową.  W porządku. Jezu… Boję się tego dotykać. Mam czyste ręce? A co jak ją przez przypadek ubrudzę?
 Te pseudo Luke  odparł, a ja oderwałem wzrok od ubrania i znów spojrzałem na niego.  Zluzuj gacie.
 Ale najpierw ty zluzuj sobie mózg, wtedy pogadamy  skwitowałem, a on parsknął śmiechem.
                Odwrócił się i przeszedł do następnych wieszaków. Raz jeszcze dokładnie obejrzałem koszulę, a potem wzruszyłem ramionami. Clifford miał rację. Skoro dostałem od Luke'a pieniądze  i to całkiem pokaźną sumę  to mogę to wykorzystać. Tylko zdecydowanie lepiej bym się czuł, gdybyśmy poszli do sklepu, który nie ma towarów, aż z tak wysokiej półki. Postanowiłem jednak udawać, że nie widzę metek. Szybko odnalazłem Michaela wzrokiem, który teraz grzebał przy wystawionych spodniach. Wziąłem głębszy wdech i ruszyłem w jego stronę, nie chcąc go zgubić.
               Po jakimś czasie trzymałem w rękach nie tylko koszulę, ale też dwie pary spodni, trzy koszulki i kurtkę, która naprawdę mi się spodobała. Najlepsze w tym wszystkim było to, że większość z tych rzeczy i tak wybrał mi Clifford. Nie wiem, czy bawił się w mojego prywatnego stylistę, czy może gdzieś w środku jego cichym hobby są właśnie zakupy, ale było widać, że taka zabawa w jakiś sposób go rozluźniła. Może też powodem tego było to, że odkąd wyszliśmy z domu, nikt nas nie zaczepił. Nikt się nami nie interesował. Jakbyśmy byli jednymi z wielu bezimiennych klientów tego centrum.
                 Wszedłem do przymierzalni, która wielkością przypominała mi łazienkę w domu w Arlen Town. Nie umywała się do małych, ciasnych pomieszczeń z wiszącą krzywo zasłonką, które zazwyczaj spotykałem w znanych mi sklepach. Na podłodze znajdował się puchaty dywanik, na jednej ze ścian przyczepiono olbrzymie lustro, a po drugiej stronie ustawiono długą, skórzaną pufę, która z łatwością pomieściłaby trzy osoby.
                  Rozebrałem się, a potem powoli zacząłem zakładać na siebie wybrane rzeczy, które tu przytaszczyłem. Byłem w trakcie wciągania na tyłek spodni, gdy drzwiczki  nie zasłonka  uchyliły się. Odskoczyłem od nich, a potem spojrzałem z wyrzutem na zadowolonego z życia Michaela. Zdecydowanie uśmiechnięty Clifford był moją ulubioną wersją Clifforda.
 Nie mogłeś zapukać?
 Puk, puk  rzucił, a potem parsknął śmiechem.
– Stoję przed tobą prawie w samych gaciach  rzuciłem, jakby chłopak nie zdążył tego zauważyć. 
 I ze spodniami naciągniętymi do ud – dodał, a potem znów zachichotał, gdy zmierzył mnie dokładnie wzrokiem. Jego zielone tęczówki na dłużej zatrzymał się na mojej odsłoniętej klatce piersiowej, co nie uszło mojej uwadze. Potem jednak szybko spojrzał mi w oczy, jakby chciał to w jakikolwiek sposób zamaskować.  I jak?
 Daj mi chwilę, to… Uch, jakie to ciasne!
 Przytuło ci się?
 Więcej ciała do kochania, skarbie  powiedziałem z zadowoleniem.  O, tak! Udało się  dodałem z zadowoleniem, kiedy w końcu wciągnąłem spodnie. Zapiąłem guzik i rozporek.  Czuję, jak miażdżą mi się flaki.
 A te drugie mierzyłeś?
 Te drugie są w porządku.
 Długo będziesz tu siedzieć?
 A co? Chcesz się przyłączyć?  zapytałem, poruszając dwuznacznie brwiami. Na policzkach Michaela pojawiły się lekkie rumieńce. Chłopak prychnął pod nosem, a potem pokazał mi środkowy palec. Po chwili zamknął drzwi.
 Pospiesz się, jestem głodny.
 Ja też  skwitowałem, rozpinając guzik i rozporek. Teraz musiałem ściągnąć te przeklęte spodnie i miałem nadzieję, że nie zejdą mi razem ze skórą.
                   W końcu przebrałem się w swoje ubrania  a raczej te należące do Hemmingsa. Pozbierałem i poskładałem wszystko, co ze sobą przyniosłem. Przyklepałem też włosy, które po tym całym mierzeniu, zaczęły mi sterczeć we wszystkie strony. Zdecydowałem się wziąć kurtkę, jedne spodnie, białą koszulkę i tę granatową koszulę, która nie ukrywam, ale spodobała mi się.
                   Wyszedłem z przymierzalni. Michael stał kawałek dalej, przeglądając koszulki rozwieszone równo na wieszakach. Odwiesiłem niechciane rzeczy w wyznaczonym do tego miejscu. Odwróciłem się i już chciałem podejść do Clifforda, kiedy zobaczyłem znaną mi osobę. Aż jęknąłem z niezadowoleniem na jej widok. Najgorsze w tym wszystkim było to, że i ona mnie zauważyła. Lorraine uśmiechnęła się dumnie, a następnie ruszyła w moim kierunku. No po prostu bosko. Byłem pewny, że się jej pozbyłem, ale jak widać, nawet nie można spokojnie zrobić zakupów, by nie przyciągnąć do siebie czegoś paskudnego. Liczyłem na to, że blondyna nie zwróci uwagi na Michaela, ale zdążyłem tylko o tym pomyśleć, a jej ciemno brązowe oczy zatrzymały się na nim.
 No proszę, jakie miłe spotkanko.
 Aż się ze szczęścia pochoruję  mruknąłem, przekręcając oczami.  Udajmy, że się nie znamy, tak będzie lepiej.
 Nie przyznajesz się do znajomości ze mną?
 Wierz mi, gdybym mógł wymazać cię z pamięci, to nawet bym się nie zawahał, tylko od razu to zrobił  odparłem, a stojący w pobliżu Clifford zrobił wielkie oczy. Potem cicho zaśmiał się, zakrywając usta dłonią.
                 Dziewczyna odrzuciła do tyłu włosy. Przez moment nie odrywała ode mnie wzroku. Miałem nadzieję, że jej wredna osoba skupiać się będzie tylko na mnie i da spokój chłopakowi. Pomyliłem się. Lorraine po raz kolejny obrzuciła Clifforda kpiącym spojrzeniem, a potem prychnęła pod nosem.
 Nadal nie mogę uwierzyć, że wybrałeś śmieci zamiast osobę z klasą.
 Chyba znamy inną definicję pojęcia: mieć klasę.  Nachyliłem się, uśmiechając się do niej złośliwie.  Za wysoka półka, moja droga.
 Będziesz tego żałować.
 Żałować mogę, tylko straconego z tobą czasu.
 Skoro wolisz tego przygłupa jako swojego pseudo przyjaciela.  Zerknąłem na Michaela, który spuścił głowę. W tym momencie, aż się we mnie zagotowało. Spojrzała na chłopaka i parsknęła śmiechem.  Jak tam Clifford? Czujesz się bardziej dowartościowany, będąc z nim? A może się potajemnie w nim podkochujesz i marzysz o tym, by mu obciągnąć? Luke lubi zaliczać przypadkowe osoby, więc może też się załapiesz. 
                  Zacisnąłem ręce w pięści tak mocno, że aż poczułem wbijające się w skórę paznokcie. Zazgrzytałem zębami, walcząc z ochotą, by jej nie uderzyć. Gdyby do tego doszło, wtedy media miałby sensację i wielką pożywkę. Już w myślach widziałem te nagłówki, jak to Luke Hemmings uderzył w sklepie swoją dawną dziewczynę.
 Lorraine?
 Co?
 Po prostu spierdalaj. Ty i to twoje wredne zdradzieckie dupsko. Jesteś po prostu jednym wielkim zerem, który żeruje na innych. Nic więcej. Zdecydowanie wolę towarzystwo wartościowych osób. Szkoda, że zbyt późno to wszystko zrozumiałem. Mimo tego, życzę ci powodzenia w życiu. Może kiedyś coś poprzestawia ci się w mózgu i zaczniesz traktować innych ludzi z szacunkiem. Do tego czasu… Pierdol się, kretynko.
 Ty…
                 Ale ja już jej nie słuchałem. Odwróciłem się na pięcie, podszedłem do Michaela, złapałem go za rękę i pociągnąłem w stronę kasy. Chciałem, by Lorraine jak najszybciej zniknęła mi z oczu. Szczególnie że naprawdę miałem wielką ochotę przywalić jej czymkolwiek, co miałem pod ręką. Czemu nie mogła nas po prostu zignorować?
 Jackson?  wyszeptał Michael, kiedy ciągnąłem na drugą stronę sklepu.
 Daj mi chwilę, bo naszła mnie żądza mordu. Jak ja jej nienawidzę  syknąłem, nie zatrzymując się.  Nienawidzę jej. Nigdy jej nie lubiłem. Nawet jak jej nie znałem, to jej nie cierpiałem i jak widać, wcale się, co do niej nie pomyliłem. Rany… Luke to taki kretyn. Jak on mógł się z nią być? Jak… Fuj… Zaraz się zrzygam.
 Co?
 Oni chodzili ze sobą do łóżka  powiedziałem, krzywiąc się.  Mam nadzieję, że Hemmings przebadał się pod względem chorób przenoszonych drogą płciową. Czy debilizmem idzie się zarazić przez seks?
                  Nie wiem, co było w tym zabawnego, bo powiedziałem to śmiertelnie poważnie, ale Michael chyba uznał, że żartuję, bo zaśmiał się cicho. Spojrzałem na niego, wypuszczając z ulgą powietrze. Przynajmniej tym jednym beznadziejnym tekstem nieco poprawiłem mu humor, który Lorraine mu popsuła. Oby szybko zapomniał i nie rozpamiętywał tego niemiłego spotkania.
                 Miałem też nadzieję, że dziewczyna znów nie obsmaruje nas w internecie. Choć po jej ostatnich akcjach, które zostały przez nas zgłoszone, z jej menadżerem kontaktował się prawnik. Może dzięki temu przynajmniej w sieci będzie spokój? Chyba że dziewczyna o tym zapomni. Wtedy nie omieszkam znów zaalarmować Craiga. Ale wtedy nie będę oczekiwał tylko ostrzeżenia, a konkretnych działań.


Luke

                 Byłem w pełni zadowolony z przebiegu kolacji. Najpierw zrobiliśmy pizzę, która wyszła naprawę wyśmienita. Potem rozłożyliśmy koce i poduszki, by siąść na podłodze. Rozpaliłem też niewielki kominek, który dawał przyjemne ciepło, szczególnie że na dworze panowała paskudna deszczowa pogoda. W tle cicho leciała muzyka. Do tego wino… Wieczór idealny.  
                 Zgadaliśmy się też z Jacksonem, u którego znów był Michael. Chłopaki opowiedzieli nam o tym, jak spędzili razem dzień, a ja nie mogłem wytrzymać ze śmiechu, gdy Clifford ze szczegółami opisywał ciężki poranek  w zasadzie to pseudo poranek  mojego sobowtóra. Blondyn też poinformował mnie o spotkaniu z moją już byłą dziewczyną. Obaj czekali na jakiś ruch z jej strony w sieci, ale na szczęście Lorraine milczała, co wszyscy przyjęliśmy z ulgą.
 Więc robiłeś pizzę  powiedział Jackson, dokładnie mi się przyglądając.  Jestem w szoku.
 Bo?
 Nie byłem pewny, czy ty w ogóle umiesz włączyć piekarnik – skwitował, wzruszając ramionami.
                Spojrzałem na niego z grobową miną, gdy pozostali ryknęli śmiechem. Czy on miał jakiś wykupiony abonament na obrażenie mnie?
 Nie będę z wami gadał  mruknąłem, przechylając się na bok, by sięgnąć butelkę.  Tara, jeszcze wina?
 Pijecie wino?!  zainteresował się blondyn.  Czy to jest randka?
 Przestań  rzucił Michael, trącając go łokciem.  Nie interesuj się za bardzo.
 Ja się nie interesuje za bardzo  powiedział, kręcąc głową. – Ja chcę po prostu wiedzieć. Bardzo chcę wiedzieć. Nawet nie będę ściemniał, że nie jestem ciekawski. Chcę wiedzieć.
 Puknij się w głowę  powiedziała Tara ze śmiechem. Usiadłem z powrotem na swoim miejscu, a ona podała mi pękaty kieliszek.
 A ty nie chcesz wiedzieć?  zwrócił się do Clifforda.
 Nie, szanuję ich prywatność.
 Pierdolenie. Aż cię zżera ciekawość od środka. Chętnie byś poplotkował z pozostałymi. Wiesz, sprzedałbyś im takiego newsa… Da się na tym zarobić w mediach? Może zgarnąłbym dużą sumkę.  Zaśmiał się, a potem spojrzał na nas.  Ej, ja przecież żartuję. Nigdy nie zrobiłby, czegoś takiego.
 Ty i twoje kijowe poczucie humoru  rzucił Michael.
 Moje poczucie humoru jest zajebiste, farbowany misiaczku.
 Misiaczku?  wydusiła Tara, a potem zaczęła się śmiać.
 Lubię nadawać Michaelowi różne słodkie ksywki  skwitował Jackson, wzruszając ramionami.  Nadal próbuję wybrać najlepszą.
 I tym mnie wkurzasz.
 Pasowalibyście do siebie  odparłem, a Clifford, aż nadął policzki. Blondyn zaś uśmiechnął się szeroko i szybko przyznał mi rację. Nie wytrzymałem i sam wybuchłem śmiechem.
 Myślę, że to jest dobra pora, by skończyć tę bezsensowną wymianę zdań. Zresztą jest już naprawdę późno  pociągnął Michael.  Miłego wieczoru.
 Ja jeszcze nie skończyłem  rzucił Jackson.
 Och, daj im spokój. Mają spokojny wieczór, a ty się wpieprzasz.
 Ja się wcale nie wpieprzam! Po prostu chcę…
 Tak chcesz wiedzieć, już to słyszałem  powiedział Michael, a potem spojrzał na nas.  Do usłyszenia.
– Do usłyszenia  odpowiedziała Tara.
                 Chciałem też się pożegnać, ale Clifford przerwał rozmowę. Zanim jednak do tego doszło, usłyszałem jeszcze urażony ton Jacksona, który próbował uargumentować swoją ciekawość tym, że on tak ma i to jest silniejsze od niego. Jak się tam nie pozabijają, to będzie cud. Chociaż wcale nie kłamałem mówiąc, że ta dwójka by do siebie pasowała. Między nimi było coś… fajnego. Coś, co trudno było mi określić odpowiednim słowem. Mogłem się założyć, że wielokrotnie sobie ubliżali, a i tak lubili spędzać ze sobą czas.
                Spojrzałem na rudowłosą. Odłożyła komputer, a potem upiła niewielki łyk wina. Nadal trzymając kieliszek w ręku, oparła się o kanapę. Ułożyła na niej głowę i zamknęła oczy. Zagryzłem wargę, dokładnie badając jej profil. Czy ja i ona też mamy coś fajnego?
                Nie ruszyłem się z miejsca, gdy dziewczyna również na mnie spojrzała. Przez moment wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Wstrzymałem powietrze, gdy odstawiła kieliszek na bok, a potem przybliżyła się do mnie jeszcze bardziej. Jej palce lekko dotknęły mojego policzka. Moje serce znów przyspieszyło. Uderzyła we mnie przyjemna fala gorąca, gdy Tara pocałowała mnie. Tak po prostu. Od razu odpowiedziałem, jednocześnie obejmując ją.
                 Nie byłem do końca pewny, co sprawiło, że posunęliśmy się nieco dalej. Może wypite wino? A może był to nagły przypływ pewności siebie z obu stron? Gdy moje palce mocniej zacisnęły się na jej ubraniu, dziewczyna podniosła się, a następnie usiadła na moich udach. Przesunęła się po nich, by znaleźć się bliżej mnie, co nie ukrywam, spotęgowało wszystkie te doznania. Nasz pocałunek zmienił się w nieco szybszy i bardziej chciwy. To było tak cholerne podniecające. Nie próbowałem jednak ukrywać tego, jak to na mnie podziałało.
                  Szybki dreszcz przebiegł mi po plecach, gdy jej palce zatopiły się w moich włosach. Nie pozostałem w tyle, wolno wsuwając dłonie pod jej koszulkę. Mruknęła cicho wprost w moje usta, co cholernie mi się spodobało. Każdy jej kolejny dotyk, pochłaniał mnie całego. Jakby nic innego nie istniało wokół nas.
 Co my najlepszego wyprawiamy?  powiedziała cicho, opierając swoje czoło o moje. Objąłem ją mocniej, nie chcąc, by się odsunęła nawet na milimetr.  Co ty ze mną robisz?
 Więc to moja wina?
– Tak  odparła z uśmiechem. Tym razem to ja dotknąłem jej policzka. Dziewczyna znów spojrzała w moje błękitne oczy.
 W takim razie niech będzie. Ale jeśli chcesz, to możemy przest…  Nie dokończyłem, bo Tara złapała za swoją koszulkę i jednym zręcznym ruchem pozbyła się jej. Przełknąłem ślinę, dokładnie jej się przyglądając.  Zapomnij, że chciałem cokolwiek powiedzieć.
 Pod jednym warunkiem.  Puknęła mnie palcem w nos, na co zareagowałem cichym śmiechem.
 Jakim?
– Ty też pozbędziesz się koszulki.
 Mówisz, masz  odparłem, odchylając się od kanapy.
                  Zdjąłem bluzkę, odrzucając ją w kąt. Kolejny dreszcz przebiegł po moim ciele, gdy przejechała dłońmi po mojej odsłoniętej klatce piersiowej. Dokładnie śledziłem ruchy jej rąk, pałając się tą cudowną chwilą. Zerknęła na mnie z udawaną niewinnością, co nakręciło mnie na nią jeszcze bardziej. Nie czekając dłużej, połączyłem nas w kolejnym pocałunku.
 Idziemy na górę?  zapytała cicho.
 Idziemy. Tylko zabiorę coś z pokoju Jacksona.
 Dolna szuflada.
 Pamiętam  powiedziałem ze śmiechem.
                 Zdecydowanie szykowała się najbardziej ekscytująca część tego wieczoru.


***
Powiem tylko: Jackson is back! XD
W końcu udało mi się napisać rozdział do tego ff. Mam wrażenie, jakbym pisała je dawno temu. Mam nadzieję, że ta część przypadła Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF