wtorek, 10 lipca 2018

#02x01 Tak, mój przyszły mężu?

                Od trzech tygodni nie robiliśmy nic innego, jak tylko przenosiliśmy się z miejsca na miejsce. Kolejne miasto, kolejny koncert, kolejne wywiady i spotkania z fanami. Chłopaki byli do tego przyzwyczajeni, ja nie, więc męczyłem się podwójnie. Mimo wszystko i tak byłem cholernie zadowolony z tego wszystkiego, co się działo. Kto by nie chciał jeździć wszędzie ze swoim ulubionym zespołem? I do tego legalnie wciskać im aparat przed nos? I jeszcze ci za to płacili. Teraz jednak byliśmy już przy końcówce wyprawy. Jeszcze dwa koncerty, a potem przerwa. Na jak długo? Nie orientowałem się w tym harmonogramie zbyt dobrze. Pod tym względem byłem nieco rozdarty, bo chciałem, by to jeszcze trochę trwało, a z drugiej strony marzyłem już o tym, by zaszyć się ze swoim boskim facetem w mieszkaniu i mieć w końcu upragniony spokój.
                Co do mojego chłopaka Michaela Gordona Pieprzonej Perfekcji Clifforda, to… Tego ranka miałem ochotę go ukatrupić. Chociaż jak się potem okazało, rankiem tego już nazwać nie można było. Mniejsza jednak z określeniem czasu. Ważne było jednak to, że gdy ja oddawałem się cudownemu zajęciu, jakim jest spanie, on postanowił ukrócić mi czas spędzony w łóżku. Bo praca, bo koncert, bo zdjęcia, bo coś tam… Szczególnie było to bolesne przez fakt, że dzisiaj ich plan dnia nie był, aż tak napięty i można było wyluzować.
 Jackson, podnieś w końcu swoją dupę z wyra!
                Uwielbiałem, jak mój facet zwracał się do mnie w tak pieszczotliwy sposób. Normalnie chłopak roku. Otworzyłem powoli jedno oko, próbując go namierzyć. Michael stał tuż przy łóżku, z opartymi na biodrach rękami. Zielone tęczówki skupione były na mnie.
 Uczesz się  rzuciłem, chcąc przekręcić się na drugi bok.
 Ty się odczep od moich włosów  mruknął, a ja zdusiłem śmiech.
                 Wcześniej Michael był kojarzony z kolorowymi włosami. Nawet ja sam nie byłem w stanie wyliczyć wszystkich barw, jakie tam gościły. Teraz postawił jednak na zwykły blond. I w nich też było mu cholernie dobrze. Z drugiej jednak strony dołączyłem do grupy fanów, którzy tęsknili za jego kolorową czupryną. Ale w końcu my też się zmieniamy. Tym bardziej z wyglądu.
– Sam spójrz, jak wyglądasz  pociągnął Clifford. Po chwili poczułem, jak uderza mnie poduszką w plecy.
 To akurat nie moja wina  rzuciłem, wystawiając rękę. Zacząłem na oślep machać na niego palcem.  To ten frajer Hemmings!
                 Z Lukiem mieliśmy kolejny układ. I to znowu on go zaproponował, a ja oczywiście się zgodziłem. Uznał, że dobrze by było, gdybyśmy nadal wyglądali identycznie. Dlatego co jakiś czas każdy z nas składał drugiemu propozycję odnośnie nowej fryzury. Teraz była jego kolej, a on zażyczył sobie, by były one dłuższe. W zawiązku z tym sumiennie je zapuszczaliśmy. A kiedy fanki zachwycały się naszymi loczkami, ja miałem ochotę ogolić się na zero, by pozbyć się problemu. Hemmings pożegnał się także z kolczykiem w dolnej wardze. Dzięki temu moja atrapa, którą musiałem zakładać, by go udawać, również zniknęła.
 Ja tam je lubię  powiedział Michael, a ja poczułem, jak wsuwa palce w moje włosy. Uwielbiałem, gdy to robił, więc z zadowoleniem zamruczałem.
 Następnym razem namówię go do tego, byśmy się pofarbowali na różowo  odparłem, ciaśniej obejmując poduszkę.  Mogę iść spać dalej?
 Jest po dwunastej.
 To mogę?
 Jest po dwunastej  powtórzył Clifford.
 Wielka mi rzecz  rzuciłem, zamykając ponownie powieki.
 Wstawaj!
                  Zanim zdążyłem się zorientować, co może zrobić, było już za późno. Michael bez cienia zawahania się ściągnął ze mnie kołdrę. Odruchowo skuliłem się, jakby zrobiło mi się zimno. Choć była to reakcja odruchowa, bo w Bostonie aktualnie było ciepło. Przekląłem pod nosem, starając się znaleźć jakąś alternatywę do przykrycia. Dam radę zmieścić się do poszewki od poduszki?
 Ruszy tyłek…
 Seksowny tyłek  wtrąciłem, ponowie odwracając się do niego. Michael nadal stał przede mną, ściskając pod pachą zabraną mi wcześniej kołdrę. Przekręcił oczami, a ja zaśmiałem się cicho.  Powtórz.
 Nie.
 Powtórz no!
– Niech ci będzie: rusz swój seksowny tyłek.
 Który jest najfajniejszy wśród męskich tyłków.
 Który jest najfajniejszy wśród męskich tyłków i któremu zaraz sprzedam solidnego kopniaka.
 To przemoc.
 Wystawiasz moją cierpliwość na ciężką próbę  rzucił, machając na mnie palcem.
 Dzień jak co dzień  odparłem rozbawiony. Nie moja wina, że jednym z głównych hobby, jakie posiadałem, było wkurzanie całego 5 Seconds of Summer z moim cudownym chłopakiem na czele.
 Zamówiłem jedzenie do pokoju  pociągnął Clifford, kiedy w końcu byłem łaskaw usiąść na materacu. Odłożył kołdrę na bok.
 Dziękuję.
                Michael uśmiechnął się szeroko. Nie byłem totalnym dupkiem i umiałem podziękować za to, co inni dla mnie robili. Doceniałem troskę, wsparcie i zaangażowanie. Sam byłem typem osoby, która dla bliskich była gotowa zrobić wszystko.
                Przybliżyłem się do chłopaka. Uformowałem usta w dzióbek, czekając na właściwe powitanie z jego strony. Uśmiechnięty Clifford nachylił się, muskając szybko i czule moje wargi. Gdy się wyprostował, szybko objąłem go w pasie, przytulając się do jego brzucha.
 Jackson…
 Tak, mój przyszły mężu?
 Nie przeginaj. Wiem, że jesteś skłonny odczekać, aż sobie pójdę, tylko po to, by znów iść spać.
 Kurwa, za dobrze mnie znasz  odparłem, podciągając jego koszulkę.  Dostanę jeszcze jednego buziaka? Chcę cię pocałować.
 Najpierw umyj zęby.
 Jesteś okrutny, mój przyszły mężu.
                Nie byliśmy zaręczeni. Po prostu lubiłem tak do niego mówić. Oczywiście używałem wobec niego także tych wszystkich oklepanych, przesłodzonych ksywek, które często stosowały inne pary. Zwrot: mój przyszły mężu, jednak wiązał się też z pewną krótką historią. Mianowicie pewnego razu  gdzieś w pierwszych dniach po mojej przeprowadzce do Michaela  chłopak obudził mnie z samego rana. Wtedy pierwszy raz zwróciłem się do niego w taki sposób. Wtedy też padło pytanie z jego strony: czy mu się oświadczam. Byłem tak zaspany, że przytaknąłem, a on stał tuż nade mną, oczekując pierścionka. Powiedziałem wtedy, że ma wziąć mój portfel, iść do jubilera i kupić sobie ten, który mu się podoba, a potem wrócić i obudzić mnie, bym mógł wcisnąć mu go na palec. Po tych słowach Michael obraził się na mnie i nie odzywał się przez pół dnia, co na niego było naprawdę długim okresem milczenia. Prawda była taka, że kochałem go tak mocno, że gdyby na poważnie chciał już teraz wziąć ślub, zrobiłbym to bez cienia zawahania.
 Jackson?
 No co?  odparłem z miną niewiniątka, gdy zacząłem muskać ustami jego skórę na brzuchu.  Urozmaicam poranek.
 Jest po dwunastej  przypomniał mi po raz kolejny, jakbym nabawił się nagłej amnezji.
 Czepiasz się szczegółów  skwitowałem, przejeżdżając palcem tuż nad materiałem jego spodni.
 Jesteś niemożliwy.
 I za to mnie uwielbiasz  rzuciłem, a potem lekko odepchnąłem go od siebie. Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, marszcząc przy tym nos.  Muszę jednak zmienić plany.
 Bo?
 Muszę siku  powiedziałem, a potem w końcu wstałem z łóżka. Cmoknąłem go jeszcze przelotnie w nos i poleciałem do łazienki, załatwić pilną potrzebę. I przy okazji się ogarnąć w kwestii higieny i wyglądu.
                Po niedługim czasie wyszedłem z łazienki. Ziewając i przeciągając się, wszedłem do pokoju. Akurat w tym hotelu zakwaterowali nas w pokojach, które składały się z osobnej sypialni i drugiego pomieszczenia, który robił za salon. Michael siedział na kanapie, pochylając się nad stolikiem zastawionym zamówionym jedzeniem i piciem. Jak tylko znalazłem się na tyle blisko, poczułem przyjemny zapach kawy. Tego mi było trzeba. W tle cicho grał telewizor.
 Poczekaj, mam coś dla ciebie  powiedział z uśmiechem, kiedy w końcu mnie zauważył.
               Kiwnąłem mu głową, starając się nie wyglądać na tak mocno zaciekawionego, jak byłem faktycznie. Zastanawiałem się, co tym razem wykombinował Clifford i czy będzie to coś dobrego, czy coś, przez co się wkurzę. A tak serio tych drugich opcji w przeszłości było bardzo mało. Chłopak pospiesznie wstał, a następnie podszedł do szafy. Wyciągnął z niej duży karton. Następnie wrócił do mnie, z zadowoleniem mi go wręczając.
 Jeśli coś wyskoczy mi na twarz, to masz przekichane  zagroziłem, starając się udawać poważnego. Nic mi z tego nie wyszło, bo po chwili parsknąłem cichym śmiechem.  Z jakiej to okazji?  zapytałem, stawiając paczkę na fotelu. Powoli ją otworzyłem.
 Z okazji urodzin.
 Przecież miałem je miesiąc temu  powiedziałem, zerkając na chłopaka.  I dostałem od ciebie prezent  przypomniałem mu. Michael zrobił zakłopotaną minę.  Co jest?
 Te rzeczy ze sklepu z 5 Seconds of Summer nie były twoim prawdziwym prezentem  odparł powoli, lekko bujając się na stopach.  Ratowałem się, jak mogłem, gdy twój prezent nie przyszedł. Potem walczyłem z firmą kurierską i ze sklepem, by w końcu mi to przysłali, bo mieli jakieś problemy. W końcu zwrócili mi pieniądze, a ja kupiłem to  wskazał na pudło palcem  w innym sklepie.
 To stąd te tajemnicze rozmowy przez telefon  rzuciłem, kiwając głową.  Ale żeby było jasne, ten zastępczy prezent też mi się podobał.
 Daj spokój  mrukną, marszcząc nos.
 Mówię poważnie.  Po tych słowach Michael uśmiechnął się delikatnie.  Zobaczmy, co tutaj jest.
 Nie zdążyłem zapakować.
 W porządku.
 I karton jest otwarty, bo sprawdzałem, czy na pewno wszystko doszło.
 Mikey, wyluzuj.
                 Chłopak zagryzł dolną wargę. Nadal nie odrywał ode mnie zielonych tęczówek. Zaczął bawić się palcami, jakby był zdenerwowany. Chyba naprawdę zależało mu na tym, by trafić w odpowiedni dla mnie prezent. A to mnie cholernie rozczuliło.
                Powoli otworzyłem karton. Przesunąłem grubą warstwę foli bąbelkowej. Wtedy moim oczom ukazało kolejne pudełko. Rozchyliłem usta. Polaroid. Dostałem od niego polaroida. Miałem wrażenie, że wyciągam aparat w zwolnionym tempie. Byłem tym zaskoczony. Szczególnie że kiedyś faktycznie wspominałem Cliffordowi, że chcę taki mieć. Oczywiście do zakupu z mojej strony nigdy nie doszło. Ale on to zapamiętał.
 Dokupiłem też sporą ilość wkładów, by ci na dłużej starczyło  powiedział, kiedy odwróciłem się zszokowany w jego stronę.  Nie chciałeś tego dostać, tak?
 Żartujesz?!  Odłożyłem pudełko z polaroidem z powrotem do kartonu.  Jest idealny.
                Podbiegłem szybko do niego, a potem rzuciłem się mu w ramiona. To moje podziękowanie było odrobinę zbyt mocne i niespodziewane dla niego, bo chłopak się zachwiał i przechylił do tyłu. Obaj nie utrzymaliśmy równowagi, ale na szczęście za jego plecami znajdowała się sofa, na którą obaj pacnęliśmy. Lepsze to niż bliskie spotkanie z podłogą.
 Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!  mamrotałem pod nosem jak nienormalny.  Jesteś najlepszy.
 To chyba znak, że się podoba.
 Bardzo  odparłem, a potem zachłannie wpiłem się w jego usta. Michael od razu odpowiedział na pocałunek, owijając ręce wokół mnie.


                 Zanim wyszliśmy z hotelu, zdążyłem zrobić kilkanaście zdjęć moim nowym sprzętem. Głównym modelem był oczywiście Mikey. Chłopak był już przyzwyczajony do tego, że często celuję w niego aparatem, więc nawet nie marudził ani też nie protestował. Ogólnie 5 Seconds of Summer byli dobrymi współpracownikami, jeśli chodziło o zdjęcia. Najchętniej pozował mi jednak Ashton, który nadawałby się na prawdziwego modela. Wystarczyło jedno słowo, a po chwili zaczynała się mini sesja z jego udziałem. Zero marudzenia, zero zrezygnowania. Calum zaś był tym, który najczęściej się wygłupiał. Zrobienie mu poważniejszego zdjęcia, wymagało anielskiej cierpliwości. Lubił też wciskać mi przed obiektyw środkowy palec.
                 Jednak najlepszymi zdjęciami, jak dla mnie, były te zrobione im z zaskoczenia. Nieraz naprawdę były przezabawne. Ja i mój aparat byliśmy ciągle obok zespołu, więc co jakiś czas musiałem zmieniać hasło, na które się odwracali. Gdy tylko widziałem, że już do niego przywykli, wymyślałem kolejne słowo, a oni znów reagowali spontanicznym odwróceniem się w moim kierunku. Sposób banalnie prosty  w ich przypadku w stu procentach skuteczny.
                Zazwyczaj po całym pracowitym dniu z chłopakami, miałem pełno fotografii do przejrzenia. Wiele z nich gnieździły się na moim dysku wewnętrznym, czekając na to, że może kiedyś trafią do publikacji. Albo zostaną ukryte w nim już na zawsze. Starałem się wybierać te najlepsze z nich, które wrzucałem na Instagrama i Twittera. Niektóre wysyłałem chłopakom i Tarze. Inne trafiały na oficjalną stronę zespołu. Jeszcze inna grupa zdjęć była przekazywana Craigowi, który przesyłał je dalej na potrzeby wywiadów, plakatów lub w jeszcze innym celu.
 Cześć, misiaczku  rzuciłem, wchodząc do garderoby 5 Seconds of Summer, w którym znajdował się także ich menadżer.
 Nie jesteśmy najlepszymi psiapsi, Jackson, więc zwracaj się do mnie w należyty sposób  powiedział poważnym tonem mężczyzna.
 Dzień dobry, panie Paxton – odparłem grobowym tonem, a potem uśmiechnąłem się do niego szeroko.  Mordeczko ty moja!
 Jackson!
 Tak, łapię. Pierwsze ostrzeżenie tego dnia  rzuciłem, machając na niego palcem.
 Nie jesteśmy…
– Psiapsi. Ale możemy być  odparłem, podchodząc do niego. Szturchnąłem go łokciem w przedramię.  Chcesz przyjść na nocowanie w piątek? Zrobimy sobie piżama party.
 Nie wiem, co z tobą jest, ale mimo tego, że jesteś, kurwa, wkurwiający to i tak jakoś cię lubię.
 Moja przyjazna gęba tak na ciebie działa  skwitowałem, wzruszając ramionami.
                  Michael zasłonił twarz rękami, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Moim hobby było wykurzanie zespołu, ale Craig był mimo wszystko numerem jeden. Kiedyś był totalnym dupkiem, ale na szczęście mu się odmieniło. Teraz ta nasza współpraca była niemalże idealna. Lubiłem mu dogryzać, przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Po prostu jakoś nie mogłem się powstrzymać.
 Dostałeś wiadomość od Tary?  zapytał Luke, zatrzymując mnie w połowie drogi do stołu z jedzeniem.
 Pisała, że nie zdąży dojechać na koncert  powiedziałem. Blondyn zagryzł wargę, spuszczając wzrok.  Ej, ale to duża dziewczynka, więc da sobie radę. Nie martw się na zapas, Hemmo. Powinna tu dotrzeć przed wyjazdem.
 A jak nie?
 Wtedy na nią poczekam. Przecież nie zostawię jej samej.
                Mimo tego zapewnienia Hemmings wcale nie wyglądał na zadowolonego. Choć próbował udawać, że jest okej, to ja jednak i tak widziałem to, że zależało mu na tym, by jego panna była tu razem z nim. Niestety nieraz lotniska robią niespodzianki i loty zostają opóźnione.
 Głowa do góry, chłopie, macie dzisiaj dać czadu. Tak jak zawsze.
 Jasne.
 Słodki Jezu, Luke  mruknąłem, pukając go palcem w ramię.  Nie denerwuj się, bo nic złego się nie dzieje. Zresztą będziemy z nią cały czas w kontakcie.
                 Wolałem nie dodawać dalszej kwestii pod tytułem: gdyby coś się działo, by jeszcze bardziej go nie denerwować. Przez te wszystkie jego reakcje przynajmniej miałem pewność, że Hemmings miał kompletnego bzika na punkcie mojej przyjaciółki. Zresztą byli naprawdę fajną parą.
 Dobra, gwiazdunie  rzuciłem, odwracając się do pozostałych.  Ustawcie się ładnie, to wujek Jackson zrobi wam wyjebiaszczą fotę, którą zaraz wrzucimy do sieci!


                  Koncert w Bostonie zaliczyć można do kolejnego udanego występu. Skoro ja  pracując  bawiłem się wyśmienicie, to byłem pewny, że fani tym bardziej. Dodatkowo udało mi się zrobić kilka naprawdę świetnych zdjęć publiki. Będę miał co przeglądać w trakcie jazdy. Oprócz tego miałem też dobrą wiadomość dla Hemmo. Osoba, na którą tak bardzo czekał, w końcu dotarła na miejsce. Ale o tym nie powiedziałem mu od razu, chcąc mu zrobić niespodziankę.
 Panowie, dobra robota  rzuciłem, kiedy chłopaki w końcu zeszli ze sceny. Spojrzałem na ich spocone, ale ewidentnie zadowolone twarze. Sam zacząłem się uśmiechać.  Mikey, twoje solo było perfekcyjne.
 A ja? Powiesz mi coś miłego?  odparł Calum, wrzucając we mnie ręcznik, którym przed chwilą się wycierał
 Powiem: umyj się.
 Miało być coś miłego  pociągnął, kiedy oddałem mu ręcznik. Ponownie przetarł nim twarz.
 Lubię cię  rzuciłem, a on przekręcił oczami.
 Wróćmy do tych czasów, kiedy mnie uwielbiałeś  odparł Hood.
 Były takie w ogóle?  odezwał się Clifford.
 Włącza ci się zazdrość?  zażartował Calum, mierząc przyjaciela wzrokiem.
 Wy nigdy nie przestaniecie  skwitował Ashton.  Ej, fuj  mruknął, kiedy Hood owinął jego twarz przepoconym ręcznikiem. – Puszczę pawia!
 Księżniczko, mam dla ciebie niespodziankę  rzuciłem, doskakują do Hemmo. Puściłem oczko do Michaela, który od razu załapał, o co mi chodzi. Zasłoniłem oczy swojemu sobowtórowi.
 Jackson, weź... nie chcę  odparł Luke.
 Weź, nie bądź taki. Trochę pozytywnego podejścia do życia  pociągnąłem, ciągnąc go w boczny korytarzyk.
                  Pozostali oczywiście musieli iść za nami. Dlatego oni jako pierwsi zobaczyli uśmiechniętą, rudowłosą dziewczynę, którą tak dobrze znali. Pomagali do niej, a ona odpowiedziała tym samym. Na razie nikt z nas się nie odezwał, by ta mała niespodzianka dla Luke'a się udała.
 Jeszcze trochę  powiedziałem, nakierowując go.
 Poważnie?  mruknął, a ja przekręciłem oczami. Co za gbur, bawić się nie umie.
               W końcu jednak wstrzymałem oddech i puściłem go, jednocześnie zabierając dłonie z jego twarzy. Chłopak zamrugał, będąc lekko zdezorientowanym. Dopiero po chwili, gdy zobaczył swoją miłość, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
 Jesteś!  zawołał, szybko do niej podchodząc.
 Mówiłem, że Tara dojedzie  powiedziałem z pewnością w głosie.
 Tak się cieszę  wydusił Hemmo, ujmując jej policzki w dłonie.  Cholernie się stęskniłem. Wiem, że jestem spocony, ale… mam to gdzieś.
 Też za tobą tęskniłam i też mam to gdzieś  odparła ciszej, a potem musnęła jego usta swoimi. Chłopak od razu ją przytulił.
 Zbyt długo się nie widzieliśmy  pociągnął Luke. Całej tej scence przyglądałem się z wielkim zadowoleniem i rozczuleniem. Byli uroczy. Co prawda nie tak, jak ja i Mikey, ale też plasowali się wysoko w rankingu.
 Prawie cztery tygodnie  odpowiedziała Tara.
 Dokładnie dwadzieścia sześć dni  wyrecytował Hemmings.  To stanowczo za długo.
 Zaraz puszczę pawia  skwitowałem, krzywiąc się.
                Aby jeszcze bardziej okazać moje niezadowolenie, które tak naprawdę nie istniało, udałem, że wymiotuję. Dla Tary byłem niczym brat, więc zgodnie z tą rolą, robiłem wszystko, by sobie z nich pożartować. Kiedy tylko to zrobiłem, coś trzepnęło mnie w tył głowy. Zakołysałem się, ale na szczęście ustałem w pionie. Automatycznie się odwróciłem, spoglądając na Michaela. Tak… to on był tego przyczyną. Zmrużyłem na niego oczy, a on pokręcił głową.
 Co?  warknąłem.
 Uspokój się i daj im się cieszyć  powiedział, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
               Michael był tym, który zawsze ich bronił. Dodatkowo tak bardzo wychwalał i lubił Tarę, że bałem się tego, że w końcu zbuduję dla niej ołtarzyk w mieszkaniu. Uważał, że to dzięki niej Luke wyszedł z dołka. Podniósł się po upadku i znów był sobą. W sumie… dużo miał w tym racji.
 Ze mną się nie przywitasz?  rzuciłem w końcu, kiedy Luke był łaskaw ją puścić. Dziewczyna z uśmiechem na ustach, podbiegłą do mnie. Uściskałem ją.  Musisz przyjeżdżać do nas częściej.
 Staram się  odparła, a potem przeszła do pozostałych, by i z nimi się oficjalnie przywitać.
 Jesteście już w komplecie?  odwróciliśmy się, gdy doszedł do nas głos Craiga. Skinął głową w kierunku Tary, a ona odpowiedziała tym samym.  Jeśli tak, to idźcie się przebrać i spakować. Zaraz ruszamy.
 Porobię wam cudowne foteczki  odparłem, jednocześnie uprzedzając ich o moim zamiarach.  Polaroidem  dodałem, machając na nich palcem.
 Nowa zabawka?  zainteresowała się Tara.
 Spóźniony prezent od mojego boskiego chłopaka  rzuciłem, przesyłając całusa Cliffordowi.
 O, dasz mi też porobić?
 Nie, nie znasz się na tym  rzuciłem, idąc za resztą do pokoju. Tara prychnęła pod nosem, obrzucając mnie niezadowolonym spojrzeniem.  No weź  pociągnąłem, pukając ją biodrem w bok. – Głupie pytanie. Jasne, że tak. Urządzimy sobie istną sesję zdjęciową.
 Przydałby mi się nowe fotki.
 Mówisz, masz. Dla ciebie wszystko, słoneczko  powiedziałem, zarzucając jej rękę na ramiona.  Byłaś moją pierwszą idealną modelką, więc dla ciebie mój aparat zawsze jest gotowy.
 Jak ja za tobą tęskniłam, głupku  odparła, a ja zaśmiałem się, przytulając ją raz jeszcze.



***
Rozdział pierwszy jest typowo wprowadzający - pomijając oczywiście prolog. Musiałam też zebrać całą ich bandę - Shawn niestety dalej w Anglii - w jedno miejsce. Jest też ulubieniec Craig :D
Jak można zauważyć, tym razem cała narracja należy do Jacksona - i tak najczęściej będzie, choć w niektórych przypadkach będziemy wspomagać się perspektywą innych.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska, Twittera i ogólnego blog - tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF