poniedziałek, 18 września 2017

#12 Teraz czuję się świetnie

Jackson

              Siedziałem na kanapie, przeglądając Twittera. Nie skupiałem się tam na niczym konkretnym. Zresztą i tak pewni nic by mi z tego nie wyszło. Moje myśli po prostu szybko uciekały w stronę chłopaków z 5 Seconds of Summer. Prawda była taka, że bardzo mocno wsiąkłem w wyznaczoną przez siebie misję. Podjęte zadanie wciągało mnie na każdym kroku. Choć między mną – aktualnie pseudo Lukiem  a resztą było już naprawdę dobrze, to jednak wiedziałem, że odbudowywanie utraconego zaufania nie jest szybkim i łatwym procesem. Potrzeba na to czasu, cierpliwości i zaangażowania, a tego mi nie brakowało. Jak to zawsze mówiłem: małymi krokami do celu.
               Odłożyłem laptopa na stolik. Przeciągnąłem się, a potem rozłożyłem na kanapie. Utkwiłem wzrok w suficie, znowu pogrążając się w myślach. Cashton niedawno wrócił z wycieczki, więc można by było znów zadziałać. Może wyciągnę ich na jakieś piwo? Albo do kina? Albo… Albo w jakiekolwiek inne miejsce, gdzie będziemy mogli spędzić czas, jak czwórka przyjaciół. Tak. To byłby dobry plan na ten dzień. Chyba będę musiał rzucić im hasło: spotkanie.
               Zdążyłem tylko o tym pomyśleć, a komórka  która znajdowała się obok komputera  zaczęła wyrzucać z siebie znaną melodię. Dodatkowo podrygiwała w jej rytm na gładkim blacie. Na oślep wyciągnąłem rękę. Jeden ruch w prawo, dwa w lewo i w końcu urządzenie znalazło się w mojej dłoni. Od razu uśmiechnąłem się widząc osobę, która chciała ze mną porozmawiać. Szybko przejechałem palcem po ekranie, a potem przyłożyłem komórkę do ucha.
 Cóż to za olśniewający blask bije z telefonu? Czy to Michael Gordon Clifford?
 Jam twój król  odparł poważnym tonem.
 Z całym szacunkiem, ale… Nie przesadzajmy – mruknąłem, a on zaśmiał się cicho.  Miałem dzwonić, ale byłeś pierwszy, więc… Co takiego się stało, Mikey?
 Jesteś głąbem, ale…
 Czy to jest jakiś dzień obrażania mnie?
 Stwierdzam tylko fakt. Jednak nie o to chodzi.
 A o co?
 Tak myślałem… Wyobraź sobie, że jesteś ołówkiem. Ołówkiem zamkniętym w blenderze. Wiesz, jak takie urządzenie kuchenne wygląda?
 Czy ty robisz sobie ze mnie jaja?
 Nie, pytam poważnie.
 Ja wiem, że w tym zespole to Hemmings jest jednostką wolno, dziwnie i kiepsko myślącą, ale… Przez to, co powiedziałeś, zaczynam się bać.
 Czy ty… Wrzuciłeś sam sobie?
 Możliwe  odparłem, śmiejąc się nerwowo. Jak tak dalej pójdzie, to w końcu przez moją niewyparzoną jadaczkę wpakuję się w jakiś kanał.  Kontynuuj, myślicielu i filozofie Cliffordzie. Co z tym blenderem i ołówkiem?
 Jesteś ołówkiem i siedzisz w blenderze. I wiesz, że za minutę ten blender się uruchomi, a ma bardzo ostre noże. Jak nie uciekniesz, to zginiesz. Jak się wydostaniesz?
– Jestem zajebistym ołówkiem  zacząłem, kiwając dodatkowo głową, choć on nie mógł tego zobaczyć.  Odbijam się na gumce i wyskakuję z blendera.
 A jak nie masz gumki?
 Mikey, każdy odpowiedzialny facet ma przy sobie, chociaż jedną gumkę  rzuciłem zadowolony z siebie. Po drugiej stronie nastała cisza.  Mikey?  Jak tylko to powiedziałem, chłopak ryknął śmiechem.
 Dobre!
 Czy to jest satysfakcjonująca odpowiedź?
 Tak. Zdecydowanie tak.
 To wszystko?
 Nie. To był wstęp. Główna wiadomość jest taka, że Ashton zaprasza nas dzisiaj do siebie. Postanowiliśmy sobie trochę pograć. Wchodzisz w to?
 Jasne  wydusiłem, drapiąc się po brodzie.  Chętnie wpadnę. Czemu Ash sam do mnie nie zadzwonił?
 Nie wiem, może kreci sobie loki? Cholera go wie. Spotykamy się o czwartej.
 Będę.
 To do zobaczenia, blond frajerze.  I rozłączył się.
                Odciągnąłem telefon od ucha. Powoli przeniosłem na niego wzrok. Wpatrywałem się w komórkę, jakby ta miała mi zaraz wybuchnąć w dłoni. Zamrugałem, gdy raz jeszcze dochodził do mnie sens całego zaproszenia. Postanowiliśmy sobie trochę pograć. Dzisiaj. O czwartej. Pograć. Jeśli nie mieli na myśli granie na konsoli, to mam przekichane. Jeśli mieli na myśli granie na instrumentach, to miałem wręcz przejebane. Nie ma szans, bym nauczył się profesjonalnie grać na gitarze w trzy pieprzone godziny. Mogłem się wykręcić. Mogłem powiedzieć, że jestem zajęty. Ale jak zwykle chlapnąłem dziobem szybciej, niż pomyślałem. Już po mnie. Już po Hemmingsie. Obaj mamy kurewsko przekichane po całości.


Tara

              Wstawiłam ostatnią czystą szklankę do szafki. Zamknęłam drzwiczki, a potem odwróciłam się w stronę okna. Widziałam z niego skrawek ogrodu. Nie mogłam jednak dostrzec Hemmingsa, więc wnioskowałam, że chłopak nadal siedzi przy ławie. I wcale się nie pomyliłam.
              Ruszyłam w kierunku wyjścia. Zatrzymałam się na progu, od razu wyłapując jego blond czuprynę. Siedział na ławce, odwrócony w moją stronę. Dłonie, w których znajdowała się książka, opierał na stole. Jego wzrok był skupiony na tekście, który z taką zaciętością pochłaniał. Po chwili lekko uniósł brwi, jakby dziwił się na to, co w danej chwili przeczytał. Zacisnął usta, a potem uformował je w maleńkie o. Zaraz po tym wyłapałam lekki uśmiech, który wymalował się pod jego nosem. Obserwując go, sama zaczęłam się uśmiechać.
             Od samego początku uważałam, że zamiana chłopaków jest naprawdę arcygłupim pomysłem. Szczególnie że nikt z bliskich im osób o tym nie wiedział. Prawda wyszła na jaw przypadkowo. Jednak bacznie obserwując Luke'a i to jak się zmienił przez ten czas, utwierdziło mnie w tym, że chwila wytchnienia od tego całego zamieszania i medialnego zgiełku była mu potrzebna. Wyglądało to tak, jakby Hemmings przez to, że znajduje się w Arlen Town, odzyskiwał utracony grunt pod nogami. Pomału zbierał się do kupy, po tych wszystkich niezbyt ciekawych i z pewnością przykrych rzeczach, jakie miały miejsce wcześniej. Coraz częściej się uśmiechał. Był bardziej swobodny. Jakby te pseudo wakacje dodawały mu psychicznego luzu.
                   Moje podejście do niego także się zmieniło. Nie był tym kolesiem z internetu. Poznałam go jako Jacksona. Jego prawdziwa tożsamość wyjawiona została dopiero później. Może dzięki temu traktowałam go po prostu, jak Luke'a, a nie jak tego Luke'a ze znanego zespołu, który jeszcze jakiś czas temu stał na scenie w blasku reflektorów. Choć z drugiej strony ta sławna otoczka zawsze będzie częścią niego. Sytuacja jednak sprawiła, że poznane go nastąpiło od zupełnie innej strony. A odbiór jego osoby wypadał bardzo pozytywnie. Ostatnio blondyn przestawiany był w mediach jako buc, gbur i samolub, który nie stroni od imprez i alkoholu  a także innych używek. Ja w nim widziałam przemiłego, nieco zagubionego chłopaka, który potrafi pomóc, normalnie porozmawiać i nie ma klapek na oczach. Zdecydowanie Luke dostrzegał wokół siebie inne osoby. A ta jego odsłona naprawdę mi się podobała. Dodatkowo wyglądał uroczo, gdy się zmieszał albo czuł lekkie zakłopotanie. Uwielbiałam też widzieć jego uśmiech. Ale nie ten uśmiech, który wcześniej uchwyciło oko aparatu. Ten uśmiech, który sięgał także i oczu. Szczery, pokazujący zadowolenie i radość. A zauważyłam, że i on jest z tych osób, które potrafią cieszyć się z małych rzeczy.
 Wiem, że się patrzysz.
 Nie chciałam ci przeszkadzać  powiedziałam, idąc w jego stronę.  Książka wciągnęła?
 Nie przeszkadzasz. A co do książki  machnął nią  nawet bardzo. Nigdy wcześniej nie czytałem niczego Christophera Moore’a.
 Jest… Specyficzny.
 Nawet bardzo. Ale podoba mi się  odparł, nie odrywając ode mnie błękitnych tęczówek.
               Usiadłam naprzeciwko niego. Luke nawet na moment nie spuścił ze mnie wzroku. Uśmiechnął się po raz kolejny. Złapał za kolorową zakładkę. Wsunął ją do wnętrza książki, a potem zamknął ją. Przesunął Najgłupszego Anioła na bok.
 Koniec?
 Na dzisiaj mi starczy.
 Mam dla ciebie propozycję  powiedziałam, opierając łokcie na stole. 
              Ułożyłam na dłoniach brodę. Luke po raz kolejny obdarzył mnie uśmiechem, który naprawdę cholernie mi się podobał. 
 Co powiesz na to, by wyjść dzisiaj wieczorem? Jutro mamy wolne, więc będziemy mogli pospać dłużej.
 Gdzie dokładnie zamierzasz mnie zabrać?
 Arlen Town raczej nie słynie z wielkich imprezowych miejsc czy klubów. W sumie są trzy lokale. Jeden to kompletna speluna. Drugi to przeciętniak.
 Przeciętniak?
 Uznaję to za pół spelunę, w której jest całkiem znośnie, ale wchodzisz tam na własne ryzyko.
 A trzeci?
 Całkiem fajne i miłe miejsce. Można się tam napić, coś zjeść, a nawet potańczyć. Nie licz jednak na DJ-a i klubową muzę. To bardziej dancing.
 Dancing?
 No wiesz… Muzyka na żywo. Przeważnie gra zespół lub jeden facet, który robi za zespół.  Chłopak zaśmiał się.  Ej, ale zna dobre hity. Ludzie chętnie się przy tym bawią.
 Przekonałaś mnie.
 Szybko poszło  powiedziałam ze śmiechem.
 Czyli nie ma tu takiego typowego klubu?
 Ten przeciętniak może podchodzić pod klub, ale nieraz dzieją się tam takie rzeczy, że oczy mogą ci krwawić. Nigdy też nie wiesz, czy zaraz przypadkiem nie dostaniesz krzesłem po plecach.  Blondyn wytrzeszczył oczy.  Dlatego wolimy tam nie chodzić. Czasem wybieramy się do sąsiedniego miasta. Jest ono nieco większe i jest tam znacznie więcej opcji do wyboru.  Luke zamyślił się.  Co?
– Chyba nigdy nie byłem na dancingu  odparł, a potem uśmiechnął się.  Chętnie pójdę.
– Super, to jesteśmy umówieni. Może Shawn z nami pójdzie? Zadzwonię do niego. A ty  wskazałam go palcem  bądź gotowy na ósmą.


Jackson

                Pierwszy raz odwiedzałem Ashtona. Nigdy nie byłem w jego mieszkaniu. Znajdowało się ono w spokojnej dzielnicy, na samej górze niewielkiego budynku. W sumie naliczyłem z cztery piętra. Z tego, co powiedział mi Luke, lokal Irwina miał dwie kondygnacje i na drugim stworzył mały pokój do gry. Wyciszone ściany, dobra akustyka i… W sumie się na tym nie znałem, więc połowa rzeczy opisanych przez blondyna niewiele mi mówiła. Przytakiwałem jednak na każde jego słowo, jakbym był w tym temacie obeznany.
              Od dłuższego czasu stałem przed białymi drzwiami, wpatrując się w numer mieszkania. Bujałem się lekko na palcach, powtarzając w myślach historyjkę, którą zamierzałem sprzedać chłopakom. Chciałem być w niej wiarygodny. Musiałem być w niej wiarygodny. Musiałem zrobić wszystko, by nie zaciągnęli mnie do grania na gitarze.
               Z początku pomyślałem, że może jakoś wykręcę się od przyjścia. Jednak jak na złość, żadna wymówka nie przychodziła mi do głowy. Za to zaś pojawił się inny plan, który wtedy wydawał mi się wręcz genialny. Jednak gdy tylko wsiadłem do taksówki, zacząłem w niego wątpić. Kiedy dojechałem na miejsce i zapłaciłem kierowcy, wiedziałem, że ten pomysł był wręcz idiotyczny. Jednak było już za późno. Nie wiem czy Clifford miał jakiś radar w mózgu, ale jak tylko pomyślałem o ucieczce, chłopak nagle znalazł się w oknie, które wychodziło na główną ulicę. Pomachał, posyłając w moją stronę szeroki uśmiech, który widoczny był nawet z dołu. Masakra po całości, ale nie było już, jak zwiać. A naprawdę miałem na to wielką ochotę.
                Podniosłem rękę, by nacisnąć dzwonek, gdy drzwi niespodziewanie otworzyły się. Odskoczyłem do tyłu. Prawie wywróciłbym się o własne stopy, ale na szczęście złapałem równowagę. Nie powinienem być zdziwiony, widząc na progu zadowolonego Michaela. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a jego twarz odrobinę spoważniała. W zielonych oczach pojawił się troska, gdy zauważył moje zabandażowane palce.
 Co ci się stało?
 Uszkodziłem się przez przypadek, ale… Nie chciałem rezygnować ze spotkania  odparłem, wchodząc do środka.
                Znalazłem się w przestronnym szaro-białym salonie. Z boku ustawiono olbrzymi telewizor i szeroką, skórzaną rogówkę z mnóstwem poduszek. Na środku pomieszczenia znajdował się puchaty dywan, a tuż przy wejściu do tarasu, powieszono obramowane, skrzyżowane ze sobą pałeczki. Zastanawiałem się do kogo należały. Czy były to jedne z tych, których używał Ashton? A może były własnością innego muzyka?
                Z rozmyśleń wyrwało mnie ciche chrząknięcie. Oderwałem wzrok od pałeczek, przenosząc błękitne oczy na Caluma, który właśnie wszedł do pokoju. W jednej dłoni trzymał pilota od telewizora, a w drugiej prawie pełną butelkę z piwem. Zaraz za nim do salonu wszedł Irwin.
 Co ci jest?  zapytał perkusista, bacznie mnie obserwując. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi, wskazał na moje zabandażowane palce.
 Ja…
               I w tym momencie moja wymyślona, perfekcyjna, cudowna historia zniknęła. Wyparowała mi z mózgu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Otworzyłem usta, chcąc wydusić z siebie jakiekolwiek sensowne słowo, ale zupełnie nie pamiętałem, co chciałem im powiedzieć. Mózg kompletnie przestał mi pracować. W tym momencie miałem ochotę sam sobie przywalić. Tak dla zasady. Najlepiej czyś ciężkim między oczy. Co ze mnie za kretyn?! Nie zostało mi nic innego, jak czysta improwizacja.
 Ja… Chcesz wiedzieć, co się stało?  zapytałem powoli, próbując wymyślić jakieś zastępcze wydarzenie.  To ci powiem…
 Zrobisz to jeszcze w tym miesiącu?  odparł Irwin, podchodząc do nas.  Co? Odwaliłeś coś obciachowego i boisz się przyznać?
– Jechał na ręcznym i go poniosło  rzucił Calum, a potem parsknął śmiechem będąc z siebie całkowicie zadowolonym. Puknął łokciem w brzuch Ashtona.  Kumasz? Za szybkie ruchy, palce nie nadążyły.
 Jesteś nienormalny  skwitował Irwin, marszcząc nos.
                Zaraz po tym, znów skupił na mnie wzrok. I przez króciutką chwilę miałem wręcz wrażenie, że powoli domyśla się, że naprawdę coś tu nie gra. Nie pod względem tej głupiej sytuacji. Ale pod względem mojej osoby. Pod względem jej wiarygodności. Jakby wdarł mi się do mózgu i odczytał wszystkie myśli, które skrywałem. A może tylko mi się zdawało, a ja zaczynałem panikować?
               Jego rysy twarzy jednak złagodniały. Ashton delikatnie uśmiechnął się, unosząc przy tym brwi. Przekrzywił lekko głowę, nadal oczekując na moją odpowiedź. Michael, który do tej pory stał za moimi plecami, stanął obok. On również nie spuszczał ze mnie wzroku.
 Robiłem babeczki?  wydusiłem, bo tylko to przyszło mi do głowy. Po minach chłopaków już wiedziałem, że nie trafiłem.  Nie robiłem babeczek?
 Mów, co się stało  rzucił Clifford.
 Dobra  mruknąłem, przekręcając oczami.  Po prostu jestem sierotą, okej? Jechałem do sklepu i wysiadając z auta przytrzasnąłem sobie palce drzwiami.
 Ta, to do ciebie pasuje  skwitował Hood, a potem parskną śmiechem.  Babeczki… Nie jestem pewny, czy ty umiesz obsługiwać mikser.
 Ej, nie jestem tak beznadziejnym przypadkiem!
 W sumie jeszcze nikogo nie otrułeś, to źle nie jest.
 Nie gotuję tak źle!  broniłem się, choć nie wiedziałem, na jakim stopniu wtajemniczenia w gotowaniu znajduje się prawdziwy Hemmings.  Mikey, nie gotuję źle, prawda?
 Nie jest tak źle  powiedział, klepiąc mnie po plecach.
 Ha! I co?
 Więc przypieprzyłeś się drzwiami  pociągnął Ash.
 Nie wiem jak, nie wiem nawet kiedy, ale… Tak cholernie bolało. Myślałem, że się posikam w gacie.
 O stary, wiem jak to jest  rzucił Calum, siadając na kanapie.  Masz wrażenie, jakby ci palce miały zaraz odpaść.
– Dokładnie – pociągnąłem, kiwając szybko głową.  James, ten ochroniarz, który pracuje w moim bloku, polecił mi bym je obwiązał bandażem, by były bardziej stabilne. W sumie miał rację, bo jak nie zginam i nie ruszam, to nie boli.
 Czyli dzisiaj z nami nie pograsz – odparł Michael.  Szkoda.
 Ale chętnie was posłucham. Muzyka na żywo, to jest to.
 Śpiewać nie planujemy… No, może trochę  pociągnął Calum.  Zobaczymy.
 Mam nadzieję, że nie  pomyślałem, starając się nadal wyglądać na niezdenerwowanego. Nie mogę dopuścić, by zaciągnęli mnie do śpiewania. Zdolności wokalnych nie ma zajebistych.
 W kuchni jest piwo, więc częstujcie się.
 Jasne  odparł Clifford, a potem spojrzał na mnie. – Chcesz też?
 Pójdę z tobą.
                Chłopak skinął mi głową, a potem jako pierwszy ruszył w kierunku sąsiedniego pomieszczenia. Wyminąłem pozostałą dwójkę, która już znalazła się na kanapie. Poszedłem za Michaelem.
               Oparłem się o jedną z szafek, nie spuszczając z niego wzroku. Clifford podszedł do lodówki, przeglądając jej zawartość. Potem bez słowa złapał za dwie zielone butelki i ustawił je na blacie. Zamknął lodówkę, by po chwili otworzyć niewielką szufladę. Jak widać doskonale wiedział, gdzie i co się znajduje. Musiał kręcić się po tej kuchni nie raz. Gdy znalazł otwieracz, pozbył się kapsli.
 Na pewno wszystko w porządku? Może powinieneś pojechać do lekarza?
 Pewnie poboli dzień lub dwa, a potem przejdzie – odpowiedziałem pewnym siebie tonem.
 Mogłeś sobie coś zrobić i…
 Martwisz się o mnie, Mikey?  zapytałem, nie mogąc powstrzymać szerokiego, zadowolonego uśmieszku, który wymalował się na mojej twarzy.  To urocze.
 Jesteśmy przyjaciółmi, więc tak… Zawsze będę się o ciebie martwił, frajerze.
 Ja o ciebie też, Mikey.  Rozłożyłem ręce.  Przytulisz mnie na pocieszenie?
– Aż tak cię nie lubię.
 Ty nieczuły dupku – skwitowałem, formując usta w podkówkę. Clifford parsknął śmiechem.
                 Mimo tego, że naprawdę lubiłem pozostałych chłopaków, to jednak najbardziej lubiłem przebywać w towarzystwie Michaela. Choć czasem był wredny  wtedy myślał, że jest zabawny  to jednak był bardzo ciepłą, miłą, pomocną i serdeczną osobą. Był jednym z tych, na których można było liczyć w każdej sytuacji. Mogłem z nim spędzić trochę więcej czasu sam na sam i dzięki temu poznałem go lepiej niż pozostałych. I to z pewnością sprawiało, że był w Los Angeles numerem jeden.


Luke

                Dopiłem lemoniadę do końca. Od razu umyłem szklankę. Musiałem się czymś zająć, bo Tara nadal szykowała się do wyjścia. Miałem być gotowy na ósmą, a niedługo miała wybić ta godzina. Ja mogłem już wychodzić. Ona chyba jeszcze nie do końca. Odwróciłem się, wpatrując się we włączony telewizor. Przez chwilę zapatrzyłem się w jego ekran, śledząc dokładnie jeden z teledysków, który wyświetlali w jakimś Top10.
                Podskoczyłem, gdy nagle rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Przekląłem cicho pod nosem. Jak tak dalej pójdzie, to przez to przeklęte urządzenie w końcu wykorkuję. Moje serce zwolniło, jak tylko złapałem za komórkę. Spojrzałem na wyświetlacz. Miałem nadzieję, że nie wydarzyło się nic złego. Jackson raczej wolał komunikować się za pomocą komputera, niż wisieć na telefonie. Odebrałem.
 Co jest?
 Jestem właśnie u Ashtona  powiedział przyciszonym głosem.  Stary… Jak oni kurwa zajebiście grają. Rozumiesz ty to? Usłyszałem prawie całe 5 Seconds of Summer na żywo.
 Bez jednego członka i…
 Sam jestem teraz jednym z nich, więc przymknij się, księżniczko, i daj mi się cieszyć zaistniałą sytuacją.
 Jackson?
 Co?
 Nie grałeś z nimi?
 Nie grałeś, nie grałeś. Jak miałem grać, jak nie umiem. Wybacz, pięknisiu, ale takiego talentu nie posiadam. Musiałem się, co prawda, wywinąć od tej muzykalnej sfery. Oficjalnie teraz jesteś kretynem, który przytrzasnął sobie palce drzwiami od samochodu. No i… Spieprzyłem, jak zaczęli śpiewać. Powiedziałem, że dzwoni do mnie mama i muszę koniecznie odebrać. Ale… Wiesz co, Luke?
 Co?  zapytałem ze śmiechem.
 Żałuję, że nie pojechałem na żaden wasz koncert. Że nie udało mi się wygospodarować odpowiednio czasu, by wyrwać się z pracy i uczelni, i tam być i… Raz nawet chciałem, ale wtedy wyprzedali wszystkie bilety. I… Tak cholernie tego żałuję, że nie postarałem się bardziej.
 Jesteś naszym fanem?
– Chciałbyś mieć takiego zajebistego fana, Hemmings, ale cię na niego nie stać odpowiedział dla zgrywy.  Lubię was, pasi?
 Tara i tak się wygadała i…
 Zabiję ją.
 Nic jej nie zrobisz, bo…
– Tak, wiem. Za bardzo ją kocham, ale za to chlapanie jęzorem i tak powiedz jej, że ją zabiję. Tak dla zasady, okej?
– Dla zasady, jasne – odparłem, śmiejąc się cicho.  Jackson?
 Tak?
 Jeśli będziemy mieć jakieś zaplanowane koncerty, a ciebie na żadnym z nich nie będzie, to… Nie, ja cię, chociaż na jeden przywlokę siłą.
 To urocze  zapiszczał.  Jeśli bilety…
 Na nasz koncert nigdy nie będziesz potrzebował biletu, jasne? Zakoduj to sobie. Przez to, co się stało… Żadnych biletów. O hotel i transport też się nie martw.
 Nie, nie mogę i…
 Przymknij się, jeszcze nie skończyłem. Dużo ci zawdzięczam. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiał ci się odwdzięczyć.
 Luke, nie przesadzajmy.
 Mówię serio. Wciągnąłem cię w to, a ty… Ty jeszcze w moim imieniu poprawiasz mi wizerunek i… I ta cała sprawa z chłopakami, a nawet z Lorraine i… Dzięki tobie też w końcu przejrzałem na oczy. Powiedziałeś mi dobitnie kilka słów i to one sprawiły, że dzięki nim się obudziłem. Wejściówka na koncert czy hotel, to nic w porównaniu z tym, co robisz. Dziękuję.
 Aż mnie zatkało. Totalnie mnie zatkało.  Uśmiechnąłem się pod nosem.  To tak cholernie miłe. Dziękuję.
 Tylko nie popadnij w samozachwyt.
 Jeśli gadasz z Jacksonem, to chyba na to za późno.
                 Odwróciłem się na dźwięk jej głosu. Moje oczy powiększyły się, gdy spoglądałem na dziewczynę, która stała tuż przede mną. Jej rude włosy uformowane były w lekkie loki i delikatnie opadały na ramiona i plecy. Miała na sobie ciemne dżinsy, botki na obcasie i do tego gładką, granatową tunikę z krótkim rękawem. Plus czarna marynarka, którą trzymała w ręku oraz niewielka torebka. Miała też nieco mocniejszy makijaż niż ten, który robiła przed pracą. Pierwszy raz widziałem ją w takim wydaniu i prezentowała się naprawdę idealnie.
 To Tara? Słyszałem Tarę w tle?
 Pięknie wyglądasz  wydusiłem, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
 Weź przystopuj, Hemmo. Nie śliń się do niej, bo… Czy ty mnie w ogóle jeszcze słuchasz? Ziemia do Hemmingsa. Litości, Luke, frajerze no…
 Ty też, przystojniaku  odparła z uśmiechem, puszczając mi oczko i… Skłamałbym, gdybym zaprzeczył temu, że zrobiło mi się gorąco, choć gdzieś w środku czułem, że nie zrobiła tego całkowicie na poważnie.
 Zaraz puszczę pawia, jak mamę kocham. Będziecie teraz ze sobą flirtować czy jak? Chcę wiedzieć, na jakim etapie jest ta znajomość. Ja wiem, że mówiłem, że nie będę wciskać nosa, bo to wasza sprawa, ale… Kurwa, halo, ja tu nadal jestem… Ta, pewne, ignorujcie mnie dalej. Luke tępa dzido, ja już widzę ten twój maślany wzrok i…
 Jackson, zluzuj portki.
 Zluzuj sobie mózg, Hemmings. To Tara i… Ja naprawdę nie chcę słyszeć tych waszych przesłodzonych tekścików i… Matko, czy ja chcę wiedzieć, co się dzieje w tym domu? Miałeś mi powiedzieć, jak będzie coś bardziej na rzeczy, a ja się dowiaduję w takim momencie? Czuję się… rozczarowany.
 Nie dramatyzuj. Nic się nie dzieje.
 Pewne na razie nic się nie dzieje, co?
 Musimy o tym gadać teraz?
 Och, czyli ona nie wie  rzucił, a ja w myślach widziałem to, jak się uśmiecha.  Dalej gramy w ciche podchody?  Postanowiłem tego ostatniego zdania nie komentować.
 Hej, Jackson!  zawołała Tara ze śmiechem.
 Powiedz ode mnie: hej, moje słoneczko.
 Mówi ci: hej moje słoneczko.  Dziewczyna znów się zaśmiała.  Jackson, zdzwonimy się później. Ja i Tara wychodzimy.
 Macie randkę?
 Nie  odpowiedziałem, choć żałowałem, że idzie z nami Shawn. Może wtedy mogłoby to podejść pod randkę. Chociaż z drugiej strony chyba randka jest wtedy, kiedy ta druga osoba też wie, że w niej uczestniczy. Chyba przez Jacksona przegrzał mi się mózg.  Idziemy do na piwo.
 Pilnuj jej.
– Co?
 Jesteś facetem. Idziecie tam razem. Twoim zakichanym obowiązkiem jest jej pilnować.
 Doskonale o tym wiem.
 Luke?
 Tak?
 Ufam ci, więc nie spierdol tego.  Nastała chwila ciszy.  Kurwa, chłopaki skończyli grać. Dobra muszę kończyć. Uważajcie na siebie, okej?
 Będziemy uważać.
 Miłej zabawy.
 Dzięki. Do usłyszenia.
 Bez odbioru  I rozłączył się.
                Zerknąłem kontrolnie na ekran, ale rozmowa została przerwana. Wsunąłem komórkę do kieszeni. Odruchowo przygładziłem dłońmi czarną koszulę, w którą byłem ubrany. Tara podeszła bliżej. Poczułem przyjemny zapach jej perfum. Zazwyczaj używała delikatniejszych i bardziej subtelniejszych zapachów. Teraz był on bardziej wyrazisty i… Tak, pachniała cudownie. Chyba wpadałem coraz bardziej.
 Jackson ma jakieś kłopoty?
 Nie, nic się nie dzieje. Jest właśnie na spotkaniu z chłopakami.
 Mów dalej.
 Opowiem ci po drodze. Gotowa?
 Tak. Możemy iść.


Jackson

                Szybko wsunąłem telefon do kieszeni. Raz jeszcze spojrzałem w stronę salonu. Chłopaki właśnie o czymś dyskutowali. Najwidoczniej chyba czas grania się skończył. W ich dłoniach zamiast instrumentów, znów znajdowały się butelki z piwem. Poprawiłem włosy, przykleiłem na twarz wyluzowany i naturalny uśmiech, a potem wkroczyłem do pokoju, jakby nic się nie stało.
– Co u Liz?  zapytał Michael.
 W porządku  skłamałem, podchodząc do nich. Usiadłem na kanapie obok Clifforda.  Szykuje się na wizytę u babci. Ogólnie nic złego w domu się nie dzieje.
 Powiedziałeś jej o  zaczął Calum, a potem wskazał na moje zabandażowane palce.
– Nie, jeszcze własna matka wzięłaby mnie za kretyna.
                 Michael otwierał usta, by coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwoniący telefon. Tym razem odezwała się komórka Ashtona. Chłopak zmarszczył czoło, sięgając po urządzenie. Prychnął z niezadowoleniem pod nosem, odczytując nazwę kontaktu. Potem zerknął na nas.
 Dzwoni Craig.
                Wymieniliśmy szybko spojrzenia. Zacząłem się zastanawiać, co takiego mężczyzna może od nas chcieć i to jeszcze o takiej wieczorowej porze. Przeskrobaliśmy coś? W internecie pojawiło się coś, o czym nikt z nas nie wie? Irwin przesunął palcem po ekranie, odbierając połączenie.
 Jesteś na głośniku, Craig  powiedział, kładąc telefon na stolik. Przybliżyliśmy się do niego.
 Ja wiem, że macie wolne i w ogóle, ale ostatnio coś zrobiło się o was cicho. Górze się to niezbyt podoba.
 Poważnie? – mruknąłem, zanim zdążyłem się pohamować.
 Jestem teraz śmiertelnie poważny, Hemmings. Chociaż ty masz całkiem dobrą aktywność. Reszta powinna to nadrobić. Chcemy byście częściej się udzielali. Więcej zdjęć, więcej kontaktu, więcej wyjść. Idźcie gdzieś razem,  a my załatwimy fotoreporterów.
                Skrzywiłem się. Zerknąłem na Michaela, który zacisnął usta, a potem nieco odsunął się od telefonu. Zgarbił się, jakby Craig mógł zaraz wyskoczyć z komórki i zrobić mu jakąkolwiek krzywdę. Wiedziałem, że chłopaków obowiązuje umowa, ale serio? Nie mogli dać im chwili spokoju? Szczególnie po tym wszystkim, co się działo.
 Góra chce więcej sensacji i szumu. Ma się coś dziać. Fani lubią wciskać się w życie swoich idoli i wiedzieć, co w danej chwili robią, a my musimy zaspokoić ten ich ciekawski głód.  Chrząknął cicho.  Skoro dzisiaj siedzicie razem, to mogliście wrzucić jakąś informację o tym na jakiś portal, a jeszcze lepiej by było nagrać filmik lub wstawić fotkę. Mogliście też walnąć ściemę, że pracujecie nad nowym materiałem lub że szykujecie się na jakąś wielką imprezę.
 Mamy kłamać?
 To kłamstwo w dobrej wierze, Hood. Jeśli nie ruszycie tyłków…
– Wiesz co, Craig? Wypchaj się  rzuciłem, a chłopaki spojrzeli na mnie wielkimi, jak spodki oczami.  Mamy wolne… Kurwa, dobrze wiesz co się działo w czasie trasy i nawet po niej. Daj nam odetchnąć. Zbieramy się do kupy po tym kwasie, jaki się dział. A było cholernie nieciekawie.
– Przestań się tak bulwersować, Hemmings!
– Ale on ma rację!  wtrącił Calum.  Przypomnij sobie, co się działo z Michaelem. Przypomnij sobie, jak blisko byliśmy rozpadu.
 Nie byliście blisko rozpadu  pociągnął Craig, pewnym siebie głosem.
– Gówno wiesz  rzuciłem, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Ten facet naprawdę mnie wkurzał.
 Hemmings, ostrzegam cię. I was również. Jeśli w końcu czegoś nie zrobicie… Mamy zawartą pisemną umowę, więc radzę wam raz jeszcze do niej zajrzeć, bo inaczej skończy się to na pociągnięciu was do odpowiedzialności finansowej  powiedział, a potem rozłączył się.
 Chyba znów mamy przejebane  skwitował Irwin, krzywiąc się z niesmakiem.
 Wymyślimy coś  odparłem, kiwając głową.  Jeśli już będziemy musieli coś robić, to tylko na naszych zasadach. Musimy pokazywać się z jak najlepszej strony. Żadnych wpadek i negatywnych rzeczy.
 Jestem pod ważeniem, Luke  odparł Ash.
 Musimy trzymać się razem. I to nie tylko ze względu na to, że siedzimy w tym jako zespół, ale jesteśmy przyjaciółmi.
 Jesteś taki rozczulający  powiedział Calum, a potem cicho zaśmiał się.  Wchodzę w to. Niech myślą, że robimy, to co chcą, choć będziemy robić, to co my chcemy.


Luke

               Raz jeszcze rozejrzałem się po wnętrzu lokalu. Całość utrzymana była w barwach ciemnego brązu i czerwieni. Nad każdym stolikiem zwisała okrągła lampa, a na gładkich, kwadratowych blatach poustawiano maleńkie świeczki. Bar był mocniej oświetlony, niż przyciemniony parkiet, na którym znajdował się zespół. Starszy gitarzysta, klawiszowiec i dwoje wykonawców, którzy przygrywali znane kawałki – zarówno te stare, jak i nowe. Klienci byli mieszani. Były tu zarówno osoby w przybliżonym do nas wieku, jak i starsi. Po dłuższej obserwacji wnioskowałem, że tych drugich jest nieco więcej.
               Nie nazwałbym tego miejsca klubem. Raczej takim dość dużym barem. Można było tu nie tylko wypić, ale także zjeść coś na ciepło. Na zewnątrz rozstawiono stoliki z rozłożystymi parasolami, a także ustawiono dużego grilla. Z tego, co wyczytałem w menu, lokal działał praktycznie całą dobę i rano zapraszał na śniadania i dobrą kawę. Serwowali tu posiłki adekwatne do pory dnia.
               Złapałem za duży kufel. Upiłem łyk piwa, brudząc sobie górną wargę gęstą pianą. Przetarłem usta wierzchem dłoni, a następnie spojrzałem na Shawna, który siedział naprzeciwko mnie.
 Mogłeś zobaczyć tyle fantastycznych miejsc  powiedział, a potem uśmiechnął się.  Cholernie ci zazdroszczę. Sam chętnie pojechałbym na przykład do Europy. O! Albo do Azji!
 Nie zawsze była okazja do zwiedzania.
 Ale coś tam widziałeś  odparł, a ja przytaknąłem.  Też tak chcę. Może kiedyś uda mi się pojechać w jakieś super miejsce. W sumie nawet jakaś wycieczka po kraju też by była superowa. Albo Hawaje? Meksyk?
 Planujesz wakacje?
                Obaj odwróciliśmy się w stronę Tary, która wróciła do stolika. Widząc jej uśmiech, sam zacząłem robić to samo. Będąc jednak w towarzystwie Shawna powstrzymywałem się przed natrętnym gapieniem się na nią.
 Możesz mi je fundnąć. Co ty na to, Tara? Taki tydzień w Nowym Jorku?
 Jak kiedyś wygram kupę kasy, to chętnie cię gdzieś zabiorę  odpowiedziała, stojąc przy stoliku.
 Nie siadasz?  zapytałem, wskazując na zajmowane wcześniej przez nią miejsce. A znajdowało się ono tuż obok mnie.
 Właśnie się zastanawiałam, czy uda mi się wyciągnąć, któregoś z was na parkiet. Jak będzie? Kto zatańczy?
                Zerknąłem na parkiet, na którym znajdowało się już sporo osób. Zauważyłem, że przy sąsiednim stoliku jeden z mężczyzn wyciągnął starszą kobietę do tańca. Nie miałem nad wyraz super zdolności tanecznych, a nie chciałem sobie też zrobić obciachu przed dziewczyną, która  co tu dużo mówić  bardzo mi się podobała. Z drugiej jednak strony nie miałbym nic przeciwko, by ruszyć do tej ciężkiej dla mnie akcji i pobawić się z nią na parkiecie. Jak tylko o tym pomyślałem, odezwał się Shawn.
 Ja zatańczę  powiedział, wstając z miejsca.
               Ukryłem rozczarowanie, które pojawiło się wewnątrz mnie. Zacząłem żałować tego, że z automatu nie przytaknąłem, uprzedzając jej przyjaciela. Po co zacząłem gdybać i rozmyślać? W końcu to żaden pieprzony konkurs tańca. Czy ja w końcu odpuszczę i zacznę żyć na luzie, przestając analizować każdą sytuację?
              Tara uśmiechnęła się, gdy Shawn teatralnie wystawił w jej stronę ramię. Zaśmiała się, wsuwając i opierając na nim rękę. Upiłem kolejny łyk piwa, odprowadzając ich wzrokiem w stronę bawiącego się tłumu. Poczułem się w tym momencie jak frajer. Ale sam byłem sobie winien.

             Przecisnąłem się przez niewielką grupę ludzi okupujących bar. Zrobiłem mały slalom, by ich w końcu ostatecznie ominąć. Starałem się na nikogo nie wpaść, szczególnie że klienci przechodzili w jedną i w drugą stronę, niosąc kufle z piwem, kolorowe drinki czy talerze z jedzeniem. Na szczęście to mi się udało.
             Zmarszczyłem lekko czoło, widząc, że przy stoliku Tara została sama. Jeszcze niedawno siedziała w towarzystwie Shawna. Może chłopak poszedł za potrzebą? Lubiłem go, ale teraz nie miałbym nic przeciwko temu, by zatrzasnął się na dłużej w jednej z kabin. Chciałem zostać z nią sam na sam. Chociaż na trochę.
              Jak tylko znalazłem się przy stoliku, Tara odwróciła wzrok od parkietu. Piwne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Na jej ustach znów zagościł uśmiech. Uwielbiałem jej uśmiech i mogłem się na niego gapić godzinami. Odpowiedziałem tym samym, siadając obok niej.
 Gdzie Shawn?
 Spotkał koleżankę  powiedziała, poruszając dwuznacznie brwiami.  Pewnie szybko do nas nie wróci.
               Gdybym był postacią z kreskówki, to właśnie w tej chwili usłyszałbym w swojej głowie zwycięskie fanfary, które zagłuszyłyby grający zespół. Starałem się jednak zachowywać naturalnie i nie pokazywać przesadnego entuzjazmu.
 Koleżanka, tak?
 Poznali się jakiś czas temu  zaczęła, siadając przodem do mnie. Oparła się łokciem o stolik.  Też byliśmy tu na piwie. O ile dobrze pamiętam jest to kuzynka jego sąsiadki, która chyba mieszka z trzy czy cztery domy od niego. Jest z innego miasta. Najwidoczniej znowu zawitała do rodzinki.
 Wpadła mu w oko?
 Oj, tak. Od pierwszego wejrzenia  powiedziała łapiąc za kufel. Ja zaraz zrobiłem to samo.  Może teraz w końcu się ogarnie i weźmie, chociaż od niej numer telefonu. Z tego, co mówił, dziewczyna nie mieszka, aż tak daleko. Może w końcu znajdzie sobie pannę na stałe.
 Będziesz bawić się w swatkę?
 O nie. Nie zamierzam. Osoby trzecie czasami zamiast pomagać, komplikują sprawy jeszcze bardziej. Shawn jest dorosły. Nie potrzebuje niańki ani przyzwoitki. Swatki tym bardziej.
                Pociągnąłem kolejny łyk piwa, nie odrywając od niej wzroku. Dziewczyna po raz kolejny obdarzyła mnie szerokim uśmiechem. Chyba dzięki temu zyskałem jeszcze więcej pewności siebie. W końcu postanowiłem zadziałać spontanicznie. I to pewnie dlatego te słowa padły z moich ust.
 Zatańczysz ze mną?
 Teraz?  Pokiwałem głową.  A co z piwem?
 I tak została resztka, więc dopijmy je do końca. To jak? Zatańczymy?
 Pewnie.
                Oboje przechyliliśmy kufle, aby je wyzerować. Ja zrobiłem to pierwszy, Tara była druga. Odstawiliśmy puste naczynia z powrotem na stolik. Uśmiechnąłem się, wstając. Odwróciłem się, wyciągając rękę w stronę dziewczyny. Tara szybko podała mi swoją, również podnosząc się z miejsca. Okręciłem ją dla zabawy wokół jej własnej osi, na co zareagowała cichym śmiechem. Potem pozwoliła mi się poprowadzić w stronę parkietu. 
               Dopiero kiedy dotarliśmy do bawiącego się tłumu, zrozumiałem, w co takiego się wpakowałem. Tu ludzie tańczyli we dwoje. W końcu, jak to określiła Tara, był to dancing, gdzie głównie dominowały pary. Z góry założyłem, że skoro w takich klubowych wygibasach wyglądam, jak porażony prądem, to tym bardziej w takim wydaniu coś schrzanię. Jednak widząc jej szeroki, zadowolony uśmiech, miałem to wszystko gdzieś. Najwyżej zrobię z siebie kretyna. Grunt to pozytywne myślenie, prawda? Nie zmieniło to jednak faktu, że zacząłem się trochę denerwować.
 Bez stresu, to tylko taniec  powiedziała, stając naprzeciwko mnie.
 Aż tak to widać?  zapytałem ze śmiechem. Ułożyła rękę na moim ramieniu. Moje palce mocniej zacisnęły się na jej dłoni.
 Jesteś spięty.
 Nie jestem w tym dobry.
 Najwyżej się nawzajem podepczemy  odparła z uśmiechem. - Zamieńmy się rolami?
 Co?
 Wiem, że to facet powinien prowadzić, ale mogę zrobić to ja. Później, jak złapiesz rytm, zamienimy się z powrotem.
 Tak chyba będzie najlepiej.
 Luke?
 Tak?
 Nie patrz się w dół  odparła, puszczając moje ramię. Złapała mnie za brodę, unosząc ją. Przez to znów spojrzałem w jej piwne tęczówki, które teraz w tym świetle wyglądały na dużo ciemniejsze niż były w rzeczywistości.  Tak lepiej  dodała, ponownie kładąc dłoń na moim ramieniu.  Gotowy?
 Bardziej już nie będę  odpowiedziałem, śmiejąc się nerwowo.
                  Wstrzymałem powietrze, gdy Tara powoli wprowadziła nas w muzykę, która na szczęście nie była nazbyt szybka. Na początku moje mięśnie nadal pozostawały sztywne i spięte. Jednak, gdy okazało się, że przez ten krótki czas nie zrobiłem jej żadnej krzywdy, zacząłem się stopniowo rozluźniać. I teraz bez żadnych przeszkód mogłem legalnie wpatrywać się w jej oczy. Z każdym kolejnym krokiem przestawałem też myśleć o tym, czy nie robię przypadkiem czegoś nie tak. Zaczynałem się bawić. I to naprawdę dobrze bawić.

                 Staliśmy przy barze. Tara próbowała namierzyć Shawna, ale chłopak rozpłynął się w powietrzu. Co prawda wcześniej migał nam gdzieś na sali, będąc w towarzystwie uroczej szatynki i jej kuzynki. Teraz jednak nigdzie nie mogliśmy go znaleźć. Jak powiedziała mi Tara, od zawsze mają zasadę, że informują się, gdy chcą wyjść wcześniej. A my właśnie planowaliśmy udać się do domu.
 Nie odpowiada  powiedziała rudowłosa, zaciskając palce na komórce.
 Pójdę sprawdzić w męskiej toalecie. Poczekaj tu na mnie.
 Jasne.
 Ale naprawdę poczekaj. Nie chcę cię zgubić.
 Obiecuję, że się stąd nie ruszę  odparła, kładąc dłoń na moim przedramieniu.
                W tym momencie odechciało mi się sprawdzania toalety i szukania Shawna. Jej dotyk przyjemnie rozgrzewał i powodował miłe uczucie w żołądku. Zdecydowanie doświadczyłem tych kiczowatych, przysłowiowych motylków w brzuchu. Ku mojemu rozczarowaniu, po chwili Tara mnie puściła.
 Zaraz wracam…
 Tu jesteście!
               Oboje podskoczyliśmy, kiedy z tłumu wyłonił się Shawn. Stanął między nami, zarzucając nam ręce na ramiona. Objął nas mocniej, przyciskając do siebie. Zaśmiał się, a potem stanął prosto, zerkając to na mnie, to na nią.
 Gdzieś ty był?  odezwała się Tara.
– Właśnie chciałem wam powiedzieć, że będę się zbierał. Nicole i jej kuzynka są same, więc… Jako dżentelmen chcę je odprowadzić, by bezpiecznie wróciły do domu. No i… Jej ciotki i wujka nie ma  powiedział z zadowoleniem. Parsknąłem śmiechem, gdy puścił mi oczko. Potem zerknął na Tarę.  Chcę być grzeczny.
 W tym momencie bardzo wątpię, czy chcesz być taki grzeczny  rzuciła z rozbawieniem.
 Ale dobrze to brzmi  skwitował, a potem znów skupił się na mnie.  Sprawę mam.
 Mów.
– Nie przygotowałem się na taki obrót spraw, więc… Pożycz prezerwatywę. 
              Uniosłem brwi, robiąc zaskoczoną minę. Najwidoczniej Shawn był bardzo bezpośredni i otwarty w tej kwestii. Tym bardziej, że obok nas nadal znajdowała się Tara, która wszystko to słyszała. Zawahałem się, sięgając do kieszeni.
 Nie wiem czy…
 To portfel Jacksona?  zapytał, kiedy go wyciągnąłem. Kiwnąłem głową.  Sprawdź w kieszonce pod dokumentami.  Musiałem zrobić w tym momencie głupią minę, bo Shawn wybuchł śmiechem.  Co? Nie grzebałeś w nim?
 Jakoś nie miałem takiej potrzeby  pociągnąłem, otwierając portfel.
               Zgodnie z poleceniem chłopaka, zajrzałem do wskazanej kieszonki. Miał rację. Powoli wyciągnąłem niewielkie, kwadratowe opakowanie. Podałem mu je, a on szybko wsunął je do swojego portfela.
 Dzięki, stary. Jakbyś potrzebował zabezpieczenia, to sprawdź mu szafkę przy łóżku. Dolna szuflada  powiedział ze śmiechem, klepiąc mnie po plecach.
              Akurat o tym nie musiał mi mówić, bo natknąłem się na nieotwarte opakowanie prezerwatyw, kiedy szukałem ładowarki do telefonu. Nie byłem tym zaskoczony.
             Shawn pożegnał się z nami, a potem znów zniknął w tłumie. Ja i Tara znowu zostaliśmy sami i ani trochę mi to nie przeszkadzało. Spojrzałem na nią, a ona znów zaśmiała się cicho. Wskazała na drzwi. Pokiwałem głową. Oboje skierowaliśmy się w ich stronę, by w końcu opuścić lokal.

              Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Czułem się naprawdę zadowolony, a przede wszystkim wolny. Jakbym dzisiaj zdawał jakiś test, a on został w stu procentach przeze mnie zaliczony. W drodze do domu, kiedy między mną a Tarą panowała cisza, przypomniały mi się te wszystkie powroty z imprez, które miały miejsce jeszcze niedawno. Gdy wytaczałem się z klubów, ledwo stojąc na nogach. Dziś w końcu było inaczej. Piłem na spokojnie, bez pośpiechu i w umiarze. Jakbym w końcu miał stuprocentową kontrolę. Nikt nie namawiał mnie do dalszego picia, nikt nie częstował czymś mocniejszym. Nie byłem zamroczony. Czułem się fantastycznie.
              To moje samopoczucie polepszał też fakt, że miałem Tarę obok siebie. Kiedy postanowiliśmy przejść się do domu piechotą, nie sądziłem wtedy, że przybliżę się do niej jeszcze bardziej. Nie byliśmy wtedy nawet w połowie drogi, gdy coś mnie podkusiło. Nie zastanawiając się dłużej, bez zawahania objąłem ją, a ona… Ona wcale się nie odsunęła. Owinęła dłoń wokół mojego pasa i… To ciepło bijące od niej było tak cholernie przyjemne. Nie chciałem jej puszczać.
              Pierwszy raz od dłuższego czasu czułem się w pełni szczęśliwy. Wyrzucając z głowy wszystkie przykre rzeczy, w czasie tej drogi skupiłem się tylko na pozytywnych aspektach. Brak presji i stresu. Teraz jeszcze bardziej doceniałem ten czas spędzony w Arlen Town. Był mi potrzebny. Dzięki temu podnosiłem się z upadku. Już nie tylko miałem nadzieję na lepsze. Chyba w końcu dotarłem do tego momentu, w którym byłem niemalże pewny, że moje życie w końcu się zmieni i to w ten pozytywny sposób. I przy tym chciałem zostać.
 O czym myślisz?
               Spojrzałem na Tarę, która nie odrywała ode mnie wzorku. Uśmiechała się lekko pod nosem. Najwidoczniej musiała mnie obserwować od dłuższego czasu. Poczułem, jak jej palce poruszają się na moim boku.
 O tym wszystkim, co się działo.
 To chyba działo się coś dobrego. Ciągle się uśmiechasz.
 To było dobre. Czuję się… Teraz czuję się świetnie.
              Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, na jakiej znajdujemy się ulicy. Rozpoznałem ją od razu. Czas upłynął mi zdecydowanie za szybko. Już prawie byliśmy na miejscu. Jeszcze kilka kroków, a znajdziemy się przy furtce, a potem w domu. Szczerze? Nie chciałem jeszcze wracać. Nie miałbym nic przeciwko, by iść przed siebie dalej, bez żadnego celu. Z drugiej jednak strony było późno, a Tara wyglądała na nieco zmęczoną. I temu wcale się nie dziwiłem. A ten dalszy spacer miałby sens, gdyby była dalej obok.
              Dziewczyna poklepała mnie po brzuchu. To wyrwało mnie ponownie z myśli, w których się pogrążyłem. Tara nadal się uśmiechała. Zdałem sobie sprawę z tego, że oboje się zatrzymaliśmy będąc praktycznie niedaleko furtki. Przez moment zapatrzyłem się w jej oczy, w których teraz lekko odbijały się mijane uliczne światła. Wyobrażałem sobie, że są to mocno świecące gwiazdy i ten obraz naprawdę mi się spodobał. Powoli odgarnąłem z jej czoła pojedynczy kosmyk włosów. Nie zabrałem jednak ręki, muskając palcami jej policzek. Sam do końca nie wiedziałem, co robię. Jakby moje ciało działało automatycznie. Jednak doskonale wiedziałem, co chciałbym zrobić. I na tę chwilę postawiłem wszystko na jedną kartę.
              Miałem wrażenie, że dziewczyna wstrzymała oddech, gdy przybliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Czułem, jak moje serce przyspiesza, łupiąc w klatkę piersiową. Moje palce nadal delikatnie gładziły jej policzek. Nie odsunęła się. Kiedy dzieliły nas zaledwie milimetry, przymknęła powieki. Od razu zrobiłem to samo, składając na jej ustach pierwszy pocałunek. Było to zaledwie muśnięcie. Niewinne i czułe. Mimo wszystko i tak zrobiło mi się gorąco. W głowie nastąpiła eksplozja myśli i emocji. Chciałem więcej.
             Dziewczyna rozchyliła wargi, pozwalając mi na odważniejszy i pełniejszy pocałunek. Przechyliłem głowę, by nieco go pogłębić. Jej palce jeszcze mocniej zacisnęły się na mojej koszuli. Miałem wrażenie, że moje zmysły wyostrzają się. Już zapomniałem, jak to jest czuć się tak naprawdę zakochanym. Jak wszystko odczuwa się dwa razy mocniej. Nigdy nie poczułem tego, będąc z Lorraine.
             Odsunąłem się od niej, gdy zabrakło mi tchu. Powoli otworzyłem oczy, od razu napotykając piwne tęczówki, które skupione były tylko na mnie. Ten wzrok… Jakby przez tę krótką chwilę Tara nie wiedziała nikogo ani niczego oprócz mnie i to mi się tak bardzo podobało. Przez moment dokładnie obserwowałem jej reakcję na to nagłe zbliżenie. Gdy znów się uśmiechnęła, odetchnąłem z ulgą, czując się wręcz znakomicie.
 Wow  powiedziała cicho.
 Wow  powtórzyłem ze śmiechem. Dziewczyna szybko do mnie dołączyła.  Ja... Ten…
 Nie tłumacz się.
 Chciałem to zrobić. I teraz… Nie wiem, co powiedzieć.
 Nie musisz nic mówić.
             Ostatni raz musnąłem palcami jej policzek, a potem odsunąłem się jeszcze bardziej. Nadal jednak utrzymywałem z nią kontakt wzrokowy. Uznała, że nie muszę nic mówić, choć cholernie chciałem to zrobić. Z drugiej strony te słowa, o których myślałem, nie chciały wydostać się z mojego gardła. Cichy głos w głowie szeptał mi, że nie jest to odpowiedni moment na takie wyznania. Szczególnie że nie wiedziałem, jaki ona ma stosunek do mnie. Nie chciałem się rozczarować. Nie dzisiaj. Nie w tej chwili. 
 To…
 Czy…  zaczęliśmy jednocześnie, a potem znów cicho się zaśmialiśmy.  Idziemy do domu?
            Pokiwała głową, odwracając się w stronę budynku. Ruszyła w jego stronę jako pierwsza. Zmarszczyłem nos. Liczyłem na to, że jeszcze przez chwilę będę mógł potrzymać ją za rękę. W końcu wcisnąłem dłonie do kieszeni spodni, idąc za nią. Mimo wszystko i tak byłem zadowolony. I wiedziałem, że nie prędko przestanę o tym myśleć.  



***
W końcu udało mi się skończyć ten rozdział. Przez brak czasu, pisałam go małymi fragmentami. Ale w końcu się udało!
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje na temat tego, co i kiedy się pojawia. 

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF