wtorek, 14 listopada 2017

#14 Jestem w drużynie!

Luke

              Z początku byłem pewny, że moja zamiana z Jacksonem pozostanie niezauważona przez nikogo. Naiwnie wierzyłem w to, że wszystko pójdzie po naszej myśli i nikt się o tym nie dowie. Najpierw jednak prawdę odkryła Tara, potem ujawniłem ją przed Shawnem. Chłopaki dowiedzieli się na końcu. Po tych wszystkich gorzkich słowach, które usłyszałem wczoraj, byłem przekonany, że teraz nastał definitywny koniec nas jako przyjaciół. Zresztą nie powinienem się dziwić, dlaczego Irwin zareagował w tak negatywny i agresywny sposób. Ale o takich rzeczach myśli się dopiero po fakcie. Podejmując decyzję o zamianie, nie patrzyłem na to z tej drugiej strony. Z ich perspektywy. Sam byłbym cholernie zawiedziony, dotknięty i czułbym się z pewnością wykorzystany, gdybym stał na ich miejscu. Na całe szczęście, co przyjąłem z wielką ulgą i dodatkową nadzieją, wszystko skończyło się dobrze. Dostałem od nich drugą szansę, a to niesamowicie mnie cieszyło. I tym razem nie zamierzałem tego w żaden sposób zmarnować.
              Po wczorajszej rozmowie zrozumiałem jeszcze bardziej, jak wielkim kretynem byłem. Dlaczego nie przyznałem się do wszystkiego wcześniej. Dlaczego nie wyjawiłem im tego, jak się czuję z całym tym udawanym związkiem. Dlaczego nie powiedziałem im otwarcie, że nie potrafię sobie psychicznie poradzić z niektórymi rzeczami. Michael był wobec nas szczery. Ja siedziałem cicho, co doprowadziło do tych wszystkich niepotrzebnych komplikacji. Gdybym tylko od razu zaczął mówić, być może wszystko potoczyłoby się inaczej, a ja nie straciłbym najlepszych przyjaciół. Być może też nie straciłbym sam siebie, zmieniając się w obojętnego kretyna, który niszczył po kolei wszystko, czego się dotknął. Nigdy więcej nie chciałem do tego wracać. Nigdy więcej nie chciałem do tego dopuścić. Teraz, kiedy cała sprawa wyszła na jaw, a ja znów miałem w nich oparcie, wiedziałem, że może być już tylko lepiej. Małymi krokami wrócimy do tego, co mieliśmy kiedyś.
              Z początku przez to wszystko, co się działo, nie mogłem zasnąć. Kiedy w końcu to mi się udało, nie śniło mi się nic  i całe szczęście. Rano zaś obudziłem się z dodatkową energią, jakby tamten wieczór był czymś w rodzaju pełnego psychicznego oczyszczenia. Odzyskałem wiarę w siebie, w swoje możliwości, w zespół, w muzykę, we wszystko. Odzyskałem to, czego mi brakowało. Czułem się tak, jakbym odzyskał dawne życie.

              Odłożyłem ostatnią książkę na półkę. Odwróciłem się od wysokiego regału. Złapałem za wózek i przeciągnąłem go na koniec alejki, by ustawić go tuż obok mebla. Spojrzałem na niewielką grupkę czytelników, która siedziała przy długich stołach, pochylając się nad wybraną literaturą. Wśród starszych pań był tylko jeden mężczyzna, który pochłonięty był przeglądaniem pożółkłych gazet.
              Przeszedłem obok nich, zastanawiając się nad ich własną historią. Nad tym, co przeżyli, o czym dokładnie czytali i jak reagowali na tekst, który mieli przed oczami. Tworzyłem w głowie własne fakty, próbując dopasować je do poszczególnych osób. Od czasu do czasu lubiłem właśnie czymś takim zajmować myśli. Zawsze potem mogłem liczyć na to, że wena mi dopisze, a ja wpadnę na coś, co będzie można wciągnąć do kolejnej piosenki. A od wczoraj chęć powrotu do muzyki, nasiliła się. Nie robiłem tego od dawna, odgrywając tylko stare piosenki zespołu. Kiedy chłopaki tworzyli coś nowego, ja byłem zajęty zupełnie czymś innym. Teraz chciałem to nadrobić. Chciałem wziąć się do pracy i zacząć robić to, co zawsze sprawiało mi tyle przyjemności. Czułem, że jestem już gotowy, by ponownie złapać za notes i gitarę i spróbować coś skomponować. Mogłem do tego wykorzystać wczorajsze, luźno zapisane teksty.
               Tara spojrzała na mnie, gdy tylko usiadłem obok niej przy biurku. Po raz kolejny tego dnia dokładnie mi się przyjrzała, jakby chciała wyłapać u mnie jakiś moment załamania, choć w domu powtarzałem jej kilkukrotnie, że naprawdę czuję się dobrze. Z drugiej strony było to całkiem miłe i przyjemne, wiedzieć, że się o mnie martwi. Choć dziewczyna otwarcie nie powiedziała, że coś do mnie czuje, ja dalej naiwnie wierzyłem w to, że jest inaczej. Że te wszystkie gesty względem mojej osoby naprawdę coś znaczą, a nie są tylko efektem naszej przyjacielsko-kumpelskiej relacji z przesuniętymi granicami.
 W porządku?
 Serio?  rzuciłem, krzywiąc się.
              Tara zasłoniła usta ręką, by nie zaśmiać się na głos. Nie byliśmy w bibliotece sami, więc musieliśmy komunikować się ze sobą szeptem. Piwne tęczówki ani na chwilę nie oderwały się od moich oczu. Uwielbiałem jej wzrok. Przechyliła lekko głową, wzruszając ramionami. Dla zabawy skopiowałem jej ruchy, na co znów zareagowała cichym śmiechem.
 Zapytaj mnie o to jeszcze raz, a przyłożę sobie książką w czoło, a potem zwalę to na ciebie. Powiem, że mnie bijesz i używasz często wobec mnie przemocy fizycznej.
 No wiesz?  powiedziała oburzona.
 Naprawdę czuję się dobrze  powtórzyłem po raz kolejny te same słowa, które słyszała ode mnie od rana.
              Dziewczyna odwróciła się bardziej w moją stronę, co skutkowało tym, że nasze kolana się o siebie otarły. Odruchowo wyciągnąłem rękę, łapiąc za jej dłoń. Przejechałem palcami po jej gładkiej skórze. Tara przez chwilę śledziła wzrokiem ruch moich palców. Gdy na nią spojrzałem, splotła nasze palce, co sprawiło, że poczułem przyjemne ciepło. Uśmiechnąłem się, nie mogąc tego powstrzymać. Najlepiej nigdy bym jej nie puszczał. Chciałem mieć ją obok siebie już zawsze.
 Chciałbym wrócić do muzyki.
– Do muzyki?  zapytała, nachylając się jeszcze bardziej. Zacząłem bawić się jej palcami.  Teraz?
 Nie chodzi o wyjazd z Arlen Town  sprostowałem, a ona pokiwała głową. – Ja… Wiem, że nie będę mógł tu zostać na zawsze, ale… Chodzi mi o muzykę samą w sobie.
 Mów dalej.
 Chcę kupić gitarę. Zacząć na nowo pisać i grać. Znalazłem w sieci adres jednego sklepu z instrumentami. Znajduje się w sąsiednim mieście. Po pracy chcę tam pojechać.
 Tylko się nie zgub.
 Wiedziałem, że powiesz coś takiego  odparłem, a ona dla zgrywy przekręciła oczami.
                Nie próbowałem jej nawet namawiać na to, by pojechała tam ze mną. Rano wspominała o obiedzie u rodziców, na który się dzisiaj wybierała. To wyjście zaproponowała także mi, ale szybko odmówiłem. Nie chciałem prowokować losu. Jeszcze jej rodzice dowiedzieliby się prawdy, a potem pewnie kwestią czasu byłoby, gdyby ta informacja dotarła do rodziców Jacksona, którzy nadal przebywali w odwiedzinach u rodziny. Wtedy mielibyśmy kolejne kłopoty. No i… Jej ojciec nieco mnie przerażał, ale o tym wolałem nie mówić na głos.
 O rany.
               Na dźwięk jego głosu odwróciliśmy się. Shawn opierał się z drugiej strony biurka, niemalże z niego zwisając. Jego wzrok skupiony był na naszych złączonych dłoniach. Rozchylił lekko usta, prawie zjeżdżając z biednego mebla. Zaasekurował się o jego bok, by utrzymać pion. Zerknąłem na Tarę, która zmarszczyła lekko czoło, a potem ze zdziwieniem uniosła jedną brew. Nadal nie odrywała wzroku od przyjaciela, który chyba się odrobinę zapowietrzył.
 Ale jak? Jak to… Jak wy… Jesteście razem?  wymamrotał, wskazując to na mnie, to na nią.  Jakim cudem?  Zrobił wielkie oczy.  Moment… Och? Czy to pseudo przyjaźń, w którym to udajecie, że się lubicie, ale potajemnie i tak chodzicie razem do łóżka?
 O czym ty w ogóle mówisz?  odparła dziewczyna, spoglądając na niego z niedowierzaniem.
 O nim i o tobie  syknął, znów wychylając się przez biurko.  I łóżku i seksie i… Tym wszystkim. 
 Ach, o tym  pociągnęła, a ja od razu na nią zerknąłem.  Ja i Luke postanowiliśmy odwzorować wszystkie scenki z serii Pięćdziesięciu Twarzy Graya.
 O losie… Ja nie musiałem, aż tak dokładnie wszystkiego wiedzieć  mruknął z niesmakiem.
                Nie wytrzymałem i parsknąłem niekontrolowanym śmiechem. Jego mina była naprawdę komiczna. Tara znów zasłoniła usta ręką, śmiejąc się pod nosem. Usłyszałem za plecami ciche posykiwanie. Jedna z czytelniczek oburzona przypomniała mi, że jestem w bibliotece a nie na boisku. Dodała do tego karcące spojrzenie. Przeprosiłem szybko, niemalże dusząc się łzami. Następnie odwróciłem się do nich plecami, zasłaniając usta nie tylko ręką  tak jak Tara  ale wtykając twarz pod materiał koszulki, jakby to miało mi dodatkowo pomóc.
 Jak to z wami jest?  rzucił, przechodząc na naszą stronę. Jak gdyby nigdy nic, wpakował się pośladkami na blat biurka, jednocześnie rozdzielając nas.  Jest coś między wami? Pytam poważnie.
 Przyjaźnimy się i…
 Nuda  syknął, klepiąc ją po głowie.  Ściema. To mi nie wygląda na przyjacielski gest.
 Ciebie też trzymałam kiedyś za rękę…
 To był inny rodzaj trzymania za rękę  pociągnął z pewnością w głosie.
 Inny?
 Wiem, co mówię.
– Czy jeśli powiem, że to trochę skomplikowane to nam odpuścisz?  odezwałem się, kiedy udało mi się w końcu opanować na tyle, by wydusić z siebie sensowne zdanie.
 Skomplikowane? Nie… To nie jest satysfakcjonująca odpowiedź.
 To ja nie wiem, jak to określić  rzuciłem, wzruszając ramionami.
                Nie chciałem się otwarcie przyznać do uczucia, jakim darzyłem jego przyjaciółkę. Zresztą Tara, jeśli już miałaby się dowiedzieć, to nie w takim miejscu i nie w ten sposób.
 Jackson wie?  dopytał, zerkając na mnie.
 O nas?
 O was. Czyli mówimy o was. Nie o niej i o tobie, ale o was  powiedział, kiwając teatralnie głową.
 Shawn…  zaczęła dziewczyna, ale chłopak szybko podniósł ręce w geście poddania.
 Dobra, nie wtrącam się. Macie moje błogosławieństwo.
 Ja za tobą teraz nie nadążam  mruknąłem, marszcząc nos.
 Sam czasami za sobą nie nadążam  pociągnął, a potem szybko zeskoczył z biurka, kiedy drzwi od biblioteki ponownie się otworzyły.  Pani Simons, bardzo miło mi panią widzieć  zwrócił się do wchodzącej kobiety.
                Ja i Tara wymieniliśmy spojrzenia. Uśmiechnąłem się pod nosem, ciesząc się z tego, że jednak przesłuchanie Shawna nie przeciągnęło się, a on nie drążył tematu dalej. Zresztą ciężko było o tym rozmawiać, gdy samemu nie wiedziało się dokładnie na czym się stoi. Czy między nami faktycznie coś jest czy to może taka chwilowe zauroczenie, które wkrótce minie?  


Jackson

               Oparłem się dłońmi o parapet. Podniosłem powoli głowę, skupiając wzrok na ruchliwej ulicy. Przez chwilę obserwowałem różnokolorowe samochody, które kłębiły się na jezdni, próbując przejechać przez duże skrzyżowanie. Piesi krążyli po chodnikach, kierując się w przeróżne strony.
              Moje myśli szybko poszybowały w zupełnie inną stronę, niż analiza ruchu w Los Angeles. Wróciłem do wczorajszych wydarzeń, które stanowiły ewidentny przełom. Chłopaki dowiedzieli się prawdy i choć z początku zrobiło się nieprzyjemnie, to potem wszystko nabrało zupełnie innego obrazu. A ten obraz naprawdę mi się podobał.
              Byłem też z siebie dumny. Z moją małą pomocą, chłopaki doprowadzili się do porządku. Teraz jeszcze bardziej byłem przekonany o tym, że odzyskają dawną relację. Że znów zaczną sobie ufać i mówić o wszystkim. Że skończą się tajemnice. Tak naprawdę wierzyłem w to, że nigdy tego tak zupełnie nie utracili. Według mnie pogubili się, a ja  poprzez otwarcie ust i całą tę paplaninę – naprowadziłem ich tylko na odpowiedni tor, by znów się scalili. Wystarczył ten impuls i pokazanie drugiej strony, by nieco bardziej otworzyć im oczy na to, co się działo. Teraz musiało być lepiej. Nie widziałem innej opcji.
 Śpisz na stojąco?
 Ja pieprzę, Clifford  syknąłem, odwracając się.
                Moje serce odrobinę przyspieszyło, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem w kuchni sam. Jego głos ewidentnie mnie wystraszył. Odwróciłem się, patrząc na chłopaka, który opierał się o framugę drzwi. Michael lekko zmrużył oczy.
 Nie masz kolczyka.
 Nie mam atrapy kolczyka  poprawiłem go, a następnie podszedłem bliżej.
 Atrapy?
 Wytłumaczyć, co to znaczy?
 Nie bądź dupkiem.
 Jesteś taki uroczy  wymamrotałem, uśmiechając się szeroko.
 Musisz?
 Nie mogę się oprzeć. Szczególnie że wtedy tak ładnie się rumienisz.
 Ja się wcale nie rumienię!  warknął, kiedy minąłem go, wchodząc do salonu.
                  Padłem na kanapę, rozkładając się na niej. Słyszałem znów jego kroki, gdy wrócił do pokoju. Odchyliłem głowę, by na niego zerknąć. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, nie przestając świdrować mnie wzrokiem. Dodatkowo zrobił oburzoną minę i… Michael był naprawdę słodki. Nawet jak próbował wyglądać na groźnego i wkurzonego. Nawet jak się patrzył w ten sposób, jakby chciał mnie zamordować.
                  Zaśmiałem się, kiedy podszedł do kanapy. Zepchnął moje nogi, by usiąść obok. Uniosłem brwi, a potem uśmiechnąłem się z satysfakcją. Chłopak niewiele myśląc, pokazał mi środkowy palec, nadal grając złego Clifforda.
                 Po wczorajszej akcji z dowiedzeniem się prawdy, kiedy emocje już opadły, a reszta zespołu poszła do domu, ja i Michael odbyliśmy naprawdę długą rozmowę. A raczej on bombardował mnie pytaniami, na które ja ze spokojem odpowiadałem. Dzięki temu gitarzysta miał szansę poznać mnie lepiej. Miałem nadzieję, że w jego oczach przestanę być Hemmingsem, a będę po prostu Jacksonem. Fanem, którego poznał bliżej. Fanem, który przez tę dziwną i głupią umowę, mógł przebywać w jego towarzystwie na zupełnie innych zasadach. Chciałem, by mnie zaakceptował i tak chyba było. I tak najlepszym, co mogłem od niego usłyszeć, było to, że mnie lubi. Tak po porostu. Gadaliśmy ze sobą do czwartej rano. A ten czas stanowczo za szybko mi zleciał.
 O czym tak myślisz?
 O tym wszystkim, co się stało  powiedziałem powoli, spoglądając na niego.
 Nieźle się narobiło. Trochę to zakręcone.
 Nawet bardzo.  Pokiwał głową, a potem uśmiechnął się.  Zastanawiam się też nad…
 Tak?
 Nad tym, czego może od nas chcieć Craig.
                   Gdy tylko to powiedziałem, Clifford zmarszczył nos. Wcisnął się bardziej w oparcie kanapy, odrobinę się przy tym garbiąc. Nie dziwiła mnie jego reakcja na tego faceta. Szczególnie że uwielbiał się czepiać i wymyślał durne rzeczy, nie patrząc na to, czego tak naprawdę potrzebują chłopaki. Wielokrotnie zastanawiałem się, czy on sam w sobie jest takim ignorantem w stosunku do drugiego człowieka, czy to wszystko narzuca mu góra, a on, niczym marionetka wykonuje te polecenia. On i zespół powinni ze sobą współpracować. Rozmawiać, dyskutować, szukać normalnych rozwiązań, dbać o wspólne interesy, nie wpychając nikogo w żadne toksyczne gówno. Mi to jednak normalnej i zdrowej współpracy zupełnie nie przypominało. Bardziej było to, jak tresowanie zwierzątek, które na wszystko powinny przytakiwać.
 Mam złe przeczucia.
 Michael, będzie w porządku  powiedziałem, chcąc brzmieć pewnie.
                 Prawda była taka, że zupełnie nie wiedziałem, o co może chodzić Craigowi. Czy to będzie coś dobrego czy złego? Kiedy jednak przeczytałem od niego wiadomość, która była skierowana do Hemmingsa, od razu postanowiłem, że zrobię wszystko, by nie dać się w nic wciągnąć. Oczywiście miałem świadomość tego, że moje działania muszą być ostrożne i przemyślane. W końcu on i zespół byli połączeni umową, której nie powinienem naruszać.
 Ja naprawdę nie chcę…
 Będzie dobrze  odparłem, podnosząc się. Zarzuciłem mu rękę na ramiona. Zielone oczy od razu skupiły się na moich błękitnych tęczówkach.  Dość dziwnych zagrywek. Dość… Tego wszystkiego. Nie możemy dopuścić, by znów działy się te wszystkie rzeczy, jakie miały miejsce w czasie trasy.
 Naprawdę nie chcę… Nie chcę, by to znowu wróciło  wydusił, zasłaniając dłońmi twarz.
 Mikey, nic nie wróci. Ani ja, ani chłopaki na to nie pozwolimy. Powoli stanąłeś na nogi...
 Nie do końca.
 To stajesz na nogi. Podnosisz się. Masz wsparcie w chłopakach i masz je też we mnie  odparłem, lekko klepiąc go po ramieniu. Michael znów na mnie spojrzał, a potem lekko się uśmiechnął.
 Dziękuję.
                  Zdążył tylko to powiedzieć, a drzwi od mieszkania otworzyły się. Specjalnie zostawiłem jego niezamknięte na zamek, by Calum i Ashton bez problemów mogli wejść do środka, dlatego ich pojawienie się zupełnie mnie nie zdziwiło.
                Odsunąłem się od Michaela, gdy basista i perkusista znaleźli się w salonie. Hood usiadł na kanapie, a Irwin od razu rzucił się w kierunku wolnego fotela. Przerzucił nogi przez podłokietnik, a następnie westchnął ciężko pod nosem.
 Zawsze pojawiacie się w duecie?  wypaliłem, kiedy Ashton wyciągnął telefon z kieszeni.  Drużyna Cashton.
 Cashton?  odezwał się Irwin.
 Calum i Ashton, chyba nie muszę ci tego tłumaczyć  odparłem, marszcząc nos.
 Nie, znam to  mruknął, a potem odchylił się na fotelu.  Czarno to widzę.
 Nie zaczynaj jojczeć  pociągnąłem, machając na niego palcem.  Jeszcze nie wiemy, o co chodzi, więc nie przewidujmy najgorszego. Zresztą już wcześniej… Co ty wyprawiasz?  rzuciłem, czując, że palec Caluma coraz mocniej dźga mnie w policzek.
 To po prostu niesamowite  powiedział, kiedy odwróciłem się w jego stronę.  To…  Po raz kolejny mnie dźgnął.  Jakbyś ściągnął twarz Luke'a i założył ją na swoją. Jesteście identyczni i… Ciekawe, czy ja też mam sobowtóra?
 Może go lepiej na siłę nie szukaj. Jeden nam wystarczy  odparł Irwin.
 Niesamowite  pociągnął Hood, tym razem pukając mnie w czoło.
 Możesz przestać? Ładnie proszę  powiedziałem, odpychając go lekko.
 Ja tylko… Fascynujące  rzucił Calum, unosząc brwi.  Jak w jakimś filmie science fiction.
 Możesz go zostawić?  odezwał się Michael.
 A co jesteś zazdrosny? To, że spędziłeś z nim najwięcej czasu, nie znaczy, że Jackson jest twoją własnością  odparł Hood, a potem parsknął śmiechem.  Ale masz minę  pociągnął, wytykając Clifforda tym samym palcem, którym jeszcze chwilę temu molestował moją twarz.
 A może jest moją własnością?  rzucił Michael, mrużąc na niego oczy.
 Wy tak na poważnie? – odezwał się ponownie Irwin, a potem pokręcił głową.  Jackson nie jest niczyją własnością. Jest wolnym człowiekiem i nie należy do nikogo z was.
 O! To było miłe  powiedziałem z uśmiechem, a Ashton zaśmiał się.
– Czekam, aż te dwa orangutany się ogarną i wrócimy do sprawy, która teraz jest priorytetem.  Chłopaki spojrzeli na niego.  Super, że w końcu zyskałem waszą uwagę. Co zrobimy z…
               Ale nie dane mu było dokończyć, bo pokój wypełnił się głośnym dźwiękiem, który dochodził z jego komórki. Wszyscy szybko wymieniliśmy spojrzenia. Każdy z nas doskonale wiedział, kto dzwoni. I wcale się nie pomyliliśmy. Perkusista złapał za telefon. Odebrał od razu, przełączając Craiga na głośnik.
 Słyszymy cię wszyscy  powiedział, oszczędzając sobie jakiegokolwiek powitania.  Mów, o co chodzi.
 Ubierzcie się porządnie, bo dzisiaj czeka was impreza  odparł mężczyzna.
 Impreza? Niczego nie planowaliśmy na wieczór  odpowiedział Ashton.
 Zmieniam wam plany. Ostatnio jesteście tacy nudni, że musimy was rozruszać. Nie mówię tu o wszystkich, bo Luke akurat działa w mediach społecznościowych i cokolwiek robi, ratując wam nieco tyłki. Musicie zrozumieć, że góra powoli traci cierpliwość. Coś musi się dziać. Ciągle dziać.
 Poważnie?  mruknął Calum.
 Poważnie, Hood. Mówię śmiertelnie poważnie. Jeśli nic nie robicie, zainteresowanie wami spada. Ludzie się nudzą, uznają was za frajerów, więc przenoszą się na innego artystę. Tracicie fanów!
 Ja tam nic takiego nie zauważyłem  burknął Ashton.
 Potrzebujemy sensacji  pociągnął Craig, jakby Irwin w ogóle się nie odezwał.  Wybierzecie się dzisiaj do City of Angels. To klub, który jest najbardziej oblegany przez fotoreporterów, bo chodzi tam dużo gwiazd. Lokal też wstawia na swoją stronę fotki z środka, więc działajcie. Oczywiście dałem cynk dodatkowym paparazzi, aby było ich więcej. Pójdziecie tam i udacie, że się zajebiście bawicie. Dobrze by było, gdybyście wyszli stamtąd z jakimiś pannami. Napijcie się, odwalcie jakiś mały skandalik. Tylko bez przesady i…
 Nie  powiedziałem, kręcąc głową, choć on nie mógł tego widzieć.
 Nie?  powtórzył za mną, a potem parsknął śmiechem.  Nie ma wykręcania się, Hemmings. Albo ruszycie dupy, albo zrobimy z wami porządek w inny sposób. A wierzcie mi, że nie chcecie jeszcze bardziej wkurwić góry.
 Nie, posłuchaj, Craig…
 Hemmings przestań zgrywać świętego. Przestań pieprzyć o jakimś nawracaniu się i wielkiej zmianie, jaką przechodzisz. Wszyscy dobrze wiemy, że masz co nie co za uszami, więc teraz nie udawaj niewinnego gościa, który jest grzeczniutki, aż do porzygania.
 Nie o to mi chodziło  warknąłem przez zaciśnięte zęby.  Chodzi o to, że przez ostatni czas było nieciekawie i wszyscy chcemy to zmienić. Chcemy być inaczej postrzegani, jak… Tak jak dawniej i...
 Mam to gdzieś. Macie się tam pojawić. Macie być na tych przeklętych, cholernych zdjęciach, które potem pojawią się w necie, jasne? Macie tam być! Jak się nie pojawicie, to pojawią się konsekwencje. Ruszcie dupy i weźcie się w końcu do pracy!  rzucił, a potem rozłączył się.
 On tak, kurwa, na poważnie?  mruknął Irwin.  Ja nie wierzę w tego człowieka.
                 Zacisnąłem mocniej usta. Miałem ochotę iść do tego całego Craiga i mu przywalić. Tak dla zasady i czystej satysfakcji. Prychnąłem pod nosem, zerkając na telefon, jakby facet miał się nagle ponownie przez niego odezwać. Nic takiego jednak się nie stało. Komórka Irwina dalej milczała.
                Powoli odwróciłem się, zerkając na Michaela. Nie miał za ciekawej miny. Spoglądał na swoje dłonie, zapewne analizując słowa Craiga. Wiedziałem też, że on najbardziej z nas wszystkich nie chce nigdzie iść. Szczególnie, gdy doskonale wiedzieliśmy, kogo możemy spotkać przed klubem. Clifford niedawno w ogóle nie chciał opuszczać swojego mieszkania, unikał wychodzenia do jakiekolwiek lokalu, a teraz musiał znów się przemóc i znów wystawić się na błysk fleszy fotoreporterów. Poklepałem go lekko po kolanie, chcąc dodać mu tym otuchy. Zerknął na mnie, a potem ponownie spuścił wzrok.
                 Zacząłem się zastanawiać, czy jest w ogóle jakikolwiek sposób, by wybrnąć z tej sytuacji. Nie mogliśmy od tak nie iść. Wolałem nie wiedzieć, czy groźby Craiga są prawdziwe czy nie. Żaden z nas nie miał zamiaru tego sprawdzać. Chodziło bardziej o wymyślenie planu, który dawałby nam poczucie kontroli. O ile w ogóle mogliśmy tu mówić o jakiejkolwiek kontroli. Czy mogliśmy zrobić cokolwiek?
                Wtedy też mnie olśniło. Choć była to sytuacja bez wyjścia, to jednak była szansa na to, że możemy wszystko rozegrać po naszemu. Bez żadnych lipnych skandali, nadszarpywania wizerunku czy odgrywania starych nawyków Hemmingsa. Moglibyśmy wygrać tym wyjściem. Moglibyśmy zrobić coś pozytywnego.
 Mam plan – powiedziałem, podnosząc się z miejsca. Chłopaki od razu na mnie spojrzeli.  Musimy się wyszykować na imprezę.
 To jest ten twój plan?  mruknął Hood.
 Dokładnie.
 Nic nie zrozumiem  rzucił Irwin.
 Zaraz wszystko wam wytłumaczę.


Luke

                 Sklep muzyczny, do którego się udałem, nie miał zbyt wielkiego wyboru. Z tego, co powiedział właściciel, ściągał wszystkie potrzebne rzeczy na życzenie klienta i głównie na takiej zasadzie działał jego interes. Ja jednak nie chciałem tracić czasu na składanie zamówień i czekanie. Na szczęście w sklepie posiadał kilka gitar, z których wybrałem tą jedną konkretną, która najbardziej mi odpowiadała. I to właśnie z nią wróciłem do domu. Z nią i z pozostałymi, niewielkimi zakupami.
                 Gdy tylko minąłem próg, poczułem przyjemny zapach ciasta. Nie znalem się na wypiekach, ale w powietrzu wyczuć można było coś czekoladowego. Szybko uzyskałem odpowiedź, co takiego przygotowała Tara. Na blacie, tuż przy kuchence, znajdował się duży talerz ze świeżo upieczonymi babeczkami. Oblizałem usta, rozglądając się po pomieszczeniu za dziewczyną, ale nigdzie jej nie było. Wzruszyłem ramionami. Przełożyłem pakunki do jednej ręki i zaczaiłem się na babeczki, chcąc porwać jedną z nich. Gdy tylko wyciągnąłem w ich stronę dłoń, usłyszałem znajomy głos.
 Może najpierw kolacja, co?
                 Odwróciłem się z uśmiechem, spoglądając na rudowłosą. Dziewczyna uniosła brwi, odwzajemniła uśmiech, a potem weszła w głąb kuchni. Oparła się o blat. Cmoknąłem pod nosem, udając niezadowolonego, co wywołało z jej strony cichy śmiech.
 Proponuję zestaw: babeczka  kolacja  babeczka.
 Zobaczymy  rzuciła, pukając mnie palcem w klatkę piersiową.  Długo cię nie było.
 Trochę mi zeszło, bo… Mam coś jeszcze.
                  Odstawiłem gitarę i jedną z siatek na podłogę. Następnie z nieukrywanym zadowoleniem podałem jej ostatnią reklamówkę, którą trzymałem. Dziewczyna od razu ją przejęła, a potem zajrzała do środka. Zagryzłem lekko wargę, dokładnie śledząc każdy jej ruch. Zrobiła wielkie oczy.
 Poważnie?
 Małe znalezisko do twojej kolekcji  powiedziałem, a następnie odwróciłem się, porywając szybko babeczkę, na którą naprawdę miałem ochotę.
               Tara wyciągnęła z siatki dwie książki. Przejrzała pierwszą z nich, a potem zajrzała do drugiej. Dostrzegłem to, jak delikatnie przesuwa palcami po urodzinowych życzeniach, które znajdowały się w pierwszej części Harry’ego Pottera. W Portrecie Doriana Graya był tylko wpis,mówiący o tym, do kogo należał kiedyś ten egzemplarz.
 Dziękuję  rzuciła z uśmiechem, a potem przybliżyła się.
               Wstrzymałem oddech, gdy musnęła ustami mój policzek. Byłem pewny, że moja twarz nabrała nieco czerwonego koloru. Aby nie widziała tego, że zaczynam się szczerzyć jak nienormalny, wgryzłem się w czekoladową babeczkę. Pychotka.
 Obok sklepu znajdował się antykwariat  poinformowałem ją, kiedy wróciła do przeglądania książek.
 To tam spędziłeś tyle czasu?
 Po części  odpowiedziałem, kiwając głową, a potem wziąłem kolejny gryz.  Zaszedłem najpierw tam. Zapłaciłem sprzedawcy, by przejrzał książki, precyzując mu, czego ma szukać.
– Serio?  odparła ze śmiechem.
 Tak  odpowiedziałem z dumą, bo… Był to przecież genialny pomysł.  Potem jak kupiłem gitarę, to wróciłem do antykwariatu i mu pomogłem. Takim oto sposobem dokopaliśmy się do tych dwóch książek. Oczywiście nie byliśmy w stanie sprawdzić ich wszystkich, ale ma mi dać znać, jak na coś trafi.
 Jeszcze raz bardzo dziękuję.
 Dołączą do kolekcji?
 Oczywiście, że tak  powiedziała z uśmiechem.
 Super, cieszę się.  Wyciągnąłem rękę po kolejna babeczkę. Tara zerknęła na mnie, unosząc jedną brew.  W ramach nagrody, wezmę sobie jeszcze jedną, okej?
 Jedź  skwitowała, a ja oblizałem się.
 To wezmę dwie  rzuciłem, łapiąc od razu za cały talerz.
                Były tak dobre, że najchętniej wciągnąłbym je wszystkie. Jedna po drugiej. Dziewczyna zaśmiała się, a jej śmiech sprawił, że znów na nią spojrzałem. Wyciągnąłem talerz w jej stronę.
 Babeczkę? 
 Chętnie.

               Siedziałem na łóżku. Moje palce trącały struny gitary, którą miałem na kolanach. Wsłuchując się w wygrywaną melodię, nuciłem cicho pod nosem jedną z piosenek, którą wielokrotnie grałem z zespołem na ostatniej trasie. Nie chciałem się jednak skupiać na tym konkretnym czasie. Nie był on ani trochę przyjemny. Próbowałem przypomnieć sobie jeszcze wcześniejsze wyjścia na scenę. Wtedy, kiedy każdy z nas cieszył się tym, co robiliśmy wspólnie. Kiedy nie było tych wszystkich problemów, umów i tajemnic.
                Uśmiechnąłem się, nie przestając grać. Wróciłem wspomnieniami do tych chwil, kiedy wygłupiałem się z chłopakami w tour busie. Gdy na scenie stanowiliśmy jedną, zgraną całość. Kiedy wspólne wyjazdy były czymś przyjemnym, a nie przymusowym i koniecznym. Kiedy spotykaliśmy się z fanami, czerpiąc od nich dodatkową energię na to, by robić to wszystko dalej. Naprawdę pragnąłem tego, by choć po części tamte czasy wróciły. Teraz zdobywając nową nadzieję, wierzyłem w to, że tak właśnie będzie. I nie chciałem myśleć inaczej.
               Drgnąłem, kiedy wyczułem, że nie jestem w pokoju sam. Mój instynkt  choć niezbyt dobry  teraz podpowiedział mi, że ktoś ewidentnie się na mnie patrzy. Wiedziałem, kim może być ta osoba. Odwróciłem się powoli w stronę dziewczyny. Tara stała przy drzwiach, nie spuszczając ze mnie wzroku. Uśmiechnąłem się, a ona weszła w głąb pokoju.
 Wiem, że jest już późno, a ty pewnie chcesz iść spać, więc już kończę.
 Nie po to tam stałam.
 Zamieniasz się w mojego podglądacza?  zapytałem ze śmiechem, kiedy usiadła obok.
 Nie schlebiaj sobie, aż tak ciekawy to nie jesteś.
              Zrobiłem udawaną, oburzoną minę. Wysunąłem dolną wargę, chcąc wyglądać na bardziej smutnego i dotkniętego jej słowami. Dziewczyna zaśmiała się, a potem poklepała mnie po ramieniu. Miałem na sobie czarny bezrękawnik, więc jak tylko jej dłoń dotknęła mojej skóry od razu poczułem przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po plecach. I przy okazji zrobiło mi się cieplej. Jak moje ciało miało za każdym razem reagować tak na jej nawet najmniejsze zbliżenie, to chyba się od tego uczucia do niej pochoruję. Albo wykorkuję. Albo jedno i drugie.
 Załapałam się na dwie piosenki.
 Więc chciałaś mnie posłuchać.  Pokiwała głową.  Czemu od razu nie weszłaś?
 Nie chciałam ci przeszkadzać.
 Nie przeszkadzałabyś.
 Nie chciałam ci przerywać – odparła, a jej piwne oczy spojrzały wprost w moje.  Robisz to z taką pasją i… Dało się to wyczuć i zobaczyć, nawet gdy siedziałeś odwrócony do mnie plecami. Muzyka jest częścią ciebie i tego się nie wyprzesz.
 Nawet nie zamierzam.
 I słusznie  rzuciła, pukając mnie palcem po nosie. Zaśmiałem się.  Graj dalej, tylko nie siedź za długo.
 Wiem, jutro czeka mnie przemiana w przykładnego bibliotekarza, który udaje, że wie, co robi.
 Ogarnąłeś to, więc wiesz, co robisz.
 Po części.
 Dobre i tyle  odparła, a potem cicho się zaśmiała.
 Z twoją pomocą wszystko jest łatwiejsze  wypaliłem, a dopiero po chwili zorientowałem się, że faktycznie powiedziałem to na głos.
                Tara ponownie obdarzyła mnie szerokim uśmiechem. Choć pewnie się tego nie domyślała, ale powiedziałem to nie tylko w kwestii pracy w bibliotece. Chodziło mi też o inne sytuacje. Miałem wrażenie, że naprawdę mogę na nią liczyć, bez  względu na to, co się będzie działo. Była obok, a ja chciałem, by tak zostało już na zawsze.
                Zdałem sobie sprawę z tego, że od dłuższej chwili siedzę i nie robię nic innego, jak tylko dokładnie wpatruję się w jej twarz. Po piwne oczy, które były zadowolone i radosne; usta, które tak dobrze smakowały; aż po jasne policzki, które czasami oblewały się uroczym rumieńcem. Kolejny raz po moim kręgosłupie przebiegł przyjemny dreszcz, kiedy dziewczyna delikatnie przesunęła palcami po skórze na mojej dłoni. Moje serce od razu przyspieszyło. A może biło tak szybko już wcześniej?
                 Puściłem gitarę, która zjechała mi na kolana. Nadal byłem maksymalnie skoncentrowany na Tarze, która była tak blisko mnie. Chociaż dla mnie było to i tak za daleko, dlatego szybko jeszcze bardziej zmniejszyłem odległość między nami. Dziewczyna od razu przymknęła powieki, gdy moje wargi znalazły się na jej ustach. Czując kolejna falę gorąca, która we mnie uderzyła, przeszedłem do pełniejszego pocałunku. Odwzajemniła go, obejmując dłońmi mój kark. Gdy tylko jej palce ponownie musnęły moją skórę, poczułem, jak ramiona pokrywają mi się gęsią skórką. Było to tak ekscytujące i pochłaniające, że nie byłem w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o niej.
                  Przekręciłem się i wtedy usłyszałem głośny brzdęk. Oboje podskoczyliśmy, gdy gitara, która jeszcze przed chwilą była na moich kolanach, zleciała w dół. Odsunęliśmy się od siebie, spoglądając na leżący na dywanie instrument.
                 Jako pierwszy odwróciłem się, by znów skupić się na rudowłosej. Przełknąłem cicho ślinę, nie odrywając od niej oczu. I wtedy zyskałem kolejną dawkę odwagi. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale teraz chciałem jej powiedzieć wszystko. Powiedzieć dokładnie to, co do niej czuję, licząc na to, że Tara, choć częściowo będzie to odwzajemniać. W mojej głowie pojawiły się idealnie dobrane słowa, które być może skutkowałyby zmianą naszej relacji. Na coś znacznie lepszego i piękniejszego. Jednak, gdy dziewczyna ponownie na mnie spojrzała, wycofałem się z całego tego planu.
 Dobranoc, Luke.
 Dobranoc.
                 Dziewczyna jeszcze na odchodnym cmoknęła mnie w czubek mojego zadartego nosa, a następnie wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Podniosłem gitarę, odkładając ją na łóżko, a potem sam położyłem się w poprzek materaca. Zasłoniłem dłońmi twarz. Czemu przyznanie się do tego uczucia, było tak cholernie trudne?


Jackson

                  Plan na dzisiejsze wyjście był prosty. Skoro i tak byliśmy zmuszeni do tego, by iść na imprezę, to uznałem, że warto by było zrobić coś, co postawi cały zespół w pozytywnym świetle  przy okazji jeszcze bardziej poprawiając wizerunek Hemmingsa. Podzieliłem się swoimi przemyśleniami z resztą. Chłopaki poparli ten pomysł, jaki narodził się w mojej głowie.
                 Konkretnie miało to wyglądać tak. Idziemy do klubu, w którym to stawiamy na grzeczną, pełną kultury zabawę. Zero alkoholu, zadym i mocniejszych używek. Chociaż o tym ostatnim nie było mowy, skoro realnie Hemmingsa tam nie będzie. Wychodzimy po około trzech godzinach, a potem z szerokimi uśmiechami na ustach, pozujemy fotoreporterom, będąc przesadnie i do bólu miłym i spokojnym. Dodaliśmy też coś od siebie, wrzucając informację o wyjściu na nasze konta na Twitterze. Liczyliśmy na to, że może spotkamy tam jakiś fanów, którym będziemy mogli poświęcić więcej uwagi i czasu. Nie mogłem się też oprzeć temu, by nie zrobić nam trochę fotek przed, jak i w trakcie imprezy, które przez cały czas wrzucałem na swojego Snapa i Instagrama. Moje konta społecznościowe w ten wieczór jeszcze bardziej tętniły życiem. Co się okazało, chłopaki nie zostali w tyle, również biorąc się za pstrykanie zdjęć i kręcenie krótkich filmików. Z tego wszystkiego wyszła całkiem pokaźna relacja z naszego imprezowego wieczoru.

                  Zerknąłem na Clifforda, z którym stałem przy barze. Cashton gdzieś zniknął, ale ja nie wnikałem, dokąd dokładnie udała się ta dwójka. Zresztą City of Angels było trzypiętrowe i naprawdę ogromne, więc kontrolowanie tego, gdzie kto jest było nie lada wyczynem. Włączyłem ponownie telefon, a potem wszedłem w odpowiednią aplikację. Ze złośliwym uśmieszkiem, który wymalował się pod moim nosem, wymierzyłem aparatem w twarz Michaela. Pojawiła się ona na ekranie komórki, otoczona uroczymi, różowymi serduszkami. Zrobiłem mu zdjęcie, a potem dodałem opis – słodki Cliffo – by w efekcie końcowym wrzucić to na My Story.
 Weź no  jęknął, odpychając mnie, kiedy zaprezentowałem mu fotkę.  Skasuj to!
 Za późno, cukiereczku.
 Nie zrobiłeś tego.
 Właśnie, że zrobiłem.
                Mimo wszystko Clifford nie wyglądał na złego. Zaśmiał się, a potem pokręcił głową. Oparł się bardziej o blat, łapiąc za sok pomarańczowy, którym raczył się od samego wejścia do klubu. Ja piłem słodki napój z cytryną. Skoro miałem już telefon w ręku, skontrolowałem czas. Zgodnie z umową mieliśmy tu zostać jeszcze przez godzinę.
 Co robisz?  wypaliłem, kiedy Michael wyciągnął dla odmiany swój telefon.
               Chłopak w ogóle mi nie odpowiedział, przesuwając szybko palcem po ekranie urządzenia. Po chwili wystawił komórkę przed moją twarz, robiąc mi zdjęcie. Nie wyłączył flesza, więc lampa błysnęła po moich oczach, odrobinę mnie oślepiając.
 Ej, no!
              Wystawił język, skupiając się na ponownym wciskaniu czegoś w komórce. Potem z satysfakcją odwrócił telefon. Użył wobec mnie efektu, na którym miałem powiększony kilkukrotnie nos, a także duże oczy. Dopisek pod zdjęciem – Huke Kluk Lemmings.
 Jesteś wredny  skwitowałem, kiedy schował urządzenie z powrotem do kieszeni.
 Uczę się od ciebie.
 Ej, ja jestem fajny i miły i… O! Popatrz  pociągnąłem, ponownie odwracając telefon w jego stronę.  Ludzie uważają też, że jestem przystojny.
 Kłamią, by ci przykro nie było.
 Nie znasz się.
 Chociaż muszę przyznać, że dzisiaj naprawdę się postarałeś i nie wyglądasz, jak chodzące nieszczęście.
 To był twoim zdaniem komplement? Jeśli tak, to był tak lipny, jak twoje udawanie spoko kolesia.
 Ja jestem spoko.
 A ja jestem Luke Hemmings  odparłem, pukając go palcem w klatkę piersiową. Chłopak zaśmiał się.
 Dobra, przyznaję, że dzisiaj naprawdę wyglądasz bardzo dobrze.
 Cóż za zmiana. Co jeszcze?
– Jak co jeszcze?
 Mów mi dalej  pociągnąłem, machając ręką. Potem przejechałem dłońmi po czarnej koszuli, wygładzając ją. Chłopak przekręcił oczami, śmiejąc się cicho pod nosem.
 Wyglądasz idealnie.
 O mój boże, Michael Clifford powiedział, że wyglądam idealnie  pisnąłem, niczym mała dziewczyna, a potem zacząłem podskakiwać w miejscu. W klubie było pełno ludzi i praktycznie i tak nikt nie zwracał na nas uwagi. A nawet jeśli, to miałem to gdzieś.
 Weź…
 Chyba dzisiaj z wrażenia nie zasnę!  Pogłaskałem go po głowie.  Ty też wyglądasz idealnie, cukiereczku.
 Panowie, uwaga! Robimy wspólne zdjęcie na stronę klubu.
                Obaj odwróciliśmy się w kierunku mężczyzny z dużym, czarnym aparatem w dłoni. Szybko wymieniliśmy spojrzenia, a potem pokiwaliśmy głowami. Ustawiliśmy się obok siebie, nakładając na twarze szerokie uśmiechy. Kolejny błysk i fotka była gotowa.
 To jeszcze jedno  pociągnął mężczyzna. 
 Wskakuj na barana  zwróciłem się do Michaela.
              Chłopak parsknął śmiechem, ale bez sprzeciwu wlazł mi na plecy. Przetrzymałem go pod udami, by Clifford nie poleciał do tyłu. Jego ręce owinęły się wokół mojej szyi. Fotograf z klubu zaśmiał się, przygotowując się do robienia następnego zdjęcia.
 Dzięki, panowie!
 Jasne, nie ma sprawy  odpowiedziałem, nadal mając Michaela na plecach.  Teraz złaź.
 Nie, przetransportuj mnie do łazienki.
 Chyba cię pogrzało…
 No weź, Jackson!
 Niech ci będzie  mruknąłem, przekręcając oczami.
               Bez słowa ruszyłem z Cliffordem na plecach w stronę korytarza, w którym to znajdowały się drzwi do toalet. I choć z początku zupełnie nie zwracaliśmy na siebie uwagi, tak teraz było nieco inaczej. Ludzie z ciekawością na nas zerkali, a nawet kilku klientów pokazało na nas palcami. No cóż… Nie ma przecież zakazu noszenia się nawzajem na tak zwanego barana.

               Po ustalonych trzech godzinach, wyszliśmy z klubu City of Angels. Nie zdziwiło nas to, że fotoreporterzy dalej czają się przy drzwiach. Oprócz nich zauważyliśmy grupkę fanów, którzy znajdowali się kawałek dalej, poza wścibskimi aparatami paparazzi. Widząc paru chłopaków i dziewczyn, wiedziałem, że mój plan z zamieszeniem informacji o naszym pobycie wypalił.
 Hej! Hej, Calum! Jak się bawiłeś?  zapytał jeden z fotoreporterów, pchając obiektyw wprost w twarz Hooda.
 Dziękuję, było naprawdę fajnie  odpowiedział z uśmiechem, przechodząc obok niego.
 Luke, ile drinków wypiłeś?  usłyszałem kolejny głos.
 Ani jednego. Dziś bawię się bez wspomagania.
 Ładnie!  odparł, wyciągając w moją stronę dłoń.  Brawo, stary!
               Niewiele myśląc, przybiłem mu piątkę, na co zareagował szerokim uśmiechem. Szedłem tuż za Cashtonem, którzy zgodnie z umową kierowali się w stronę fanów. O dziwo paparazzi grzecznie ustąpili nam miejsca, robiąc przejście. Michael trzymał się za mną, ściskając w dłoni kawałek mojej kurtki. Tak, by się nie rozdzielić. Widziałem, że stara się wyglądać, na jak najbardziej wyluzowanego, choć z pewnością ta cała sytuacja nie kojarzyła mu się za dobrze. Byłem pewny, że jest przez to zestresowany.
 Dobrze ci idzie  powiedziałem cicho do Michaela, kiedy podchodziliśmy do niewielkiej grupki fanów. Chłopak uśmiechnął się, lekko kiwając mi głową.  
 O mój Boże, Ashton! Ashton, możemy zrobić sobie zdjęcie?
 Pewnie  odpowiedział perkusista, podchodząc do uśmiechniętej blondynki.
               Kiedy my robiliśmy zdjęcia z fanami, przytulając i rozmawiając z nimi, fotoreporterzy dokładnie dokumentowali nasze działania, co było nam na rękę. Oto nam chodziło. Zero sensacji, dziwnych akcji i nieporozumień. Tylko uśmiechy i zadowolenie.
             Nie byłem pewny, ile dokładnie minęło czasu, ale w końcu postanowiliśmy iść do zamówionego auta, które miało nas odwieźć do domów. Oczywiście podziękowaliśmy tej grupce fanów, którzy na nas tak cierpliwie czekali. Musiałem przyznać, że było to naprawdę przyjemne doświadczenie. Za każdym razem widząc ich sympatię, która płynęła w stronę zespołu, czułem się dobrze. Tak właśnie to powinno wyglądać.
 Nie było źle  podsumował Calum, gdy już siedzieliśmy w samochodzie.
 Nie było źle? Było świetnie  odparłem, wychylając się w jego stronę.  Widzieliście te wszystkie szerokie uśmiechy. Jedna dziewczyna, aż się popłakała i… Kurde, musiałem się sam wziąć w garść, by nie poryczeć się razem z nią. To było takie… Sam nie wiem, jak to określić.
 Nieraz się te emocje udzielają  skwitował Ashton.  Dobra robota, drużyno.
 Jestem w drużynie!  pisnąłem, przyciskając dłoń do ust.
 Jesteś  odparł, wyciągając w moją stronę rękę. Przybiłem z nim żółwika, nie mogąc przestać się szczerzyć z zadowoleniem. Odwróciłem się do Michaela, który siedział obok mnie.
– Słyszałeś? Jestem w drużynie.
 Bo się zapowietrzysz – powiedział ze śmiechem.
               Zmrużyłem na niego oczy, udając oburzonego. Chłopak po raz kolejny cicho zaśmiał się, a potem pstryknął mnie w nos. Podskoczyłem, odsuwając się od niego, przez co prawie położyłem się na Irwinie. Perkusista pchnął mnie, a ja znów przechyliłem się w stronę Clifforda, który chichotał jak nienormalny.
 Jesteś, jesteś  rzucił, spoglądając na mnie z uśmiechem.
 To chciałem usłyszeć  odparłem, dumnie się prostując.  5 Seconds of Summer i ja razem! 


***
Ostatnio nie miałam zbytnio czasu, by porządnie usiąść do pisania, więc rozdział powstawał małymi fragmentami. Dopiero wczoraj i dziś miałam więcej czasu, by go dokończyć. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia. 

Pozdrawiam i do następnego!

#SobowtorFF